oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Cierpienie zabija. Nie tylko w potocznych powiedzeniach, ale w rzeczywistości. Negatywne myśli i złe emocje fatalnie wpływają na stan zdrowia człowieka. Żeby wyzdrowieć, nawet z najcięższej choroby, trzeba najpierw przekonać siebie samego, że warto. I że to możliwe.

Carl Simonton, amerykański onkolog i radioterapeuta, po latach pracy stwierdził, że wielu chorych na nowotwory nie korzysta z dostępnych terapii. Powód jest banalny. Chorzy są załamani, stracili nadzieję, nie wierzą, że cokolwiek im pomoże, skazali się już na śmierć . Zaczął zgłębiać problem i uznał, że w procesie zdrowienia psychiczny stan chorego jest bardzo ważny. Opracował metodę wspierania chorych z nowotworami za pomocą technik psychoterapeutycznych, w Santa Barbara założył instytut. Pierwsze wyniki swoich badań opublikował na początku lat 80. Były zaskakujące. Okazało się, że dzięki szczególnej psychoterapii można przedłużyć życie pacjentów nawet dwukrotnie! Jednak środowisko medyczne odrzuciło te doniesienia, bezpardonowo atakując Simontona za brak profesjonalizmu. W kolejnych latach skuteczność jego metody była sprawdzana przez dwa niezależne instytuty badawcze. Oba stwierdziły to samo. Chory nie tylko dłużej żyje, ale i jakość jego życia znacznie się poprawia. Zwiększa się także ilość wyleczeń.

Zmienić przekonania

- Dziś już nie bardzo wypada atakować tezy, że stan umysłu wpływa na nasze zdrowie � mówi dr Mariusz Wirga, jedyny polski lekarz pracujący w Instytucie Simontona. - Jest to oczywiste, potwierdzone naukowo. Lekarze już wiedzą na pewno, że przewlekły stres działa na fizyczną stronę organizmu, wiele chorób ma udokumentowane podłoże psychosomatyczne. Dr Wirga pracował jako onkolog i patolog w Poznaniu. Teoriami Simontona zainteresował się dlatego, że � robiąc biopsje - na co dzień miał do czynienia z pacjentami w fatalnym stanie psychicznym. Zastanawiał się, jak można im pomóc. Zafascynowany książką Simontona �Triumf życia�, w rezultacie wyjechał z Polski i został pracownikiem jego instytutu. - W skrócie mówiąc, program Simontona to sposób radzenia sobie ze stresami życia � wyjaśnia dr Wirga. - Podstawą metody jest praca z ludzkimi przekonaniami, zwłaszcza tymi negatywnymi. �Nie mogę wyzdrowieć� � to jedno z częstszych przekonań chorego, zwłaszcza na tak ciężką chorobę, jaką jest nowotwór. Według teorii Simontona, takie przekonanie naprawdę przeszkadza w procesie zdrowienia. Nigdy nie wyzdrowieje ktoś, kto sądzi, że wkrótce umrze. Ludzie z negatywnym mysleniem odczuwają też więcej skutków ubocznych wszelkich terapii. Takie myślenie należy więc zmienić na inne. Pacjent ma uznać, że jednak może być zdrowy i dzięki temu uruchomić siły swojego organizmu do walki z chorobą. Terapeuta pracuje z nim, wpływając na wyobraźnię. - Praca z wyobraźnią to najstarszy znany ludzkości sposób leczniczy � mówi dr Wirga. - Świadczą o tym malowidła skalne, które powstawały po to, żeby skierować umysł we właściwym kierunku. Ich tematem są sceny z polowań, rytuały lecznicze i związane z płodnością. Pierwsze zapisy na temat wykorzystywania wyobraźni w medycynie pochodzą ze starożytnej Grecji. Lekarze radzili, by wyobrażać sobie swoją chorobę jako uleczalną, bo tylko wtedy nasz organizm może ją pokonać.

O lepszą jakość życia

W Instytucie Simontona nie stosuje się psychoanalizy. Nie chodzi o to, żeby drążyć, dlaczego człowiek zatruwa się negatywnymi emocjami, jaki jest tego powód. Ważniejsze od przyczyn są fakty, pobudzenie siły umysłu i energii. Terapii poddajają się także bliscy pacjenta. To bardzo ważny element programu Simontona, bo przecież chory nie jest sam w swoim nieszczęściu, dotyka ono także jego otoczenie. Samo wyzdrowienie nie jest jednak celem terapii. Program skupia się na jakości życia, a czasem też na przygotowaniu do śmierci. Śmierć przecież nie zawsze jest porażką, czasem bywa wręcz pożądana. Wrocławskie Stowarzyszenie Wspierania Rozwoju Osób Niepełnosprawnych założyło pierwszą w świecie grupę terapeutyczną, stosującą metodę Simontona nie dla chorych na nowotwory. Chorzy na stwardnienie rozsiane (SM) z powodzeniem uczą się ćwiczyć umysł do walki z chorobą, także uważaną za nieuleczalną. - Nie trzeba tu było tworzyć jakiegoś specjalnego programu � jest przekonany dr Wirga. - Ten program nadaje się znakomicie do SM , bez konieczności adaptacji. Tak samo, jak może się przydać ludziom zdrowym. Jakość życia to przecież wartość uniwersalna.