oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Starzy są niepotrzebni. Męczący. Kosztowni. Najwygodniej oddać ich do schroniska. Jak niepotrzebnego psa. Tak myśli coraz więcej z nas.

Stosunek do ludzi starych świadczy o naszym rozwoju cywilizacyjnym - mawiali klasycy. Ale dla dzisiejszego 20-latka, człowiek po 75. roku życia stoi po prostu nad grobem. Jego czas się skończył, nie ma prawa pracować, bo nie jest kreatywny, ma "stare naleciałości" i blokuje etat młodszym. Starość zaczęła być pojmowana w Polsce jako stan fizycznego zniedołężnienia i umysłowego stetryczenia. Mijają czasy, gdy do ostatnich dni chorymi i starymi opiekowały się ich dzieci czy kuzyni.


Ageism - dyskryminujące podejście do człowieka z powodu jego wieku. Twórca definicji ageismu, Butler, twierdził, że przyczyną dyskryminacji starych przez młodych jest zanik wspólnej więzi, z góry nałożona konieczność niesienia pomocy osobom starszym oraz świadomość, że trzeba pracować na kogoś, kto już nie pracuje.


Chwaliliśmy się, że w przeciwieństwie do Amerykanów, którzy umieszczają swoich bliskich w domach starców, my wiemy jak powinna wyglądać rodzinna więź.

Ale z badań wynika, że w ostatnich latach coraz więcej Polaków decyduje się zostawić rodziców i dziadków w domach opieki społecznej i hospicjach. Bo tam ma być im lepiej. Co miesiąc uiszczają należną kwotę, a raz na rok jeżdżą w odwiedziny. Zdaniem badaczy, powodem tego są głównie względy ekonomiczne.

Doktor Barbara Szatur-Jaworska z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego: - Jeśli matka lub ojciec cierpią na jakąś postępującą chorobę, na przykład Alzheimera, to trudno zapewnić mu domową opiekę. Tym bardziej, że praca jest dziś skarbem. Mało kto może sobie pozwolić na bezpłatny urlop. Żadna firma się na to nie zgodzi. Jedynym wyjściem pozostaje dom opieki.

Ci, którzy zostają na starość sami, bo rodzina się ich wyrzekła, a na miejsce w państwowym domu opieki trzeba czekać 10 lat, kupują przeterminowane leki na bazarach, chodzą na obiady do ośrodka pomocy społecznej albo grzebią w śmietnikach. Zanim zwolni się miejsce w domu opieki, połowa z nich umiera. Nie przysługują im praktycznie żadne ulgi (z wyjątkiem kolejowych i komunikacji miejskiej, ustalanych przez lokalne samorządy). Nie mogą liczyć na pomoc od państwa, bo takiej po prostu nie ma.


W Polsce wiek emerytalny to 65 lat w przypadku mężczyzn i 60 lat dla kobiet. W Niemczech i Hiszpanii panowie przechodzą na emeryturę po ukończeniu 67 lat, a panie 65. W naszym kraju tylko w co drugiej pracy starsza osoba ma szansę doczekania do emerytury. Coraz więcej pracodawców zwalnia takich pracowników, nawet na kilka miesięcy wcześniej. W ramach tzw. standardowej redukcji.


Marian nie czuje się winny. Jako młody, bo 29-letni szef dużego koncernu, nie mógłby zajmować się chorym na Alzheimera ojcem. - Miałem zrezygnować z kariery, pieniędzy i zamienić się w niańkę? A kto by zarabiał na leki, jedzenie i ubranie dla mnie i ojca? - pyta. Trzy lata temu załatwił mu miejsce w jednym z prywatnych pensjonatów dla seniorów. Miesięcznie płaci trzy tysiące złotych i jak mówi, ma święty spokój. I czyste sumienie. - Znam wielu, którzy nie poczuwają się do jakiejkolwiek odpowiedzialności. A przecież ja nie odwróciłem się do ojca plecami, tylko zapewniłem mu opiekę - tłumaczy.

Marian dużo podróżuje. Ojca odwiedza raz na pół roku, chociaż dojazd do pensjonatu, w którym przebywa, zajmuje mu niecałą godzinę. - Przecież i tak mnie nie poznaje. Alzheimer zrobił już swoje - mówi. - Jak będę miał dziecko, to nigdy nie będę od niego wymagał, żeby zajmowało się mną na starość. Nie chciałbym dla nikogo być ciężarem.

Państwowe domy opieki pękają w szwach. Listy oczekujących także. W prywatnych rezydencjach seniora są wolne miejsca, ale na pobyt w nich stać tylko nielicznych (miesięcznie trzeba płacić nawet 3 tysiące złotych.


Na świecie żyje 580 milionów ludzi powyżej 60. roku życia. W roku 2025 liczba ta wzrośnie do 1,1 miliarda. W Polsce osób w tym wieku jest 6,5 miliona. Ponad 800 tysięcy z nich ma więcej niż 80 lat.


Jedynym nowym pomysłem na opiekę nad ludźmi starszymi, jaki się ostatnio pojawił, to tworzenie rodzinnych domów opieki społecznej. Ale choć możliwość taką stworzono dwa lata temu, podchwyciły go jedynie Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej w Poznaniu i Gdańsku. - W ciągu kilku tygodni zgłosiło się do nas kilkadziesiąt chętnych, nie tylko z Gdańska, ale również z całej Polski - mówi Sylwia Ressel, rzecznik prasowy gdańskiego MOPS-u. Na jednego podopiecznego gdański MOPS jest w stanie przeznaczyć od 1,3 tysiąca do 1,6 tysiąca złotych miesięcznie w zależności od warunków.


Koszt utrzymania seniora w państwowym domu opieki wynosi od 1,8 do 2 tysięcy złotych. Część pokrywa gmina. Każdy z pensjonariuszy przeznacza na pobyt 70 procent renty lub emerytury.


Prywatne domy opieki, które jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać na początku lat 90., funkcjonują na zasadzie fundacji, pensjonatów lub rezydencji. Żadna państwowa instytucja nie ma nad nimi kontroli. Nie wiadomo nawet, ile ich działa (GUS szacuje, że około dwustu).

Coraz mniej młodych osób, mimo czynnego życia zawodowego, decyduje się zostawić swoich rodziców czy dziadków we własnych domach. Zdaniem specjalistów, wszystko zależy od wzorca wychowania.


Dariusz Marszałek z biura prasowego resortu pracy: Wystarczy uniknąć w nazwie sformułowania "dom opieki społecznej" i mieć wolną rękę. Resort planuje jednak wprowadzić standardy usług. Wówczas właściciel takiego domu będzie musiał uzyskać zgodę wojewody.


35-letnia Krystyna nie mogłaby postąpić inaczej. Przecież to jej matka, nie jakaś obca kobieta. Urodziła ją, przewijała, chowała. A teraz, kiedy zalewa się moczem i krztusi kaszką, jest bezbronna. - Znajomi nie mogą zrozumieć, dlaczego już dawno nie oddałam mamy do domu starców. Ale ja nie zmrużyłabym oka, wiedząc, że ona siedzi gdzieś sama w zasikanych majtkach. Skazana na łaskę i niełaskę gderliwej pielęgniarki. Chcę, żeby do końca zachowała godność. Nie po to rodzi się dzieci, żeby na starość lądować w przytułku.

Zaczęło się od tego, że matka Krystyny - Maria wychodziła z domu tylko na chwilę, po bułki albo gazetę, po czym nie potrafiła trafić z powrotem. Bałam się zostawiać ją w domu, bo w każdej chwili mogła odkręcić gaz albo wodę - opowiada Krystyna.


Doktor Barbara Szatur-Jaworska: Jeśli dziecko od małego mieszka z rodzicami i dziadkami, to jako dorosły człowiek odbiera starość jako naturalny etap w życiu. Inaczej jest w przypadku osób młodych, wychowywanych bez kontaktu z seniorami. Nie poczuwają się do odpowiedzialności, a starość na swój sposób ich odrzuca.


Na miejsce otępienia pojawiła się u Marii silna nerwica, bezsenność i osłabienie podstawowych zmysłów. Nie czuła dobrze powierzchni przedmiotów. Wszystko leciało jej z rąk. Nawet w okularach z wysiłkiem czytała gazetę. Trudno jej było zrozumieć rozmówcę, nie słyszała dzwonka telefonu ani gwizdu czajnika. Coraz częściej zdarzały się omamy i urojenia. Leki nie pomagały. Poza tym zaczęło brakować pieniędzy.

- Mama dostaje jedną z najniższych emerytur - nieco ponad 500 złotych. Jeśli policzyć jednak wszystkie leki, które musi brać profilaktycznie, a do tego pampersy, bo od pewnego czasu nie trzyma moczu, to praktycznie nic nie zostaje - mówi Krystyna.

Oficjalnie, w porównaniu z innymi grupami społecznymi, emeryci mają w miarę stabilne i stałe dochody. Nieoficjalnie - nie tylko nie starcza im na prąd czy jedzenie, ale także na leki. Wiele starszych osób, mimo że musi wyżyć za grosze, część ze swojej emerytury przeznacza jeszcze na prezenty dla wnuków czy wspiera budżety swoich dzieci. Rzadko kiedy otrzymując coś w zamian.


Prawie połowa starych ludzi cierpi na majaczenia czy otępienie - to drugie bywa początkiem choroby Alzheimera. Częstym schorzeniem dotykającym starsze osoby jest także syndrom tzw. starczego niechlujstwa, polegający na niekontrolowanym zbieraniu zupełnie nieprzydatnych przedmiotów.


Łucja ma 78 lat i najniższą emeryturę. Mieszka sama. Syn kilkanaście lat temu zabrał oszczędności i wyjechał do USA. Córka zginęła w wypadku. Łucja kładzie się spać razem z kurami, żeby zaoszczędzić na świetle. Wstaje o szóstej rano, idzie do sklepu po chleb (najtańszy - baltonowski) i mleko w butelce. Raz na dwa tygodnie kupuje roślinną margarynę, raz na tydzień kilka topionych serków. Na obiady chodzi do baru mlecznego albo do ośrodka pomocy społecznej. Ubrania dostaje z Polskiego Czerwonego Krzyża. Najgorzej jest z lekami. - Od lat cierpię na nadciśnienie, ale leki są strasznie drogie. Chodzę na Stadion Dziesięciolecia. Tam kosztują trzy razy taniej - przyznaje staruszka.


Najniższa emerytura - 552,63 złotych
Dodatek pielęgnacyjny do emerytury/renty - 141,70 złotych
Najniższa renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy - 425,09 złotych
Najniższa renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy - 552,63 złotych


Chociaż Łucja klepie biedę, cieszy się, że nie dotknęła jej żadna ciężka choroba i nie spędzi ostatnich chwil życia w starczej umieralni. A tak było z jej bliską przyjaciółką - Danusią. Osteoporoza i ciężki udar mózgu przykuły ją do łóżka w wieku 67 lat. Samotna wdowa przez całe życie wychowywała dwie córki. - Wszystko im oddawała, nawet jak już przeszła na emeryturę. Sprzedała swoje piękne mieszkanie, żeby odciążyć ich od kredytu na samochód. Zamieszkała z nimi, spała na łóżku polowym w kuchni, zajmowała się wnukami.

Kiedy Danusia zachorowała i potrzebowała drogich leków, córka rozłożyła ręce, mówiąc, że nie starczy im na wakacje. - Wyglądała jak upiór, chuda, wsparta na kulach. Serce mi się krajało z bólu, dawałam jej parę złotych, ale nie starczało nawet na jedną tabletkę - wzdycha Łucja.

A potem Danusia dostała udaru mózgu. W szpitalu ledwo ją odratowali. Odzyskała przytomność, ale lewostronny paraliż pozostał. Córka odwiedziła ją dopiero po trzech dniach i od razu poinformowała, że załatwiła jej miejsce w placówce. Danusia myślała, że chodzi o jakiś ośrodek rehabilitacyjny. Dopiero kilka godzin później dowiedziała się od pielęgniarki, że przewożą ją do hospicjum. - Kompletnie się załamała. Straciła sens życia. Osoby, na które przez całe życie liczyła, bo one mogły liczyć na nią, dały jej kopniaka. Już nic jej nie trzymało na tym świecie. To było jedno z najbiedniejszych hospicjów. Jedzenie jak dla psa, nieświeża pościel i całodobowe leżenie w samotności. Danusia wpadła w depresję, nic jej nie cieszyło. Któregoś dnia, jak zwykle przyniosłam jej trochę kompotu. Wchodzę do sali, a tam salowa zdejmuje pościel.


Według profesora Brunona Synaka, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego, w ciągu 35 lat pogorszył się stan zdrowia emeryta. System ochrony zdrowia nie nadąża za postępującym starzeniem się społeczeństwa.


Ale starość, chociaż jest bolesna, nie musi oznaczać końca prawdziwego życia. Według filozofii chińskiej, to właśnie starość jest najlepszym okresem na rozwój duchowy. Dawno temu stary człowiek zajmował najwyższe stanowisko w Chinach. Pełnił rolę mędrca duchowego, do którego wszyscy zwracali się po poradę.

Współcześni staruszkowie dzielą się na dwie grupy: na tych, którzy nie wierzą, że coś jeszcze im się od życia należy oraz na tych, którzy dopiero na emeryturze mogą robić to, o czym zawsze marzyli. We Francji, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie podróżują do egzotycznych krajów, biorą udział w ekstremalnych wyprawach, żenią się, adoptują dzieci, uczestniczą w zawodach sportowych i olimpiadach. W Polsce podstawowym ograniczeniem są pieniądze. Naszych staruszków nie stać na drogie wycieczki. Tylko 10 procent z nich prowadzi w miarę aktywne życie - zapisuje się na kursy fotografii, do Polskiego Związku Działkowców, do klubu seniora albo na Uniwersytet Trzeciego Wieku.


Starsza osoba pozbawiona kontaktu z drugą osobą, odrzucona przez bliskich, zamyka się w sobie. Przestaje walczyć. W grupie starych osób jest największy procent samobójców. Najwięcej staruszków zabija się w USA (stanowią 19 procent samobójców).


Pozostali ograniczają się do oglądania telewizji, chodzenia do kościoła i lekarza. Jak wyjaśnia w książce "Ludzie starzy w warunkach transformacji ustrojowej" profesor Brunon Synak, aby starość była wypełniona życiem, starsza osoba musi mieć poczucie użyteczności i przynależności. Musi tkwić w nurcie życia rodzinnego i społecznego, a nie znajdować się na marginesie. Dlatego zgodnie z twierdzeniem japońskiego myśliciela - Daisaku Ikedy - "Trzeba ludziom starym dać powód do dalszego życia".