oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Sprawa kontrowersyjnych inwestycji w zespole dla osób niepełnosprawnych przy ul. Głowackiego trafiła do Najwyższej Izby Kontroli.

Doniesienie do delegatury izby w Zielonej Górze złożył radny Jerzy Materna. Od miesięcy mówił o nieprawidłowościach w ośrodku, nie podpisał się pod sprawozdaniem kontrolującej go komisji rewizyjnej. Radnego niepokoi m.in. to, że w ośrodku powstała sauna, z której korzystają podobno tylko nieliczne chore dzieci.


Zabrakło serca

Dziwne inwestycje poczynione w Promyku niepokoją też rodziców niepełnosprawnych dzieci - Jerzego i Annę Tomaszewiczów oraz Danutę Szwengler. Ich zdaniem głównym powodem zakupu sauny była chęć zarobku. Ze specjalistycznych urządzeń mogą bowiem korzystać, za odpłatnością, także osoby z zewnątrz.
�Środki przeznaczane na remont placówki i rehabilitację dzieci powinny być przeznaczane właśnie na ten cel. Ale czy stworzenie komercyjnego ośrodka odnowy biologicznej z sauną są realizacją tego celu?� - piszą w skardze do prezydenta państwo Tomaszewiczowie.
Zużycie wody w ośrodku wynosi jedynie 1500 zł rocznie. W tej sumie mieszczą się m.in. opłaty za hydroterapię. - W domu płacę więcej - komentuje radny. Państwo Tomaszewiczowie potwierdzają, że ich syn Oskar rzadko korzystał z hydroterapii.
- Dyrekcja skupia się na zarabianiu pieniędzy, dla dzieci zabrakło serca - kwituje D. Szwengler. Przykład? Sauna jest, a o poręczach dla niepełnosprawnych w ubikacjach zapomniano.
Jakie będą losy doniesienia radnego? Na razie NIK nie planuje wejść do ośrodka przy ul. Głowackiego. Kontrola jednostek samorządowych zajmujących się opieką społeczną planowana jest pod koniec roku. - Wówczas, jeśli będzie taka możliwość, obejmie ona również ośrodek przy Głowackiego - mówi dyrektor delegatury NIK w Zielonej Górze Wacław Chełmecki.


Sprawdzą, czy biją

Nie byłaby to pierwsza kontrola w Promyku. Obecnie sprawy ośrodka bada ekipa Urzędu Miasta, który daje pieniądze na ośrodek. Kontrolerzy mają wyjaśnić, jak to możliwe, że Promyk, którego budżet liczy 1 mln 300 tys. zł, ma 51 tys. strat. Sprawdzą również, czy dzieciom nie dzieje się krzywda. Państwo Tomaszewiczowie i D. Szwengler twierdzą np., że personel karze dzieci. Oskara rodzice zabrali z ośrodka m.in. dlatego, że stał się agresywny, bił kolegów po rękach (�Gdzieś się tego musiał nauczyć�). Na dwór wyszedł raz w czasie roku. Na swoja kolejkę do toalety czekał, tak jak i inni, z opuszczonymi majteczkami.
Rodzice innych dzieci nie potwierdzili zarzutów stosowania przemocy, ale zrobili to studenci mający w Promyku praktyki. �Zajęcia pokazały nam, jak nie powinna wyglądać praca z dziećmi, zwłaszcza z dziećmi wymagającymi specjalnej troski� - pod listem do prezydenta podpisało się imieniem i nazwiskiem 20 osób.
- Wątpliwości rozwieje kontrola - mówi rzecznik zarządu miasta Tomasz Burchardt. Kiedy się skończy, nie wiadomo, bo �musi być bardzo drobiazgowa�.
- Wyniki poznamy najwcześniej jesienią. Jak już będzie po wyborach - przypuszcza radny AWS J. Materna. Zapowiada, że sprawą zainteresuje również Najwyższą Izbę Kontroli w Warszawie.

Zobacz także: