zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Maciej Czujko - Słowo Polskie/ Gazeta Wrocławska 27.10.2006; dps.pl 30.10.2006)

 

Śmierć jak siostra - rozmowa z księdzem profesorem Franciszkiem Rosińskim, franciszkaninem i etnologiem

  • 1 listopada stajemy nad grobami bliskich. Powinniśmy wtedy myśleć też o własnej śmierci?
  • Sama uroczystość Wszystkich Świętych nie jest najlepszą ku temu okazją. To jest radosne święto. Czcimy tych, którzy są w niebie. Dopiero po południu i wieczorem tego dnia przychodzi czas refleksji i zadumy nad własnym przemijaniem.
  • No właśnie, jak się wtedy śmierci nie bać? To taka ludzka reakcja.
  • Nie wszyscy odbierają ją w ten sposób. Są ludzie dalecy od strachu. Ile razy słyszy się od starszych osób: -A śmierć to chyba już o mnie zapomniała?. Byli i tacy, którzy umierali z uśmiechem na ustach. Znamy z różnych przekazów historie, jak to do umierającego przychodzili bliscy z zaświatów. Widział on wtedy swą dawno zmarłą matkę i podrywał się z łóżka uszczęśliwiony, by potem opaść i wyzionąć ducha.
  • Czyli pocieszeniem dla nas może być to, że odchodzimy nie tylko do Boga, ale i do naszych bliskich?
  • Tak. Odważniej przekraczamy tę granicę, wiedząc, że nie idziemy w jakąś ciemnię. Że czekają tam na nas ci, których już znamy. A do tego pozbawieni swych ziemskich przywar. To jest świętych obcowanie - będziemy się w niebie wszyscy kochać i nikt tam nikogo nie będzie szykanował. Jest w śmierci też element pewnej niespodzianki.
  • W końcu okaże się, jak jest tam, po drugiej stronie.
  • Tak, ale dowiemy się też, kto tam jest! Znana anegdota opowiada o człowieku, który wrócił rozradowany z przyjęcia. Zapytany o to, jak było, odpowiedział, że jak w niebie. Wyjaśnił, że nie było kilku spośród tych, których się tam spodziewał, a pojawili się również tacy, których się nie spodziewał. A poważnie, to bardzo często, gdy zaakceptuje się śmierć, to nie ma już strachu. Święty Franciszek mówił o śmierci, że jest jego siostrą.
  • Bo wierzył w Boga. Właśnie, czy to nie jest czasem tak, że człowiek wymyślił go sobie ze strachu przed tym, że po śmierci czeka go nicość... że po prostu nic go tam nie czeka?
  • Nie. Tak bym tego nie tłumaczył. To właśnie śmierć dostarcza nam argumentów na istnienie Boga. Nie najważniejszych i nie jedynych, ale znaczących. Według badań statystycznych co najmniej 1/3 ludzi miała kontakt ze światem ponadnaturalnym w związku ze śmiercią.
  • Czyli?
  • Podam przykłady. Rozmawiałem na ten temat kiedyś ze studentami. Po zajęciach podeszła do mnie dziewczyna i opowiedziała, jak to jej mama próbowała przywitać na ulicy swoją sąsiadkę, a ta w ogóle nie reagowała, jakby była w jakimś transie. Gdy wróciła do domu, ktoś zadzwonił z informacją, że ta kobieta nie żyje. Moja kuzynka natomiast miała teścia w szpitalu. Pewnego dnia uzgodnili, że spotkają się za dwa dni. Gdy nazajutrz wyszła z łazienki, ku ogromnemu zdziwieniu ujrzała uśmiechniętego teścia. Pomachał ręką na pożegnanie i zniknął. Wiedziała, że zmarł, co wkrótce potwierdził telegram. Wielu z nas zna takie historie albo było ich świadkami. Mniej lub bardziej tajemnicze dają po prostu do myślenia.
  • No dobrze, więc idziemy potem do Boga. Krzepkiego, brodatego starca z rozpostartymi do uścisku ramionami?
  • Myślimy o Nim "ojciec", to i tak Go sobie wizualizujemy. Ale pewnych wyobrażeń, co może spotykać nas w zaświatach, dostarczają przeżycia związane ze śmiercią kliniczną. Większość czuje wielką otaczającą miłość, ogromne ciepło i radość. Światło też jest tym powtarzającym się elementem. Ale nie zawsze, bo zdarzyło się, że ktoś zobaczył upostaciowaną śmierć albo ogromnego potwora. Pewien zagraniczny aktor zobaczył takiego upiora, że do końca życia już pił, bo nie mógł tej wizji zdzierżyć.
  • To pewnie efekt nieczystego sumienia?
  • Tak. Zazwyczaj dotyczy to kryminalistów.
  • Mówi Ksiądz, że większość wspomina jednak to doświadczenie bardzo dobrze. Może oznacza to, że i większość z nas, pomimo surowości Bożych nakazów, będzie zbawiona?
  • Ja Panu Bogu, na razie, w karty nie zaglądam (śmiech). Ale nie byłbym tego taki pewien. Ewangelia żadnych danych statystycznych co do zbawienia w każdym razie nie podaje. Pewności więc absolutnie nie ma. Lepiej się pilnować. Jak można bezpośrednio po śmierci trafić do nieba, gdy tu na ziemi ktoś przez nas cierpi?
  • Bo to, co ziemskie i boskie, jest ze sobą połączone. Jest przyczyna i jest skutek.
  • Tak. Dlatego np. nie powinniśmy zbytnio rozpaczać za bliskimi. Musimy sobie wyobrazić, czy bylibyśmy w niebie szczęśliwi, widząc, że nasza rodzina wciąż się smuci. Musimy z nieżyjącymi sobie nawzajem pomagać.
  • W jaki sposób?
  • Modlić się za nich i umieć im to, co złe, przebaczyć. Kiedyś przy umierającym zbierała się rodzina i bliscy - nawet trzyletnie dzieci. Wszystko po to, by mógł on zamknąć swoje ziemskie sprawy. Wybaczali sobie nawzajem winy. On ich potem nie straszył i sam miał prostszą drogę do nieba. Teraz rzadziej odbywa się taka ceremonia. Prawda jest taka, że 80-90 proc. ludzi chciałoby umrzeć w domach, a tyle właśnie umiera w szpitalach, hospicjach, przytułkach i domach dla starców.
  • Ale ludzie o śmierci teraz nie chcą słuchać. Nie oswajają się z nią tak, jak kiedyś.
  • Poniekąd tak jest. Ale weźmy choćby filmy, które cieszą się popularnością, a tyle w nich śmierci.
  • To przecież głównie sensacje. Filmy o samej śmierci ludzie oglądają mniej chętnie.
  • Ale oglądają. Jest nawet łaknienie, by oglądać makabryczne jej oblicza. Śmierci się boimy, ale i fascynuje nas.
  • Dziwna ta śmierć.
  • Ale w każdej kulturze jest etapem, a nie końcem. Przejściem do krainy, gdzie jest lepiej. Tam, gdzie człowiek odczuwa większy komfort psychiczny, ale nie tylko. Np. w kulturach łowieckich po drugiej stronie jest zawsze więcej zwierzyny, zieleni i słońca. Nikt tam na nic nie choruje. Jest po prostu pięknie.

dps.pl: Powyższą rozmowę umieszczamy w dziale, do którego niekoniecznie pasuje. Ale jest to tekst - jak na nasz serwis -nietypowy i trudno nam było znaleźć odpowiednie miejce w hierarchii tematów...