oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Na temat walidacji gerontologicznej ukazało się wiele publikacji w języku polskim. Nie będę więc wyjaśniać jej zasad. Ograniczę się do pobieżnego jej streszczenia i podam przykłady, jak tę metodę można zastosować w naszej codziennej pracy.

Na początek kilka słów o Naomi Feil, gdyż jest to moim zdaniem wspaniała postać, o której warto wiedzieć coś więcej. Poza tym, poznanie losów życia osób tworzących nowe koncepcje i metody pracy przyczynia się często do głębszego zrozumienia propagowanych przez nich idei.

Droga do metody

Naomi Feil urodziła się w Monachium w 1932 roku. Jest jedną z dwóch córek psychologa, dr Juliusza Weil. Jej rodzina, pochodzenia żydowskiego, wyemigrowała w 1936 roku do Nowego Jorku - Niemcy były dla nich zbyt niebezpieczne. W roku 1940 państwo Feil przeprowadzili się do Cleveland w Ohio, gdzie ojciec Naomi objął kierownictwo dużego domu pielęgnacyjnego i przekształcił go w ośrodek rehabilitacyjny dla zdezorientowanych osób w podeszłym wieku. Matka Naomi, z wykształcenia socjolog, również pracowała w tej placówce. Cała rodzina mieszkała na terenie ośrodka w mieszkaniu służbowym. Naomi rosła w otoczeniu osób starszych i codziennie zbierała doświadczenia, które wykorzystała później w swojej nauce i pracy. Studiowała w Nowym Jorku nauki socjalne. Ukończyła studia w 1956 roku uzyskując tytuł "Socialworker" = specjalisty ds. socjalnych. W USA jest to zawód samodzielnego, licencjonowanego doradcy, który pomaga starszym ludziom i ich rodzinom w zrozumieniu wszystkich aspektów (psychologicznych, prawnych i praktycznych) procesu starzenia się, oraz pomaga w radzeniu sobie z pojawiającymi się problemami. W 1963 roku Naomi powraca do rodziców do Cleveland, gdzie kontynuuje rozpoczęte przez ojca badania nad zachowaniami zdezorientowanych seniorów. W pracy swojej wypróbowuje wszystko to, czego nauczyła się na studiach, zwłaszcza metodę treningu orientacyjnego w rzeczywistości (ROT), metodę remotywacji i metodę treningu modyfikacji zachowań (trening korygujący dotychczasowe niewłaściwe zachowania i uczący nowych). Naomi zauważa, że mimo wielu włożonych starań, nie osiąga żadnych pozytywnych rezultatów. Wręcz przeciwnie, seniorzy reagują agresywnie na jej poczynania, są niespokojni, zamykają się w swojej własnej rzeczywistości. Zwłaszcza próby zastosowania ROT w stosunku do zdezorientowanych seniorów kończyły się kompletnym fiaskiem. Ten fakt naprowadził Naomi na drogę szukania nowej, zupełnie innej metody pracy z osobami zdezorientowanymi w różnych stadiach dezorientacji. Powstała metoda walidacji gerontologicznej, której bazą wyjściową nie jest otaczająca rzeczywistość, lecz emocje, które zaprzątają uwagę podopiecznego i są przez niego w różnorodny sposób uzewnętrzniane. Słowo "validus" oznacza w języku łacińskim: "silny, mocny", w terminologii prawniczej słowo "validare" oznacza: zatwierdzić, uprawomocnić. Walidować oznacza więc: docenić i uznać za ważną subiektywną rzeczywistość drugiego człowieka.

Trzeba wejść do tej łodzi

Różnice pomiędzy metodą ROT i metodą walidacji przedstawię obrazowo. Wyobraźmy sobie, że idziemy powoli brzegiem rzeki. Prąd rzeki niesie łódź, w której znajduje się nasz zdezorientowany podopieczny. My, wszelkimi sposobami staramy się go przekonać, by zakotwiczył do brzegu, na którym czeka na niego nasza rzeczywistość: pewny, mocny grunt pod nogami, dom, ciepłe łóżko, jedzenie. Staramy się mu pokazać wszystkie te "cuda" i przekonać do powrotu do rzeczywistości, do życia realnego. Takie jest założenie metody ROT. Obrazkowa historia toczy się dalej: nasz podopieczny nie reaguje na nasze nawoływania, nie słucha tego, co do niego mówimy, nawet na nas nie patrzy. Znajduje się we mgle zapomnienia. Prąd rzeki niesie go samotnie dalej, każde z nas porusza się do przodu, ale ciągle osobno - po dwóch równoległych liniach. Po to, aby się razem spotkać nie pozostaje nam nic innego, tylko wejść do łodzi, w której znajduje się nasz podopieczny. Tylko wtedy mamy szansę, by nawiązać z nim kontakt, zrozumieć, pomóc i towarzyszyć mu. Spotkanie na emocjonalnej płaszczyźnie podopiecznego jest założeniem walidacji.

By doszło do owocnego spotkania walidacyjnego, musimy spełnić następujące warunki:

  • możliwie dokładnie poznać biografię podopiecznego wraz z towarzyszącymi jej historycznymi i socjologicznymi uwarunkowaniami, np. jego losami w okresie wojny, wpływem środowiska, rolą rodziny, kobiety w rodzinie itp. oraz ważnymi dla podopiecznego wydarzeniami i doświadczeniami z jego życia (ang. life events, niem. Lebensereignisse),
  • akceptować podopiecznego, nie oceniając go,
  • wczuć się w położenie podopiecznego i identyfikować się z nim uczuciowo, odczuwać z nim i jego oczami patrzeć na świat, czyli w sposób empatyczny reagować na podopiecznego ("iść w butach drugiego"). Trzeba pamiętać, że empatia nie oznacza sympatii. Empatia, to odczuwanie z kimś, a nie uczucie dla kogoś,
  • werbalizować problemy i emocje podopiecznego, koncentrując się na faktach, o które pytamy się, pomijając pytanie "dlaczego?" -zdezorientowany podopieczny nie potrafi na takie pytanie odpowiedzieć i nie jest zainteresowany tym, dlaczego tak, a nie inaczej postąpił lub zareagował.

Spotkanie na wyspie czasu

Naomi Feil dokładnie opisuje cztery stadia dezorientacji oraz techniki walidacji gerontologicznej, które stosuje się odpowiednio, w zależności od stadium dezorientacji. Ale walidacja to nie tylko teoretycznie ugruntowana technika postępowania. Walidacja jest czymś więcej - to aktywna i świadoma (czyli zamierzona i przez nas sterowana) oraz profesjonalna (na bazie wiedzy psychologicznej i socjologicznej) postawa emocjonalna personelu pielęgnacyjno-opiekuńczego wobec chorych na demencję podopiecznych. Metoda walidacji w stosunku do osób znajdujących się w I i II stadium dezorientacji bazuje na odpowiednich technikach komunikacji werbalnej.

Stadium III charakteryzuje się nieświadomymi stereotypiami ruchowymi, takimi jak: rytmiczne uderzanie, powtarzające się odruchy głaskania, tarcia, wygładzania, monotonne śpiewanie, wydawanie powtarzających się i nieartykułowanych odgłosów, nieustanne chodzenie. Podopieczni w tym stadium stracili poczucie własnej tożsamości, są w stanie głębokiej izolacji, emocjonalne dotarcie do ich świadomości wymaga dużego doświadczenia terapeutycznego, pełnego skoncentrowania się na jednej osobie, oraz długiego czasu. Na podstawie doświadczeń mogę powiedzieć, że tak daleko posuniętą dezorientację traktuje się jako błąd w sztuce, niedociągnięcie pielęgnacyjne. Dopuszczenie do stanu głębokiej izolacji i pasywności podopiecznego oznacza pozostawienie go samemu sobie w okresie, w którym najbardziej potrzebował pomocy osób mu bliskich. Walidowanie osób ze stereotypiami ruchowymi zamienia się w początkowym stadium w stymulację podstawową. Na plan pierwszy wysuwa się komunikacja niewerbalna (dotyk i kontakt wzrokowy) oraz muzykoterapia. Naomi Feil uważa, że takie walidowanie powinno być krótkie, do 5 min., gdyż możliwość koncentracji podopiecznego jest ograniczona. To prawda, lecz samo doprowadzenie do spotkania walidacyjnego jest bardzo czasochłonne. Osoby w III stadium są bowiem emocjonalnie niemalże nieosiągalne: nie rejestrują otoczenia, czyli także terapeuty. Dotarcie do tych osób wymaga wiele czasu, a jednorazowy sukces nie daje długotrwałych efektów. Osoby te po krótkotrwałej "wizycie" ze swojego, w nasz wymiar rzeczywistości, wycofują się ponownie w swój własny "mikroświat", w swoją daleką przeszłość, udają się z powrotem na swoją własną "wyspę czasu".

Byłam raz świadkiem zajęć walidacyjnych prowadzonych przez eksperta walidacji gerontologicznej = master of validation (czwarty, ostatni stopień VTI - Validation Training Institut). Pacjentka nie mówiła, żyła we własnym świecie, nie wykazywała oznak, że jest nieszczęśliwa w tym świecie. Jedyne, co było dla nas i dla niej uciążliwe, to jej powtarzające się zachowania ruchowe, czyli nieustanne i bardzo szybkie chodzenie w czworoboku, wokół całego oddziału, przemieniające się czasami w bieg, oraz całkowity brak reakcji na próby zatrzymania jej. Pacjentka była wyczerpana dopiero ok. północy a zaczynała chodzić już wczesnym rankiem. Nasze zabiegi pielęgnacyjne ograniczały się do zapewnienia jej wygodnych i cichych butów, wysokokalorycznego pożywienia i indywidualnego czasu pielęgnacji - była myta lub kąpana przed pojawiającym się zmęczeniem. Terapia zaczęła się od wspólnego biegania dwóch osób - długiego i częstego biegania. Ten pracochłonny i czasochłonny wysiłek terapeutki zakończył się sukcesem - nasza pacjentka zauważyła, że nie biega sama, zauważyła drugą osobę obok niej. Terapeutce udało się na krótki moment wniknąć w świat naszego "długodystansowca", nawiązać kontakt werbalny, poznać przyczynę biegania i uspokoić emocjonalnie. W okresie tej czasochłonnej terapii natręctwo biegania zelżało, po zakończeniu terapii stopniowo zaczęło jednak wracać, pomimo naszych starań zmierzających do zatrzymania pacjentki na osiągnietej płaszczyźnie emocjonalnej. Sukces terapeutyczny nie był długotrwały, proces chorobowy nie został zatrzymany, pozostało nam dopasowanie się do niego, czyli zindywidualizowana opieka i pielęgnacja oraz bolesne doświadczenie, że nie ma metod doskonałych. Nawet walidacja, która jest bez wątpienia wspaniałą, efektywną i bardzo interesującą metodą terapii zaburzeń emocjonalnych i umysłowych, nie jest metodą non plus ultra na wszystkie dolegliwości otępienne. Nawet walidacja jest w niektórych przypadkach bezsilna, musi dopuścić do głosu inne metody, np. stymulację podstawową.

Elitarna grupa

Przytoczona historia jest przykładem walidacji indywidualnej. N. Feil zachęca także do podejmowania prób stosowania walidacji grupowej, która jest bardzo popularna wśród praktyków zawodu opiekuna. Walidacja grupowa może mieć zastosowanie tylko w odniesieniu do osób w I i II stadium dezorientacji. Ma ona wiele zalet, a najważniejszą jest to, że łączy ona ze sobą elementów innych znanych metod z charakterystyczną dla walidacji empatyczną postawą osób pielęgnujących wobec pielęgnowanych.

Zaletami walidacji grupowej są:

  • oszczędność czasu poprzez łączenie przyjemnego z pożytecznym,
  • rozwijanie komunikacji werbalnej i kontaktów międzyludzkich w otoczeniu rówieśników, czyli tzw. kohorty wiekowej,
  • terapia środowiskiem, dająca poczucie integracji w grupie,
  • przejmowanie nowych ról socjalnych - założenie tzw. metody remotywacji,
  • wytworzenie dających poczucie pewności rytuałów.

Terapeutyczną grupę walidacyjną powinno tworzyć się stopniowo, wybierając do niej na początku 2-3 osoby. Drugi etap, to sterowane przez nas "zwabianie" kolejnych osób poprzez nagradzanie grupy (psychologia nazywa to osiąganiem zamierzonych reakcji przez wzmocnienie bodźca). Takim zwabianiem jest np. wytworzenie przekonania, że w grupie zawsze dzieje się coś ciekawego. Praktycznie wygląda to tak, że np. raz robimy paniom makijaż i fotografujemy je, innym razem - z okazji świąt - otwieramy i rozdajemy szampana, poza tym: kolega opowiada dowcipy, osoby odwiedzające przystają na krótką pogawędkę, rozdajemy słodycze itp. Grupa staje się coraz większa, liczy ok. 10 osób. Niektórzy z uczestników grupy opowiadają o przeszłości, inni tylko obserwują, nie rozumiejąc o co chodzi, lub wyłapując jedynie poszczególne słowa. Wszyscy jednak mają dodatkowe zadanie - opiekowanie się "przeszmuglowaną" do tej grupy osobą z tendencją do permanentnego uciekania z placówki. Grupa ta posiada swoją własną dynamikę i pozytywną energię: stwarza atmosferę prywatności i wyjątkowości. Przynależność do tej grupy postrzegana jest jako coś ekskluzywnego i przez to dowartościowuje jej uczestników. Spotkania grupowe odbywają się regularnie, w porze popołudniowej, 5 razy w tygodniu (pozostałe popołudnia są zarezerwowane dla terapeutów), kończą się wspólną kolacją. Wyraźna strukturyzacja przebiegu tych spotkań oraz stała pora sprzyja poprawie orientacji oraz działa uspokajająco na jej uczestników. Nasza stała obecność nie jest konieczna, dynamika grupy pozwala na czasowe oddalenie się, zdarza się, że jesteśmy zastępowani przez zaangażowanych członków rodziny podopiecznych, którzy prowadzą podjęty przez nas temat rozmowy. Ważne jest przy tym, by dokładnie znać wszystkich uczestników grupy, indywidualnie do każdej z tych osób dotrzeć, dać poczucie bezpieczeństwa, zrozumienia, akceptacji i integracji w grupie.

Spotkanie przy windzie

Na koniec chciałabym opowiedzieć o pewnej odmianie walidacji, z którą spotkałam się przed wielu laty. Była to, według mnie, forma pośrednia pomiędzy walidacją indywidualną i grupową. Przykładem tym chcę uświadomić, że walidacja jest w swoim założeniu metodą nieskomplikowaną i skuteczną. Uczestnikami tej wyjątkowej walidacji były dwie bardzo różnorodne osoby będące w II, a czasem nawet już w III stadium dezorientacji. Osoby te, różnej płci i postury, charakteryzowały się podobnymi zachowaniami. Były niespokojne (notorycznie, nieustannie wędrujące po oddziale, zatroskane i umęczone własnym niepokojem, nie potrafiły budować zdań ani na niczym się skoncentrować. W ciągu dnia osoby te mijały się, nie zauważając się nawzajem. Wieczorem, gdy na oddziale panowała cisza, spotykały się przed "sercem" oddziału - trzonem budowlanym z windami i tablicami orientacyjnymi, naprzeciwko przeszklonej dyżurki personelu. Stojąc tak wspólnie przed zamkniętymi windami nie miały kontaktu wzrokowego ze sobą, jedynie świadomość obecności drugiej osoby. Zaczynały monotonnie odczytywać napisy tablic informacyjnych i mówić urywanymi, niepełnymi zdaniami, każda dla siebie, z przerwami. Słowa kluczowe jednej osoby, takie jak: dom, dzieci, muszę (wyrażające obowiązek, troskę), czeka (poczucie odpowiedzialności za kogoś) stanowiły początek wywodu drugiej osoby, jakby przypominały o tym, co absorbuje jej uwagę. Druga osoba podejmowała ten wątek, dochodziły kolejne "słowa - klucze", takie jak: iść, wyjście itd. Komunikacja zazębiała się, pomimo, że każda z nich mówiła o sobie i raczej do siebie. Ale emocje były te same: obydwie osoby szukały drogi do domu, był wieczór, czekali na nich najbliżsi. Napis "Wyjście" na tablicy informacyjnej przy windach i niemożność znalezienia tego wyjścia absorbowała uwagę tych osób przez co najmniej 20-30 min. Było to pierwsze 20-30 minut spędzonych w bezruchu w ciągu dnia! Wspólne wyrażanie dręczących emocji działało uspokajająco, przyjemne wspomnienia z przeszłości (dom, osoby bliskie, bycie potrzebnym) wywierały pozytywny wpływ na samopoczucie i zachowanie tych osób. Werbalne i niewerbalne sygnały jednej osoby były w tym przypadku podświadomie przez drugą osobę odbierane i werbalnie w "odzwierciedlonej" formie powtórzone, co prowadziło do zmniejszenia stresu i psychicznego napięcia.

przeczytaj więcej o kwartalniku MEDI...