zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz Tychy: Asystent osoby niepełnosprawnej

(aut. Małgorzata Goślińska, Gazeta Wyborcza 6.06.2006; dps.pl 15.06.2006)

Autystyczna dziewczynka z Tychów ma asystenta osoby niepełnosprawnej. To prawdopodobnie pierwszy w Polsce zatrudniony anioł stróż...

Joanna Warzycha zna Krysię Bujałę od dwóch lat. Pisała o niej pracę dyplomową w policealnej szkole w Katowicach na kierunku asystent osoby niepełnosprawnej. Towarzyszyła dziewczynce najpierw jako wolontariusz. Od tygodnia jest zatrudniona przez stowarzyszenie "Dar serca", które wykonuje usługi opiekuńcze dla Miejskiego Ośrodka Opieki Społecznej w Tychach.

- To wydarzenie. Mimo że w ustawodawstwie asystent osoby niepełnosprawnej istnieje od lat, jeszcze nie słyszałem, żeby w Polsce pracował zgodnie z powołaniem - mówi Marek Plura z Katowic, reprezentant Polski w światowym Parlamencie Bez Barier dla niepełnosprawnych.

Beata Malina, która kształciła asystentów w katowickiej szkole, nazywa ich "aniołami stróżami". - Zaczynam pracę od budzenia Krysi, potem ubieranie, mycie, śniadanie. Nie wyręczam jej, tylko wydaję komendy. Pokazuję piktogram, który podpowiada, co ma robić. Czasami wystarczy powiedzieć: "przynieś", "usiądź", "wstań" - opowiada Warzycha.

Krysia ma indywidualne nauczanie, na lekcji jest tylko z nauczycielem. Warzycha pojawia się w szkole, kiedy dziewczynka wchodzi do pełnej klasy, sali gimnastycznej, świetlicy, podczas obiadu. - Krysia je samodzielnie. Przynoszę jej tylko zupę, bo ona sama by rozlała, kroję większe kawałki mięsa.

Po obiedzie powrót do domu. Autobusem. - Krysia lubi siedzieć. Jak nie ma wolnego miejsca, to się wścieka. Nie interesują mnie reakcje pasażerów. Blokuję Krysi ręce specjalnym chwytem od tyłu, żeby sobie nie zrobiła krzywdy. Czasami musimy wysiąść.

Wtedy spacerem. - Nauczyłam ją przechodzić po pasach, reagować na "stój", naciskać guzik, żeby się zapaliło zielone światło. W lesie pozwalam jej wybiec do przodu, ale na ulicy trzymam za rękę. Ona nie może być sama. Ale też nie każdego usłucha. Nie wystarczy wydać polecenie, nie o to chodzi. Muszę zawsze przy niej stać.

Krysia ma dziesięć lat. Przez pierwszych pięć to mama, Liliana Bujała, uczyła ją codziennych czynności. Zrezygnowała z pracy i w końcu się wypaliła. Trzy lata walczyła z pomocą społeczną o asystenta. W zamian oferowano jej usługi opiekuńcze.

Malina: - Zwykły opiekun pomaga w sprzątaniu, zakupach, gotowaniu, toalecie kilku podopiecznym. Asystent ma jednego i jest wykształcony do wyższych celów.

Nauka trwa rok i dotyczy wszystkich aspektów opieki (społecznego, medycznego, prawnego) nad każdym niepełnosprawnym (niewidomym i głuchym, umysłowo i ruchowo). - Asystent towarzyszy, staje się przyjacielem swojego podopiecznego - mówi Malina.

Opiekunowie nie wytrzymywali, uciekali od Krysi. Nieugięta matka poszła aż do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach. I w styczniu tego roku wygrała.

"Dar serca" płaci Warzysze za 20 godzin tygodniowo. - To mało, żeby wrócić do pracy na pełny etat. Ale założyłam własną firmę, którą prowadzę w domu. Wystarczy, żeby się spełniać. Przy Krysi to było niemożliwe - cieszy się Bujała.

Po wcześniejszych artykułach o zwycięstwie Liliany Bujały do "Gazety" dzwoniło wielu rodziców autystycznych dzieci z pytaniem, jak iść jej drogą. Asystentów nie brakuje, na Śląsku kształcą ich co najmniej dwie szkoły. - Są poszukiwani, ale nie chcą pracować - twierdzi Malina. - To bardzo ciężki zawód. Powinien być opłacany co najmniej trzykrotnie więcej niż zwykły opiekun. Ale kto da 15 zł za godzinę asystentowi?

Warzycha: - To wielka radość, jak Krysia pozwoli mi się do siebie zbliżyć. Ale czasami wracam od niej do domu półprzytomna.