oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Początek roku 2001 pozwala już dość wyraźnie zaobserwować nowe dla domów pomocy społecznej zjawisko. W bardzo wielu placówkach kolejka oczekujących zniknęła lub jest bardzo niewielka. Oczekujący to mieszkańcy, których często w ogóle wolelibyśmy nie mieć - ci, którzy stwarzać będą potencjalnie największe problemy. Sytuacja ta widoczna jest przede wszystkim w dużych aglomeracjach - tam, gdzie oferta pomocowa jest najszersza.

Przyczyn tego korzystnego skądinąd stanu rzeczy jest sporo, ale w tym miejscu zajmijmy się "zagrożeniem" płynącym z resortu zdrowia. Reforma dość gwałtownie naruszyła istniejące w służbie zdrowia struktury. Problem korzyści lub strat dla pacjentów stał się drugoplanowym, a przynajmniej taki jest wynik powszechnych obserwacji. W zakresie opieki szpitalnej, reforma wymusiła częściową kalkulację kosztów, a co za tym idzie postawiła pod znakiem zapytania los części szpitali. Zwalniany personel tych placówek stanowi na tyle silną grupę zawodową, że od co najmniej roku czynione są starania, by odchodzącym zaproponować coś, co zastąpi ich wcześniejsze miejsce pracy. Tym bardziej, że w większości wypadków ofertę taką mogą uzupełnić niepotrzebne już budynki i infrastruktura likwidowanych jednostek.

Plan ten okazał się wybawieniem dla części zwalnianych, chociaż stanowił niewątpliwie spontaniczne i nie do końca przemyślane posunięcie resortu. Idea zakłada, że w zamykanych szpitalach czy sanatoriach powstaną zakłady opiekuńczo - lecznicze prowadzone przez personel medyczny. Do idei dostosowano przepisy...

W tej chwili resort zdrowia następująco określa profile tworzonych jednostek:

  • całodobowy oddział opiekuńczo-leczniczy (pielęgnacyjny)
  • całodobowy oddział psychiatryczny opiekuńczo-leczniczy (rehabilitacyjny)
  • hostel dla osób z zaburzeniami psychicznymi.

Dotyczy to leczenia psychiatrycznego, ale pozwala domniemywać o skali i charakterze tej części reformy. We wszystkich wymienionych typach placówek jednostką przeliczeniową jest osobodzień, a oficjalne standardy nie wskazują na konieczność dodatkowych oddziaływań na pacjenta (sesje terapeutyczne, porady, leczenie środowiskowe).

Pracownikom domów pomocy społecznej obraz wydawać się może coraz bardziej klarowny: w kraju tworzone są placówki opiekuńcze kierowane przez pracowników służby zdrowia (i to z reguły tych, których nie chciano zatrudnić gdzie indziej). Nadzór nad nimi sprawować ma (i robi to chyba) resort zdrowia. Pacjentami stają się ci, którzy potencjalnie stanowić by mogli klientelę dps-ów.

W oddziałach tych i hostelach nie obowiązują standardy dotyczące domów pomocy, a siłą rzeczy dominować będzie pielęgnacja i nastawienie medyczne do mieszkańca. Problem jest naturalnie bardzo kontrowersyjny, ale jakby nie dyskutowany publicznie nawet w kręgach zainteresowanych pomocą społeczną. Z naszego punktu widzenia jest to konkurencja i to taka, z którą dość trudno będzie sensownie walczyć.

Przez lata chcieliśmy, by służba zdrowia stworzyła np. oddziały stałego pobytu dla szczególnie agresywnych mieszkańców czy takich osób, które wymagają wyjątkowo częstej i kłopotliwej hospitalizacji. W przeważającej części kraju oddziały takie nie istniały. Co najciekwasze nie powstaną także teraz, bo specyfika tych pacjentów nie odpowiada także tym nowym placówkom służby zdrowia.

Najprościej więc było stworzyć coś, co de facto jest kompletną alternatywą dps-u, choć formalnie dps-em nie jest. Do pracy stają ludzie zupełnie do tego nie przygotowani : lekarze, pielęgniarki i salowe - wierzący w magię słowa "pacjent", preferujący farmakologiczne sposoby rozwiązywania problemów z pacjentami, uważający fartuch za symbol statusu. Wiele lat minie, zanim warunki życia w takich ośrodkach ulegną korzystnym przemianom. Korzystnym z punktu widzenia człowieka mającego tam mieszkać przez lata czy dziesięciolecia. Dla wielu ludzi jest to jednak jedyna alternatywa : zwalniany personel ma pracę, ludzie, z którymi nie wiadomo było, co zrobić, mają nagle swoje miejsce. Jest też szansa, że kasy chorych będą tu hojniejsze niż biedujący resort pomocy społecznej...

Czy jest jednak powód do euforii ???