zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Dwie wychowawczynie muszą szukać nowej pracy, a dyrektorka dostała tylko naganę z wpisaniem do akt. Taką decyzję podjął wiceprezydent Łodzi Karol Chądzyński po zapoznaniu się z wynikami kontroli w Domu Dziecka nr 5 przy ul. Małachowskiego.
A wszystko to po publikacjach w "Gazecie", które wstrząsnęły całą Polską. W kilkutygodniowym śledztwie ustaliliśmy, że w Domu Dziecka nr 5 w Łodzi od lata 2002 r. powtarzały się patologiczne zachowania wychowanków wobec kilkuletnich maluchów. Chłopcy w wieku 10-12 lat zmuszali najmłodsze dzieci, aby brały do buzi ich genitalia. Jeden ze średniaków regularnie molestował malca, z którym mieszkał w pokoju. Personel wiedział o tym, ale nie reagował. Wreszcie 17 listopada 2002 r. nie wytrzymali najstarsi wychowankowie i ukarali molestujących, bijąc ich pasem. Przywódca samosądu, 19-letni niepełnosprawny Piotr Yasin, został za to wyrzucony do schroniska dla bezdomnych, pozostali otrzymali nagany.

Dyrekcja bagatelizowała wydarzenia i ograniczała je do jednego epizodu. Regionalny konsultant ds. seksuologii, dr Aleksandra Robacha, nie miała jednak wątpliwości: - "Branie do buzi" i pobicie to zachowania z tej samej kategorii przemocy. Mamy tu do czynienia z falą charakterystyczną dla środowisk zamkniętych, jak wojsko czy więzienie.

Publikacja wywołała natychmiastowy odzew. Resort gospodarki i pracy zlecił przeprowadzenie kontroli przez nadzór wojewody. Także rzecznik praw dziecka wysłał swoich wizytatorów. - Nie słyszałem o równie drastycznym przypadku. Kadra zachowała się bardzo nieprofesjonalnie - mówił Paweł Jaros.

W sprawie łódzkiego domu dziecka i zjawiska fali przewodnicząca sejmowej komisji sprawiedliwości Katarzyna Piekarska wystąpiła z interpelacją do Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej Niebawem kontrolerów do Łodzi przyśle NIK.

Po sześciu tygodniach od publikacji wiceprezydent Łodzi Karol Chądzyński podjął decyzje personalne. Choć kontrole rzecznika praw dziecka i z nadzoru wojewódzkiego potwierdziły w pełni zjawiska opisane przez "Gazetę", Chądzyński odniósł się tylko do faktów z nocy 17 listopada 2002 r.

Dyrektor Bożena Radzikowska otrzymała naganę z wpisaniem do akt "za brak nadzoru nad prawidłowością przebiegu pracy nauczycieli pełniących tej nocy dyżur". - To prawda, że dyrektor odpowiada za kadrę. Ale jeśli kadra nie informowała pani dyrektor o nieobyczajnych zachowaniach dzieci, to nie można jej bardziej surowo ukarać. Tym bardziej że wcześniej miała dobrą opinię - wyjaśnił Chądzyński.

Dwie wychowawczynie, które miały dyżur w dniu samosądu, muszą szukać nowej pracy. Chądzyński: - Zostaną zwolnione za brak informacji i przyzwolenie, by najstarsi wychowankowie wzięli sprawy w swoje ręce.

Naganę z wpisaniem do akt dostaną wychowawczyni z nocnej zmiany i dozorca.

- Zwróciłem też uwagę pracownikom Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, że w chwili ujawnienia przez prasę patologicznych zachowań zamiast przyczynić się do naprawy karygodnej sytuacji, oceniali chłopaka, który o wszystkim doniósł prasie. On nie był w porządku, ale brudne mydło też pierze - powiedział prezydent Chądzyński.

Źródło

zobacz też: