oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Ciężka atmosfera. Wyzwiska. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Tak rozwija się konflikt w schronisku dla kobiet w ciąży �Betlejem.� Dziś problem będzie próbował rozwiązać Władysław Sidorowicz, dyr. departamentu zdrowia i pomocy społecznej urzędu miejskiego.

Miękinia. Wioska obok Wrocławiem. Na niewielkim ryneczku, tuż przy urzędzie gminy i kościele stoi niebieski budynek. Należy do Fundacji Betlejem. Mieszka w nim obecnie 15 kobiet i 13 dzieci. Dla nich nad budynkiem otworzyło się oko cyklonu...

Wszyscy za darmo

Fundacja �Betlejem� powstała 12 lat temu. Jej założycielem i szefem jest dr Jacek Mazurkiewicz. W organizacji pracuje kilka osób, wszyscy za darmo, to wolontariusze. Fundacja utrzymuje się z dotacji dwóch gmin, Wrocławia i Miękini i darów. Każda gmina daje po 30 tys. złotych. Pieniądze dzielone są między dwie placówki, we Wrocławiu, przy ul. Kołłątaja i w Miękini. W tamtym roku przewinęły się przez nie 357 osób. Można wyliczyć więc, że dzienne utrzymanie jednej osoby wynosi 3 złote i 21 groszy. Jak przyznaje Jacek Mazurkiewicz, kobiety w fundacji rzeczywiście muszą przestrzegać regulaminu. Czy jest on restrykcyjny? - Dziewczyny z Wrocławia muszą opiekować się pomnikiem Bohaterów Getta � mówi. - Co sprowadza się do zebrania kilku papierków. Na terenie schronisk nie można też palić papierosów. A w Miękini? Trzeba posprzątać, w lecie uprawiać kawałek ziemi. Psom dać żreć.

Kropla wody

Konflikt rozpoczął się w środę. Wtedy do fundacji przyszły paczki z darami. Zaczęto je dzielić. Część kobiet była niezadowolona z podziału, skończyło się przyjazdem dziennikarzy telewizji. I ogromną awanturą. Padły ciężkie słowa, także ordynarne. Jak mówią kobiety, dzielenie darów było tylko kroplą, która przelała wiadro. - Do tej pory nic nie mówiłyśmy, bo bałyśmy się doktora. Wczoraj odwiedziliśmy schronisko. Ładny budynek, zadbane podwórko. W środku duża izba z wieloma łóżkami. Przed telewizorem zgromadzone kilkanaście dzieci. Hałas, drobne bijatyki, próbujące nad wszystkim zapanować matki. - Doktor Mazurkiewicz wprowadził nieżyciowy regulamin, którego każe przestrzegać. A my się doktora boimy, nie chce nas słuchać. Tu się nie da wytrzymać � wtórują Anna Filimowska i Małgorzata Dryja. Wszystkie te zarzuty zostały publicznie powtórzone, także w naszej gazecie.

Dla ich dobra Jacek Mazurkiewicz zwołał wczoraj konferencję. Odpowiadał na zarzuty. Nie da się ukryć, że ma on wybuchowy temperament, jest osobą kontrowersyjną, a w dodatku całą sprawą jest poruszony. - Nie prowadzę żadnej indoktrynacji � przekonywał dziennikarzy. - Jeżeli widzę, że dziecko jest bite, wtedy reaguję. Czy to się komuś podoba, czy nie. A regulaminu trzeba przestrzegać, dla dobra matek i dzieci. Dr Mazurkiewicz, chce przenieść trzy kobiety najbardziej niezadowolone do Wrocławia.

Władysław Sidorowicz, dyr. departamentu zdrowia i opieki społecznej : Wczoraj spotkałem się z grupą kobiet wysłuchałem ich skarg na sposób zarządzania schroniskiem. Dziś spotkam się z dr Jackiem Mazurkiewiczem i wysłucham jego relacji. Myślę, że nadszedł czas, aby rozwinąć działalność placówki, która dziś jest zwykłym schroniskiem. Mamy ofertę, aby zaproponować tym kobiet inne zajęcia, które pomogą im wrócić do normalnego życia.

Marcin Gąsiorowski
Źródło


WROCŁAW/MIĘKINIA - Jesteśmy gnębione psychicznie. Wciąż wprowadzane są nowe zakazy. Czujemy się jak w więzieniu - skarżą się kobiety ze schroniska w Miękinii pod Wrocławiem.

Ośrodek prowadzony jest przez Fundację Schronisko Matek Ciężarnych "Betlejem". Jest w nim 30 miejsc dla kobiet z dziećmi i samotnych matek. Szefem jest dr Jacek Mazurkiewicz, którego panie oskarżają o złe traktowanie. - Chce na nas wymusić, byśmy się stąd wyniosły. Jesteśmy traktowane jak margines społeczny. A przecież przez to, że nie mamy gdzie mieszkać, wcale nie jesteśmy gorsze od innych - tłumaczą. Dziś o godz. 12 w siedzibie takiego samego schroniska we Wrocławiu przy ul. Kołłątaja pojawi się oskarżany dyr. Mazurkiewicz. Ma odpowiedzieć na wszystkie pytania dziennikarzy. Tymczasem kobiety w Miękini będą czekały tego dnia na wizytę Władysława Sidorowicza, dyrektora departamentu spraw społecznych wrocławskiego urzędu miejskiego. - Obiecał, że przyjedzie i zajmie się naszą sprawą - mówią kobiety.

(aut. ZOE) - Gazeta Wrocławska 25.02.2003
Źródło


WROCŁAW - Cieszę się, że fundacja potraktowała naszą ofertę jako wsparcie, nie ingerencję - mówi Władysław Sidorowicz, dyr. departamentu zdrowia i opieki społecznej.

Do tej pory schronisko dla kobiet ciężarnych było azylem dla ciężarnych kobiet. Wyrzucone z domu, czy uciekające przed brutalnym mężem mogły liczyć na ciepłą strawę i własny kąt. - Kilkanaście lat temu było to rozwiązanie pionierskie i wystarczające - powiedział Władysław Sidorowicz, dyr. Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej Urzędu Miejskiego we Wrocławiu. - Dziś już nie wystarcza. Przypomnijmy. Wczoraj opisaliśmy konflikt w schronisku dla kobiet ciężarnych w Miękinii. Kobiety twierdzą, że Jacek Mazurkiewicz, szef fundacji Betlejem, stworzył rygorystyczny, nieżyciowy regulamin, którego każe przestrzegać. W dodatku zdarza się, że obraża pensjonariuszki. Sam Jacek Mazurkiewicz zaprzecza zarzutom. - Że panie muszą nakarmić psy, czy wysprzątać dom - zgadzam się. Ale czy to rygor? - pytał. Dyrektor Sidorowicz pojechał przedwczoraj do Miękinii, a wczoraj rozmawiał z dr Mazurkiewiczem. - Udało nam się dojść do porozumienia - powiedział dyrektor. W schronisku ma powstać samorząd, który będzie partnerem dla szefostwa fundacji. Ma też powstać nowy regulamin.

Źródło