oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

poprzedni artykuł na ten temat...

Sytuację Anny Kloski, matki wychowującej dwójkę niepełnosprawnych dzieci, przedstawialiśmy na łamach "Trybuny Śląskiej" już kilkakrotnie. Jeszcze przed świętami życzyliśmy naszej Czytelniczce, aby rok 2003 był dla niej łaskawszy. Jednak już pierwsze dni stycznia zamiast poprawy, przyniosły drastyczne pogorszenie położenia jej rodziny.

Pani Anna jest matką siedmioletniego Roberta i piętnastoletniego Piotrka. Chłopcy są chorzy, nie są zdolni do samodzielnej egzystencji. Potrzebują stałej opieki pielęgnacyjnej. Pani Anna zrezygnowała z pracy, by czuwać przy nich w dzień i w nocy. Otrzymywany z opieki społecznej zasiłek jest niewystarczający, dlatego zdesperowana matka starała się o wcześniejszą emeryturę. Niestety zmieniające się prawo odebrało jej na to szansę. Na domiar złego okazało się, że Państwo faworyzuje adoptowane dzieci niepełnosprawne, przyznając im o wiele większe wsparcie finansowe od tych, które są wychowywane przez ich biologicznych rodziców. Miesięczny koszt leczenia Roberta i Piotrka wynosi od trzech do czterech tysięcy złotych. Zasiłek z opieki i renta męża w najlepszym razie wystarczają na pokrycie połowy tej sumy. Dotychczas drugą połowę refundowała Śląska Regionalna Kasa Chorych.

- Rząd wielokrotnie uspokajał, że nikt zmian w służbie zdrowia nie odczuje negatywnie. Obietnice okazały się zwykłym kłamstwem... - mówi pani Anna.

Kilka dni temu pani Kloska otrzymała pismo, w którym powiadomiono ją, że z powodu złej sytuacji materialnej Śląskiej Kasy, kwota refundowana została obniżona o połowę i wynosi 700 zł. Dla pani Anny ta wiadomość była ciosem w plecy. Nie dość, że już wcześniej nie potrafiła związać końca z końcem, to jeszcze odebrano jej ostatni grosz na leczenie synów. Kiedy starała się dowiedzieć dlaczego kasa tak ją potraktowała, usłyszała, że cięcia wynikają z "przyczyn obiektywnych".

- Ja i moje dzieci nie rozumiemy o jakich przyczynach obiektywnych jest mowa, wiem natomiast, że teraz moi chłopcy będą pozbawieni wszelkich świadczeń, co uniemożliwi ich leczenie. Jestem bezsilna, jedyne co mogę, to patrzeć jak leżą i dogorywają - mówi z rozgoryczeniem.

Pani Kloska nie kryje urazy do rządu, który swą postawą ignoruje położenie rodzin wychowujących niepełnosprawne dzieci.

- Jedyna alternatywa jaka mi pozostała, to zacząć żebrać albo odkręcić gaz. Bezsensowne przepisy polskiego prawa socjalnego zabiją moje dzieci - mówi przez łzy.