zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Trzy lata za kratkami posiedzi Janusz S., karmelitanin, który za murami klasztoru w podlipnowskim Trutowie molestował seksualnie upośledzoną czternastolatkę.

Co wydarzyło się 22 stycznia 2001 r. w zakonnej celi? - Oskarżony polecił rozebrać się dziewczynie, a następnie dotykał jej pleców i piersi - referowała sędzia Marzena Kępińska z lipnowskiego Sądu Rejonowego, gdzie wczoraj zapadł wyrok. - Wykorzystał jej brak zdolności do pokierowania swoim postępowaniem, który wynikał z upośledzenia umysłowego w stopniu umiarkowanym.

Sędzinie prawdopodobnie chodziło o łatwość, z jaką Janusz S. zwabił nastolatkę za klasztorne mury. Krytycznego dnia duchowny prowadził w zastępstwie katechezę w jej klasie, w gimnazjum w pobliskim Kikole. Po zajęciach wystarczyło, że omamił uczennicę wizją obdarowania jej rodziny odzieżą z zagranicznych paczek, by wsiadła z nim do auta i pojechała do Trutowa. W klasztornej celi dotykał nagiego ciała dziewczyny. Wtedy 14-latka zaczęła głośno krzyczeć. Karmelitanin wystraszył się i odwiózł ją do domu. Przestępstwo wyszło jednak na jaw, kiedy nastolatka opowiedziała wszystko rodzicom. Policję zawiadomił anonimowy rozmówca.

Janusz S. do końca procesu nie przyznał się. - Nie forował jakiejś specjalnej linii obrony, po prostu konsekwentnie utrzymywał, że jest niewinny - kontynuuje sędzia Kępińska. - Wyrok oparł się jednak na zeznaniach pokrzywdzonej, jej rodziców oraz opiniach psychologicznej i psychiatrycznej. W świetle tych ostatnich niemożliwe jest, aby dziewczyna konfabulowała.

Sąd skazał mężczyznę na trzy lata odsiadki, o dwa mniej niż chciał prokurator.

Zakonnik nie trafi jednak jeszcze do więzienia, bo wyrok jest nieprawomocny. Dwóch jego obrońców zapowiedziało już, że dzisiaj złoży w lipnowskim sądzie wniosek o pisemne uzasadnienie orzeczenia, co wróży apelację, która odroczy definitywne rozstrzygnięcie ciągnącej się od dwóch lat sprawy. Do tego czasu pochodzący z Krakowa 39-letni duchowny prawdopodobnie nadal będzie pozostawał w trutowskim klasztorze, gdzie sprawował posługę niemal przez całe śledztwo (przez niecałe dwa i pół miesiąca przebywał w areszcie, skąd wyszedł po wpłaceniu kaucji) i proces.

Dla "Gazety"ks. Adam Boniecki,redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego

Trudno mi mówić o tym, czy zakonnik nadal będzie mógł sprawować posługę, bo to regulują specjalne przepisy, których dokładnie nie znam. Wyrok sądu na pewno musi być jednak respektowany. Myślę jednak, że zakon nie będzie dążył do tego, żeby człowieka zniszczyć, a raczej będzie go ratować. Jakieś miejsce dla niego znajdzie, niekoniecznie tam, gdzie miałby do czynienia z posługą wiernym. Przecież Kościół nikogo nie przekreśla do końca.

Źródło