oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Anna Kloska z Chełma Śląskiego wychowuje siedmioletniego Roberta i czternastoletniego Piotrka. Chłopcy nie są zdolni do samodzielnej egzystencji. Matka nie pracuje, by czuwać przy nich dzień i noc. Jedynym źródłem jej utrzymania jest zasiłek rodzinny. Kilka dni temu obniżono go o połowę. Teraz na każdego z chłopców pani Anna dostanie tylko 350 zł. To nie wystarczy, by chłopcy, wymagający specjalistycznego leczenia i rehabilitacji, mogli przeżyć.

- Jedyna alternatywa, jaka mi została, to zacząć żebrać, albo odkręcić gaz. Bezsensowne przepisy polskiego prawa socjalnego zabijają moje dzieci - mówi przez łzy.

Sytuację Anny Kloski z Chełma Śląskiego, matki wychowującej dwójkę niepełnosprawnych dzieci, przedstawialiśmy naszym Czytelnikom już kilkakrotnie. Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia życzyliśmy pani Annie, aby rok 2003 był dla niej łaskawszy. Jednak już pierwsze dni stycznia zamiast poprawy, przyniosły drastyczne pogorszenie położenia jej rodziny.

Mama czuwa dniem i nocą

Pani Anna jest matką siedmioletniego Roberta i czternastoletniego Piotrka. Chłopcy są od urodzenia kalekami, nie są zdolni do samodzielnej egzystencji. Niezbędna jest więc stała opieka pielęgnacyjna. Pani Anna, mając na uwadze dobro synów, zdecydowała, że zrezygnuje z pracy, by czuwać przy nich w dzień i w nocy. Otrzymywany z opieki społecznej zasiłek jest niewystarczający, dlatego zdesperowana matka starała się o wcześniejszą emeryturę. Niestety, zmieniające się prawo odebrało jej tę szansę. Na domiar złego okazało się, że państwo faworyzuje adoptowane dzieci niepełnosprawne, przyznając im o wiele większe wsparcie finansowe od tych, które są wychowywane przez ich biologicznych rodziców.

Świetna kondycja kasy

Miesięczny koszt leczenia Roberta i Piotrka wynosi od trzech do czterech tysięcy złotych. Zasiłek z opieki i renta męża w najlepszym razie wystarczają na pokrycie połowy tej sumy. Dotychczas drugą połowę refundowała Śląska Regionalna Kasa Chorych. Gdy pani Kloska usłyszała po raz pierwszy o planach reformy służby zdrowia, nie wiedziała co ma o tym myśleć. Niepokój w pani Annie wzbudziła dopiero wypowiedź ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego, który stwierdził, że Śląska Kasa Chorych w porównaniu z innymi kasami jest w świetnej kondycji i należy ograniczyć jej dotacje.

Nieodczuwalne zmiany?

Kilka dni temu pani Kloska otrzymała pismo, w którym powiadomiono ją, że z powodu złej sytuacji materialnej Śląskiej Kasy, kwota refundowana została obniżona o połowę i wynosi 700 zł. Dla pani Anny ta wiadomość była ciosem w plecy. Nie dość, że już dotąd nie potrafiła związać końca z końcem, to jeszcze odebrano jej ostatni grosz na leczenie synów. Kiedy starała się dowiedzieć dlaczego kasa tak ją potraktowała, usłyszała, że cięcia wynikają z "przyczyn obiektywnych". - Ja i moje dzieci nie rozumiemy o jakich przyczynach obiektywnych jest mowa, wiem natomiast, że teraz moi chłopcy będą pozbawieni wszelkich świadczeń, co uniemożliwi ich leczenie. Jestem bezsilna, jedyne co mogę, to patrzeć jak leżą i umierają - mówi zrozpaczona matka. Lekarze współczują

Nawet lekarze w przychodni, do której pani Kloska chodzi z dziećmi są zdumieni decyzją kasy chorych.

Doskonale wiedzą, że bez pieniędzy na leki, stan zdrowia chłopców ulegnie radykalnemu pogorszeniu. Do niedawna pani Anna często rezygnowała z kupna nowych ubrań, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczała na komponenty medyczne. Teraz jej sytuacja finansowa jest na tyle fatalna, że nawet takie posunięcia na nic się zdadzą. Pani Kloska nie kryje urazy do rządu, który swą postawą ignoruje położenie rodzin wychowujących niepełnosprawne dzieci.

dalszy ciąg sprawy...