oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Chodzi o zrozumienie

Z Witoldem Dłużniakiem, prezesem Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych "Start", rozmawia Paweł Rydzyński

Rozmawiamy w siedzibie "Startu" przy ulicy Filtrowej w Warszawie. Czwarte piętro, bez windy...

- Wiem, do czego Pan zmierza, ale... Po pierwsze: takiego lokalu nigdzie indziej w stolicy nie dostanę. To nasze 300 metrów w centrum miasta, płacimy nieduże pieniądze. Zresztą w takim myśleniu tkwi błąd, bo każdy sądzi, że niepełnosprawny sportowiec to wózek. Wózki to margines, zresztą i tak wielu uprawiających koszykówkę czy szermierkę na wózkach to ludzie chodzący. Tu jest robota sztabowa, a poza tym mamy łączność telefoniczną, faksową, mailową, więc co to za problem? Lokal nie jest sprawą nawet drugorzędną.

W Centrum Olimpijskim windy są, a po korytarzach hula wiatr...

- Centrum jest fajne, ale w moim przekonaniu nie do pracy, zwłaszcza z uwagi na fatalną komunikację.

Brak windy symbolicznie świadczy o tym, że sport niepełnosprawnych jest traktowany po macoszemu.

- Z tym się zgodzić nie mogę. Oczywiście środki nie są z roku na rok większe, a wliczając inflację - pewnie nawet mniejsze, więc utrzymać się tylko z dotacji centralnych byłoby niezmiernie trudno. Ale wiele z moich organizacji, a zrzeszam 55, korzysta w rozsądny sposób ze środków samorządów. Nie chodzi o jakieś gigantyczne środki, ale przede wszystkim o zrozumienie.

Czy jest ono większe, odkąd posłanką została Małgorzata Olejnik - łuczniczka, medalistka Igrzysk Paraolimpijskich?

- Tak. Liczę, że Małgosia będzie stanowiła autentyczną trybunę ludzi niepełnosprawnych. Jako polityk bardzo miło mnie rozczarowała, uczy się błyskawicznie. A przecież jest jeszcze dwóch posłów na wózkach: Filip Libicki, nigdyś członek władz Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego i Sławomir Piechota, z którym znam się od wielu lat. Sądzę, że nie będzie już sytuacji, że poprzez dyscyplinę partyjną decyduje się, że nie będzie dyskusji o rentach. Z drugiej strony - źle się dzieje, jeśli cały czas pokazujemy, że chcemy tak samo pracować, tak samo wypoczywać, tak samo kochać... Niepełnosprawnego też można zagłaskać na śmierć.

Tak, jak MSZ, który w 2004 roku uhonorował paraolimpijczyków Tomasza Blatkiewicza, Katarzynę Pawlik i Roberta Wyśmierskiego nagrodami "Ambasadorowie Sportu Polskiego". W 2004 roku Otylia Jędrzejczak zdobyła w Atenach trzy medale olimpijskie. Kto bardziej rozsławił Polskę? Dlaczego niepełnosprawnych promuje się na siłę?

- Otylia zdobyła to wyróżnienie rok wcześniej, a o ile mi wiadomo można je dostać raz. Może ktoś zarzuci, że chwalę swój ogonek, ale postawię tezę, że - zwłaszcza wśród Polonii - wyczyny paraolimpijczyków spotykają się z większym uznaniem niż sportowców zdrowych. W Australii dziadkowie z wnukami potrafią jechać tysiące kilometrów, żeby pokazać dzielnych sportowców. Wyrywają mi zawodników, "wypożyczają" na 2-3 dni, żeby z nimi pomieszkali. Gdybym naciskał, manipulował, wykorzystywał znajomości, to mógłbym się zgodzić, że nie jest to normalne. Ale gdy się dowiaduję, że "góra" doszła do wniosku, iż właśnie ich należy uhonorować, to mam się martwić?

Na pierwszym posiedzeniu Komisji Kultury Fizycznej i Sportu Olejnik wróciła do tematu emerytur dla paraolimpijczyków.

- Sprawa ciągnie się od dawna. I nie może być tak, jak swego czasu potraktował to ówczesny MENiS: nie, nie, nie! Teraz Ministerstwo Sportu wraca do tematu. Kluczowych jest kilka spraw. Kto ma dostać: czy także ci, którzy startowali w odpowiednikach igrzysk przed 1989 rokiem, czyli przed powstaniem Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego? Ile i jakie powinno mieć to przełożenie na normalne renty? Od jakiego wieku - moim zdaniem cezura czasowa to 40 lat. Demonizuje się problem mówiąc: ile pieniędzy na to pójdzie. Nieprawda. Jeśli u mnie nastolatki zdobywają medale, to kiedy one zaczną te świadczenia pobierać?

Olejnik zdobyła kilkanaście tysięcy głosów startując na Kielecczyźnie z listy Samoobrony. Wcześniej Andrzej Lepper objął partyjnym sponsoringiem ją i Mirosława Pycha. Trwa on nadal?

- Nie, zakończył się po Atenach. Ale muszę dodać, że pan Lepper przeznaczył 100 tysięcy złotych na nagrody dla wszystkich medalistów.

Ta dwójka była wybrana przypadkowo?

- Pan Lepper poprosił mnie, żebym wskazał kilku zawodników. Kryterium nie było to, by należeli do Samoobrony. Wytypowałem sportowców wybitnych i pochodzących ze środowiska wiejskiego. Z Małgosią wiąże się ciekawa historia. Chciała się dostać do siedziby Samoobrony w Alejach Jerozolimskich. Niepotrzebnie skręciła na Rondzie de Galleu'a w lewo. Policja nie chciała jej puścić, zaczęła płakać i jechać wózkiem do pana Leppera. On się chyba wzruszył i powiedział wtedy przy mnie, że da jej wysokie mandatowe miejsce. Nie spodziewałem się, że pierwsze.

Inni politycy też wykazują zainteresowanie?

- Przed wyborami robią sobie zdjęcia, organizują spotkania. Przez wiele lat próbowałem zainteresować różne ugrupowania. I KLD, i SLD. Nikt nie przejawiał ochoty wejścia w bardzo zdyscyplinowane i bardzo wdzięczne do współpracy środowisko. Mamy chyba największy odsetek sportowców z wyższym wykształceniem, wielu się doktoryzuje. Elektorat nie do pogardzenia.

Pieniędzy wam wystarcza?

- Źle nie jest. Gdy przeliczam to na dolary i chwalę się w świecie, to ludzie są zdziwieni. Ale choć przybywa autobusów niskopodłogowych, pochylni, to w rozwiniętym kraju żaden niepełnosprawny nie ma tak źle jak u nas.

Zbliżają się Igrzyska Paraolimpijskie. Chyba nie ma co liczyć na grad medali.

- Jedzie tylko 11 zawodników: czterej alpejczycy i siódemka w konkurencjach klasycznych, która wymiennie startuje też w biathlonie. Największe szanse, nawet na 2-3 medale, widzę w narciarskim biegu na wózkach.

Jak duży jest odsetek kandydatów na paraolimpijczyków, do których nie udaje się dotrzeć?

- Ogromny. Tomek Blatkiewicz, wybitny lekkoatleta, podwójny złoty medalista z Aten, rozpoczął treningi tylko dlatego, że na ulicy w Zielonej Górze zauważył go trener Zbyszek Lewkowicz. Wielu mieszka kilkadziesiąt kilometrów od klubów, które nie są bogate i nie refundują dojazdów. Całym sercem popieram pływanie. Tam widzi pan wszystkie nieszczęścia: bez rąk, bez nóg, porażenia, niewidomi. Tu jesteśmy europejską potęgą. Ale basen kosztuje.

W czym zatem tkwi recepta na sukces?

- Im więcej promocji w mediach, relacji z paraolimpiad, tym większa szansa, że jeden, drugi, piąty samorząd stworzy sekcję "Startu" czy da - nawet niewielkie - stypendium. Samorządowcy muszą iść do ZOZ-ów, szkół specjalnych. Wiadomo, że jeden pójdzie, siedmiu nie pójdzie. To jest praca organiczna, ale w dobie odchodzenia od sportu do internetu "Start" i tak cieszy się chyba większą popularnością niż kluby zrzeszające zdrowych.

Dziękuję za rozmowę.