zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Pacjent zakładu opiekuńczo-leczniczego może być hospitalizoway tylko przez trzy miesiące, a jedynie w uzasadnionych przypadkach przez pół roku. Tak wynika z nowych rozporządzeń Narodowego Funduszu Ochrony Zdrowia. Kłopot w tym, że w opolskich ZOL-ach niektórzy pacjenci przebywają po kilka lat. Co się z nimi teraz stanie? Zakłady Opiekuńczo Lecznicze dowiedziały się o zmianie reguł gry, gdy poznały treść aneksu sporządzonego przez opolski oddział Funduszu przy okazji renegocjowania kontraktów. Aneks obowiązuje od 1 kwietnia. Pacjenci, którzy w tym dniu przebywali w ZOL-u, powinni zostać najpóźniej 30 czerwca wypisani do domów.

- A co zrobić z tymi, którzy domu nie mają? - pyta retorycznie Jolanta Błasik z ZOL-u w Ozimku.

Skąd ten kłopot?

Zakłady Opiekuńczo-Lecznicze zaczęto tworzyć przed laty, by odciążyć oddziały wewnętrzne. Chodziło o to, by pacjenci dochodzący już do zdrowia (na przykład po operacjach) nie zajmowali łóżek tym, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Plan był następujący: chorzy wymagający rehabilitacji i pielęgniarskiej opieki trafiać mieli do ZOL-u, a po podleczeniu - do domu. Ważne było i to, że takie rozwiązanie odciążało służbę zdrowia finansowo, bo tacy pacjenci pokrywali część kosztów utrzymania.

Taka była teoria, praktyka okazała się być zupełnie inna. Do ZOL-ów zaczęli trafiać nie tylko pacjenci pooperacyjni, ale także niesprawni staruszkowie pozbawieni opieki bliskich, czasem ludzie bezdomni. Pobyt obliczony na kilka miesięcy przeciągał się na lata. Taki układ, teoretycznie patologiczny, został zaakceptowany przez stosowne urzędy. Normalną praktyką stało się to, że starostowie, zatwierdzający zol-owskich pacjentów, wydawali im decyzję na pobyt stały.

Nie ma dla nich miejsca

Jaka jest skala problemu? Według ustaleń "Gazety", może dotyczyć nawet kilkuset osób. W ZOL-u w Ozimku jest w tej chwili 37 pacjentów. Kilkoro trafiło tu niedawno, ale większość przebywa od wielu miesięcy. Gdyby ZOL podporządkował się aneksowi, musiałby się pozbyć aż 25 swoich podopiecznych.

Kłopot w tym, że większość z nich nie ma się gdzie podziać. Są wśród nich bezdomni, których Ozimek przejął z Niemodlina. Oni od dawna już żadnego domu nie mają. Są też tacy, których już wcześniej zakwalifikowano do Domów Pomocy Społecznej. Ale niełatwo tam trafić. - 95-letnia pacjentka ma przydział na rok 2007, inny pacjent upośledzony psychicznie może liczyć na miejsce we właściwym DPS-ie dopiero w roku 2010. Siostry Gertruda i Maria mają dom w Krzyżowej Dolinie, ale same mieszkać tam nie mogą, bo 87-letnia Maria nie wstaje z łóżka i wymaga stałej opieki. Młodsza o cztery lata siostra nie podoła takim obowiązkom. Co z nimi wszystkimi zrobić?

W równie trudnej sytuacji znajduje się ZOL w Niemodlinie. Nie dość, że średni czas pobytu 47 pacjentów to 8 miesięcy, to na dodatek wszyscy mają skierowanie bezterminowe. - Mamy aneks przysłany przez Fundusz, ale mamy też decyzje starosty, który skierował tych ludzi na pobyt stały. Czy w tych warunkach mamy prawo trzymać ich, zgodnie z zaleceniami Funduszu, tylko przez trzy miesiące? - zastanawia się kierująca niemodlińskim ZOL-em Teresa Adamczyk.

Na starostę można liczyć?

Nowa polityka Funduszu to kamyczek wrzucony starostom, bo to powiaty są organami założycielskimi ZOL-ów. Stanisław Rakoczy, starosta z Kluczborka a zarazem szef Konwentu Starostów Województwa Opolskiego, zapewnia, że pacjenci ZOL-ów nie zostaną pozbawieni opieki.

- Fundusz ma swoje racje, ale ten problem trzeba załatwić kompleksowo. Odciążając ZOL-e trzeba równolegle rozbudować sieć DPS-ów. Będziemy o tym rozmawiać - zapewnia.

Opolski starosta Henryk Lakwa, gospodarz ZOL-ów w Ozimku i Niemodlinie, również zakłada, że Fundusz powstrzyma się od radykalnych kroków.

- Na naszym terenie rozbudowujemy DPS w Prószkowie, pacjenci z ZOL-ów znajdą w nim swoje miejsce. Ale ta cała operacja musi potrwać, tu nie ma miejsca na pośpiech - mówi Lakwa.

Opolski starosta wskazuje na jeszcze jeden problem: w tej chwili większość DPS-ów ma swoje specjalizacje, trafiają tam pacjenci o określonych schorzeniach, czasem z końca kraju. Tymczasem teraz trzeba na gwałt zbudować sieć zwykłych domów spokojnej starości, które mogłyby zastąpić ZOL-e. Pierwsze kroki w tym kierunku już zrobiono - w Branicach część istniejącego ZOL-u zostanie zamieniona na taki właśnie DPS. Kłopot w tym, że to wszystko musi potrwać, a ostatni dzień czerwca zbliża się wielkimi krokami.

- My nie wyrzucimy pacjentów na bruk - mówią zgodnie pracownicy ZOL-ów. - Bardzo chcielibyśmy wiedzieć, czy 1 lipca Fundusz naprawdę przestanie za nich płacić, czy może jednak się zlituje.

Opinia :

Mówi Roman Kolek, zastępca dyrektora opolskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia do spraw medycznych:

Propozycja, którą została przedstawiona w aneksie, ma skutkować uzyskaniem rotacji pacjentów. Chodzi o to, by ZOL-e mogły udzielać pomocy tym pacjentom, którzy takiej pomocy naprawdę potrzebują. Po to, by po ustabilizowaniu stanu chorobowego taki pacjent mógł wrócić do domu, gdzie będzie dalej dochodził do zdrowia pod czułą opieką rodziny. Stworzyliśmy w naszym województwie ponad 800 miejsc w zakładach opiekuńczo-leczniczych, co przy naszej populacji jest naprawdę dużą liczbą. Z naszego monitoringu wynika jednak, że czas hospitalizowania zol-owskich pacjentów w wielu przypadkach trwa rok albo i kilka lat. Bardzo często mamy w ZOL-ach do czynienia z osobami, które kwalifikują się do domów pomocy społecznej. Aneks, o którym rozmawiamy, ma tę nienormalną sytuację stopniowo unormować. ZOL-e przejęły na siebie funkcje typowo socjalne, co na dłuższą metę nie może być tolerowane, bo środki na ochronę zdrowia są zbyt skąpe, by wydawać je na cele niemedyczne. My, jako Fundusz Ochrony Zdrowia, po prostu nie możemy w takiej skali współfinansować świadczeń socjalnych.