oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

 (aut. Janusz Krukiewicz - MEDI 1/2012; dps.pl 17.04.2012)

lek. med. Janusz Krukiewicz - specjalista rehabilitacji medycznej Konsultant w Klinice Rehabilitacji 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką; kierownik Poradni Rehabilitacyjnej Igrzyskowa w Bydgoszczy

 

„Będąc skazanymi tylko na dwie kończyny dolne, jedynie w marzeniach dumnie stąpamy wyprosto­wani na dwóch nogach z wysoko uniesioną głową. Zazwyczaj jednak jesteśmy lekko przygarbieni, trzymamy głowę nieznacznie pochyloną do dołu - bo w codziennym życiu ważniejsze od splendoru jest obserwowanie terenu pod nogami, aby bezpiecznie się poruszać czy też móc pracować."

Bóle pleców są powszechnym problemem dotyczącym pracowników opieki długoterminowej oraz większości osób zawodowo wykonujących pracę fizyczna.

 

U osób młodych, które niedawno podjęły pracę, bóle tułowia pojawiają się jedynie epizodycznie, a epizody te mają czasem gwałtowny przebieg. Zazwyczaj jednak są krótkotrwałe, ograniczają się maksymalnie do kilku dni i dotyczą w znacznej większości osób z niezdiagnozowaną (lub niewła­ściwie leczoną) skoliozą. Wraz z wiekiem i stażem zawodowym nasilenie dolegliwości podczas "ataków" słabnie, jednak zaczyna mieć charakter przewlekły, "ćmiący".

 

Zarówno w jednej, jak i drugiej sytuacji osoby, których problem dotyczy, nie mają wystarczającej motywacji, aby poddać się sku­tecznej terapii lub też zadziałać zapobiegająco, stosując się do za­leceń profilaktyki. W pierwszym przypadku odczuwają one potrze­bę działania jedynie wówczas, gdy pojawia się ból (a pojawia się on jedynie okresowo), podczas gdy w drugim przypadku słabe nasi­lenie dolegliwości daje się zazwy­czaj zakamuflować powszechnie dostępnymi środkami przeciw­bólowymi, co wydaje się o wiele prostszym rozwiązaniem dla osób aktywnych zawodowo.

 

W obu przypadkach problem pleców zo­staje zaniedbany, co skutkuje przy­krymi, a zazwyczaj nieodwracal­nymi następstwami w przyszłości (absencje chorobowe, długotrwa­ła farmakoterapia, trudnodostęp­na rehabilitacja, leczenie opera­cyjne). Z tego właśnie powodu poruszenie kwestii zapobiegania dolegliwościom bólowym pleców u pracowników DPS-ów staje się problemem ważnym, zarówno dla samych zainteresowanych, jak też ich pracodawców.

 

Zapobieganie bólom pleców u pracowników DPS-ów nie może i nie powinno być utożsamiane jedynie z powstrzymywaniem się od dźwigania „zbyt dużych cięża­rów". Kwestia jest znacznie szer­sza. Przede wszystkim dźwiganie dźwiganiu nierówne. Zagadnienie dźwigania, wbrew powszechne­mu wyobrażeniu, nie może być sprowadzone tylko do masy pod­noszonego ciężaru. Równie - jeśli nie bardziej - istotny jest sposób wykonywania tej czynności.

 

Drugim elementem, nad jakim należy się zastanowić, są inne czynności wykonywane w pracy poza dźwiganiem, np. w pozycji stojącej, oraz sposób siedzenia. Kolejnym z istotnych czynników wpływających na kondycję pleców jest sposób spędzania czasu poza pracą, który na pewno nie jest w ogóle brany pod uwagę w po­dobnych analizach, jednak - jeśli jest powielaniem złych nawyków z pracy - może i musi odgrywać istotną rolę w powodowaniu pro­blemów bólowych.

 

W założeniu niniejszy artykułu miał być formą poradnika skiero­wanego dla personelu zakładów opieki długoterminowej. Wypunk­towanie kolejnych zasad w formie instrukcji obsługi, aby było prze­konujące i motywowało czytelnika do ich stosowania, musi zawierać wytłumaczenie „dlaczego". Od­powiedzmy więc sobie na dwa pytania: „dlaczego może boleć?" oraz „w jaki sposób można unik­nąć bólu?".

 

Aby lepiej zrozumieć dalsze wskazówki, należy najpierw uświa­domić sobie, czym są nasze plecy. Większość osób postrzega tę część naszego ciała jedynie przez pry­zmat kręgosłupa. Jest to jednak znaczne, by nie powiedzieć mylne, uproszczenie. Bowiem, pomijając anatomię szczegółową, z funkcjonalnego punktu widzenia na wydolną, lub nie, pracę naszych pleców składają się dwa równie ważne układy: kostno-stawowy i mięśniowy. Dokładniej oznacza to, że do prawidłowego działania potrzebna jest zsynchronizowana współpraca następujących ele­mentów: tworzących szkielet konstrukcji kręgów, zawartych między nimi amortyzujących dysków, sca­lających je więzadeł oraz porusza­jących nimi mięśni. Podczas wysił­ku statycznego, jakim jest trwanie w wymuszonej pozycji, np. siedzą­cej, sposób pracy tych struktur, jak też działające przeciążenia są odmienne, niż podczas wykony­wania ruchu.

 

Natura wyposażyła świat zwie­rząt w różne mechanizmy uła­twiające ochronę pleców przed przeciążeniem.  

 

Zwierząt czwo­ronożnych nie dotyczy raczej ten problem, ponieważ ich kręgosłu­py ustawione są poziomo, więc siła ciężkości nie działa wzdłuż cia­ła, podobnie jak u człowieka, gdy śpi w pozycji horyzontalnej. Dwu­nożne zwierzęta wspomagają się zazwyczaj kończynami górnymi, których długość zapewnia im możliwość sięgnięcia do podłoża - można je więc nazwać zwierzę­tami okresowo dwunożnymi.

 

A my - ludzie? Będąc skazany­mi tylko na dwie kończyny dol­ne, jedynie w marzeniach dumnie stąpamy wyprostowani na dwóch nogach z wysoko uniesioną gło­wą. Zazwyczaj jednak jesteśmy lekko przygarbieni, trzymamy gło­wę nieznacznie pochyloną do dołu - bo w codziennym życiu ważniej­sze od splendoru jest obserwowa­nie terenu pod nogami, aby bez­piecznie się poruszać czy też móc pracować. Przecież przytłaczająca większość wykonywanych przez nas czynności wymaga właśnie lekkiego pochylenia głowy i wysu­nięcia ramion do przodu, co wy­musza przygarbienie kręgosłupa.

 

Właśnie dlatego, choć rzadko kto zdaje sobie z tego sprawę, pozycja siedząca jest bardzo nie­korzystna dla wydolności pleców. Mięśnie i więzadła znajdujące się z tyłu wygiętego kręgosłupa są nadmiernie rozciągane. Co więcej, w takim ustawieniu struktury te zmuszane są do pracy mającej na celu utrzymanie tułowia w pionie. Podczas siedzenia te właśnie waż­ne mięśnie są rozgniatane cięża­rem ciała siedzącego, a ponieważ znajdują się w stanie rozciągnięcia proces ten jest szczególnie nasilo­ny.

 

Podczas stania sytuacja jest bar­dzo podobna z jedną tylko, lecz istotną różnicą: działają mięśnie pośladkowe, które są - jako mię­śnie posturalne - dodatkowym stabilizatorem przeciążonych lę­dźwi.

Jednak w przypadku wykony­wania pracy, która wymusza przy­branie pozycji stojącej w lekkim pochyleniu tułowia do przodu, na­sze mięśnie pleców muszą praco­wać w najbardziej niekorzystnych warunkach - muszą się kurczyć abyśmy utrzymali równowagę i nie upadli do przodu.

 

Zalecenia profilaktyczne nasu­wają się same:

 

» w pozycji stojącej ważne jest częste przenoszenie ciężaru ciała z jednej nogi na drugą, aby mięśnie pleców po prawej i lewej stronie pracowały na zmianę,

» osoby, których praca polega głównie na dźwiganiu, po­winny dbać o kondycję swo­ich mięśni pośladkowych tzn. przynajmniej raz dziennie wy­konywać w pozycji stojącej ćwiczenie polegające na na­przemiennym napinaniu po­śladków z jednoczesnym od­ciąganiem nogi do tyłu, » przy konieczności długotrwa­łego wykonywania pracy w po­zycji wymuszonej „stojąco-pochylonej" powinno się średnio co kilkanaście minut zrobić choćby krótkotrwałą przerwę, zmieniając pozycję, np. kuc­nąć, przeciągnąć się, zrobić kil­ka kroków i ponownie wrócić do wykonywanej pracy po to, aby zmęczone wysiłkiem statycznym mięśnie mogły przez chwilę wykonać pracę dyna­miczną.

 

Ta ostatnia zasada jest prawdo­podobnie najważniejsza. Bardzo istotną kwestią jest aspekt doty­czący dźwigania. Specjaliści od biomechaniki kręgosłupa wycho­dzą z założenia, że tym wydajniej pracuje nasz układ kostny, im ma więcej punktów podparcia oraz im niżej znajduje się jego środek ciężkości.

Łatwiej będzie sobie wyobrazić, jak istotną rolę odgrywają dwa ostatnie wymienione czynniki na przykładzie dwóch zwierząt: pre­historycznego brontosaura - mon­strualnego dwunożnego drapieżcy oraz spokrewnionego z nami ewo­lucyjnie goryla - współczesnego dwunożnego ssaka.

 

Pierwszego, jeśli wierzyć opisom naukowców - z racji swojej ogromnej masy - natura wyposażyła w propor­cjonalnie ciężki ogon. Miał on umożliwić utrzymanie równowagi przez zwierzę, dociążając tył oraz obniżając środek ciężkości jego ciała. To rozwiązanie, czyli trzeci punkt podparcia, w istotny sposób ochrania kręgosłup gada, zmniej­szając jego obciążenie z przodu. Z kolei człekopodobny goryl re­dukuje przeciążenie kręgosłupa przez ciężar ogromnego korpusu, podpierając się z przodu o podłoże wydłużonymi górnymi kończyna­mi; uzyskuje w ten sposób cztery punkty podparcia zamiast dwóch.

 

I tu pojawia się pole dla nas, aby stosować w pracy i w ogóle w ży­ciu podobną strategię: » podczas podnoszenia przed­miotu z podłogi ruch powi­nien być wykonywany poprzez prostowanie zgiętych kolan, a nie pochylonych pleców, » przy podnoszeniu lub przesu­waniu podopiecznego w łóżku - w zależności od manewru, jaki planujemy wykonać (po­sadzenie, obrócenie, czy też podciągniecie pacjenta) - na­leży albo przywrzeć swoimi kolanami  do  brzegu łóżka, albo oprzeć zgięte kolano na łóżku koło leżącego.

 

Technika podnoszenia pacjenta z podłogi, przemieszczania pa­cjenta na drodze łóżko-wózek-łóżko, czyli tzw. transferu pacjen­ta opiera się na podobnych zasa­dach. Wymaga to jednak trenin­gów i odpowiedniego czasu po­wtarzania wyuczonych (np. pod­czas kursu) zachowań, aby stały się one nawykiem, który nie absorbuje w codziennej pracy, a pomaga dłu­żej być wydajnym pracownikiem i wydolnym człowiekiem.