zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Mariusz Wiatrak - Gazeta Wyborcza 8.10.2007; dps.pl 23.10.2007)

 

Na Górze to spontaniczny, żywiołowy free rock, grany przez siedmiu muzyków z Domu Pomocy Społecznej w Rzadkowie. Nazwa formacji pochodzi od miejsca dla niepełnosprawnych, które znajduje się na wzgórzu, pośród pól i lasów, kilometr od wsi Rzadkowo i kilkanaście kilometrów od najbliższego miasta. W sobotę zagrali świetny koncert w klubie Re. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni.

Mariusz Wiatrak: Skakałeś na scenie jak prawdziwy rock'n'rollowiec, a ponoć wcale nie jesteś muzykiem.

Wojciech Retz: Jestem terapeutą w Domu Pomocy Społecznej w Rzadkowie. Lubię robić w życiu różne rzeczy - kiedyś pisałem wiersze i sam sobie je wydawałem, robiłem zdjęcia, zajmowałem się też długo teatrem. Na Górze to była najpierw grupa teatralna, dopiero później zespół muzyczny. Jako teatr objeździliśmy całą Polskę, wygraliśmy Łódzkie Spotkania Teatralne, gdzie potraktowano nas normalnie, a nie jako nienormalną grupę.

Bez taryfy ulgowej?

- Właśnie. Później postanowiłem założyć zespół, bo zauważyłem, że chłopcy są uzdolnieni muzycznie. W teatrze zawsze była żywa muzyka, więc założyliśmy, że skoro ci sami chłopcy chętnie z nami śpiewają i grają, to spróbujemy z kapelą. Szybko okazało się, że perkusista Robert Wasiak - i mówię to zupełnie poważnie - ma coś z geniuszu, jeżeli chodzi o rytm. W zasadzie bardzo mało ćwiczy, a gra, jak sam widziałeś, znakomicie.

Istnieją u was podziały na niepełnosprawnych i pełnosprawnych?

- Czasem Maniek Nalepa czy Longin Bartkowiak [na co dzień muzycy zespołu Strachy na Lachy - przyp. red.] coś któremuś z niepełnosprawnych muzyków pokażą. Nie dlatego, że są pełnosprawni, ale dlatego, że są po prostu bardziej doświadczeni. Na scenie te podziały znikają.

Co chcecie udowodnić, grając razem z niepełnosprawnymi w jednym zespole? Jeżeli w ogóle chcecie coś udowodnić.

- Dla nas to przede wszystkim dobra zabawa. Chcemy też pokazać, że z niepełnosprawnymi można zrobić naprawdę artystyczny spektakl czy koncert. Zbyt dużo już widziałem kiepskich rzeczy, które wręcz szkodzą niepełnosprawnym. Na festiwalach dla niepełnosprawnych wciąż stosuje się tę przeklętą taryfę ulgową. Nawet jeśli niepełnosprawny beznadziejnie zaśpiewa czy zagra, to ludzie uważają, że i tak mu się należą oklaski, bo trzeba go dowartościować. I w ten sposób oszukujemy tych ludzi. Z każdym, który ma chęć - nawet tym kiepsko śpiewającym czy kiepsko grającym na scenie - można zrobić coś fajnego.

Zwykle występy niepełnosprawnych kojarzone są z przykościelnymi festynami albo niedzielnymi festynami w telewizji. Tymczasem wy częściej odwiedzacie zadymione knajpki niż rodzinne pikniki.

- Granie w klubie dla publiczności, a nie dla kilku spędzonych grup niepełnosprawnych, jest o wiele ciekawsze. To imprezy charytatywne są bardziej niepełnosprawne niż ludzie, którzy na nich występują. Nawet nie wiesz, ile tam jest marnotrawionej forsy. Ciągle dostajemy zaproszenia od organizatorów festynów, którzy oczekują, że zagramy za darmo. Według nich powinniśmy się cieszyć z tego, że chłopcy mogą wziąć udział w grach czy zabawach integracyjnych. A my traktujemy siebie jak normalną grupę - dlaczego Wodeckiemu mogą zapłacić, a nam już nie?

Pieniędzmi dzielicie się równo?

- Tak. Longin i Maniek są zawodowymi muzykami. Ci, którzy mieszkają w Domu Pomocy Społecznej, również się z tego grania utrzymują.

Czy gra w zespole pomaga tylko i wyłącznie tym, którzy przez społeczeństwo postrzegani są jako upośledzeni umysłowo?

- Na mnie to też działa, znajomi często są zdumieni, bo nie spodziewali się, że mogę być taki spontaniczny. Chłopakom z Rzadkowa może nawet nie same występy pomagają, ile codzienne sytuacje związane z wyjazdami - na przykład jak musimy przed koncertem wejść do knajpy. Robert Bartol, jeden z naszych głównych wokalistów, ma głęboki stopień upośledzenia i przez pierwszy rok w ośrodku nie był w stanie wydobyć z siebie ani słowa. Odezwał się dopiero po jednym z naszych spektakli teatralnych, gdzie nie potrafił zagrać własnej roli. Po przedstawieniu podszedłem do Bartola i spytałem, nie oczekując nawet odpowiedzi: "Dlaczego nie zagrałeś?". On wtedy wypalił: "Za dużo ludzi".