oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Ksiądz, który kochał zbyt wielu

W łódzkich parafiach połączył węzłem małżeńskim 500 par, udzielił chrztu ponad 2000 dzieci, pochował ponad 1500 osób. Na pielgrzymkach było z nim kilkadziesiąt tysięcy osób. Znają go niemal wszyscy najważniejsi ludzie w tym mieście. Znają go też jego parafianie, a przede wszystkim niesłyszący, których jest duszpasterzem.

Za opiekę nad nimi, akcje charytatywne na rzecz potrzebujących czytelnicy, słuchacze i telewidzowie nagrodzili go zaszczytnym tytułem Łodzianina Roku 2001. Nikt nie miał wątpliwości, że to słuszny wybór. Wszyscy wiedzieli, że ksiądz Piotr jest człowiekiem, który nigdy nie odmawia pomocy.

Od kilku dni media piszą o nim �ksiądz Piotr T.�, po tym jak prokuratura postawiła mu zarzut pomocy przy wręczeniu łapówki�

O jedną pomoc za dużo?

W minioną sobotę ksiądz Piotr został zatrzymany przez oficerów Centralnego Biura Śledczego. Przez sześć godzin składał wyjaśnienia. Postawiono mu zarzut pomocy przy wręczeniu łapówki przez rodzinę biznesmenów G. aresztowanemu i zawieszonemu obecnie szefowi Izby Skarbowej Lechowi M.

Ksiądz znał państwa G. od dwóch lat. Ci wiele razy wspomagali jego podopiecznych. W ramach wdzięczności poznał ich z dyrektorem izby.

Ksiądz Piotr złożył obszerne wyjaśnienia i przyznał się do stawianego zarzutu. Dzięki temu prokuratura nie wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie. Zabrano mu jednak paszport i nakazano wpłacenie 40 tysięcy zł kaucji. Nie miał takiej kwoty. Brakowało mu 15 tysięcy złotych.

Pomoc obiecała Kuria Archidiecezji Łódzkiej. Nie było jednak takiej potrzeby. Brakujące pieniądze zebrali przyjaciele księdza. Od lat mogli liczyć na jego pomoc, teraz czas przyszedł na nich.

� Nie zostawimy go w potrzebie - deklarują.

Pytają jednocześnie, jak mogło dojść do takiej sytuacji? Dlaczego nie przewidział, o co chodziło państwu G., kiedy prosili o kontakt z szefem �skarbówki�?

Koledzy z �miasta�

Od tygodnia wszyscy mówią o księdzu Piotrze. Wielu zaczęło żałować tej znajomości. Jego życiorys jest dzisiaj przez nich wnikliwie analizowany. W czasie spotkań przerzucają się pikantnymi szczegółami na ten temat.

Dla niektórych, jak twierdzą, było szokiem, że ksiądz, podobnie jak z nimi, utrzymywał kontakty z ludźmi ze świata przestępczego. Inni nie widzą w tym żadnych rewelacji, wiedzieli, że Piotr urodził się i wychowywał przy Piotrkowskiej.

Z czasów dzieciństwa pochodzi duża część jego znajomości z tak zwanymi �chłopcami z miasta�. Z niektórymi po prostu bawił się na podwórku. Później ich drogi się rozeszły, ale ksiądz nie wypierał się tych znajomości.

To mogło budzić zdziwienie wielu osób. Kilku kryminalistów powiedziało o nim na przesłuchaniach �kapelan naszego pionu�. Trudno dziś dociec, czy w tym stwierdzeniu było więcej ironii, czy szacunku.

Ksiądz Piotr pochował na przykład zastrzelonego w Wigilię 1997 roku Ireneusza J. ps. Gruby Irek � jednego z szefów łódzkiego półświatka. Na pogrzebie zebrała się cała śmietanka z województwa i nie mniej tajniaków, którzy pilnie obserwowali obecnych.

W 1999 roku, na krótko przed zatrzymaniem bossów łódzkiej mafii, w telewizji wyemitowano reportaż z pielgrzymki do Ziemi Świętej, zorganizowanej przez księdza Piotra. Obok księdza krzyż niósł Krzysztof Jędrzejczak, ps. Jędrzej, obecnie najbardziej poszukiwany przestępca w Polsce, który uciekł w maju z własnego procesu z Sądu Okręgowego w Łodzi.

Obok �Jędrzeja� po ulicach Jerozolimy kroczył �pielgrzym� Tadeusz M., ps. Tato skazany w ubiegłym miesiącu w procesie łódzkiej �ośmiornicy� na dziesięć lat więzienia.

Nazwisko księdza Piotra znajdowało się w kilku telefonach komórkowych zatrzymanych w czerwcu 1999 roku członków łódzkiej �ośmiornicy�.

� To byli moi koledzy z podwórka. Dawałem im śluby, chrzciłem dzieci. Niektórym na stare lata udzielałem bierzmowania. Jestem księdzem, to moja powinność. Kiedy zabierałem ich na pielgrzymkę, w Łodzi uchodzili za szanowanych biznesmenów � opowiada ksiądz Piotr.

Przebił mury ciszy

Jeszcze w seminarium nauczył się języka migowego. Dzięki temu resztę swojego życia kapłańskiego poświęcił niesłyszącym.

� Chciałem robić coś dobrego dla innych � wspomina. � Moim powołaniem stało się przebijanie murów między światem ciszy i ludzi słyszących. Moja rodzinna parafia to kościół Podwyższenia Świętego Krzyża. Tu uczyłem się religii, tutaj odprawiam msze święte i pomagam wiernym po dziś dzień.

Po uzyskaniu magisterium w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim trafił do parafii w Witoni, a potem w Piotrkowie Trybunalskim. Do Łodzi przyjechał w 1991 roku.

Rozpoczął pracę duszpasterską w parafii, jednocześnie prowadził katechezy w Specjalnym Ośrodku dla Dzieci Niesłyszących przy ul. Krzywickiego.

Co dzień spotykał się z rodzinami niesłyszących i ich problemami. W końcu nikt nie musiał mu już opowiadać, że nie ma za co kupić dzieciom kurtek na zimę, książek, zapłacić za obiad w szkole.

Ksiądz Piotr wszystko potrafił załatwić. Wyjazd w góry lub nad morze to dla kieszeni niesłyszących i często niepracujących rodziców było nierealne marzenie. Ale nie dla księdza. Otwierał serca i portfele wielu ludzi jednym spojrzeniem.

Od ośmiu lat dzieci spędzają wakacje letnie w Trzęsaczu, a zimowe w Białym Dunajcu. Wkrótce otwarte zostanie budowane z jego inicjatywy Centrum Pomocy Niesłyszącym, w którym trzy tysiące dzieci znajdzie pomoc specjalistyczną. Pieniądze na centrum ksiądz Piotr zbierał ponad rok. Pomogło mu wiele osób.

Przekroczył granice?

Nikt nie umie podać liczby osób, którym ksiądz pomógł. Ilu ludzi przez dwadzieścia lat chodziło z nim w pielgrzymkach do Częstochowy, ile zabrał do Rzymu i Ziemi Świętej. Ilu osobom pomógł przetrwać trudne życiowe chwile.

Nikt nie potrafi wymienić także wszystkich ludzi, z jakimi utrzymuje kontakty. Nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego doszło do zatrzymania księdza Piotra.

� Żeby pomagać ludziom, czasami trzeba wejść w mysią dziurę, aby załatwić pieniądze. Piotr to potrafi jak nikt z nas. Może przekroczył granicę, której nie powinien � mówi jeden z jego kolegów księży.

Ksiądz Piotr był jednym z niewielu łódzkich duchownych, który dobre kontakty miał niemal ze wszystkimi. To politycy od prawa do lewa, biznesmeni więksi i mniejsi, artyści i dziennikarze. Wszyscy przez lata pomagali mu organizować pomoc dla jego podopiecznych. Od tygodnia nie potrafią dojść do siebie. Piotr przesłuchiwany przez Centralne Biuro Śledcze? Zarzuty? To niemożliwe!

� Chciał zrobić za dużo dobrego dla wszystkich. Bez różnicy kto, kim był. I ludzie wykorzystali jego dobroduszność i naiwność � mówi jeden z przyjaciół księdza.

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Tak można było zawsze powiedzieć o księdzu Piotrze. Dzisiaj to on poznaje, ilu naprawdę miał przyjaciół.