oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

43-letnia Małgorzata S. podała swoim chorym na porażenie mózgowe dzieciom śmiertelną dawkę środków uspokajających i nasennych. Potem targnęła się na własne życie.

Tragedia wstrząsnęła spokojną dzielnicą domków jednorodzinnych w szczecińskich Podjuchach. Martwe wnuki: 13-letnią Grażynę i dwa lata starszego Grzegorza, znalazła w piątek rano babcia. Zaniepokoiła się, że dzieci tak długo śpią. Poszła je obudzić. Kiedy weszła do pokoju, chłopiec i dziewczynka leżeli bez ruchu w łóżkach, a jej córka, matka dzieci, tkwiła otępiała w fotelu. Na pociętych nadgarstkach miała krwawe ślady.

Babcia zawiadomiła pogotowie i policję. Lekarz potwierdził zgon nastolatków. Matkę udało się uratować.

Z ustaleń wynika, że trującą dawkę lekarstw dzieci połknęły w czwartek wieczorem. Małgorzata S. próbowała się zabić nazajutrz rano. Co pchnęło kobietę do takiego aktu desperacji?

W pożegnalnym liście napisała, że jest już zmęczona fizycznie i psychicznie opieką nad dziećmi i chce być pochowana razem z nimi w jednym grobie.

Małgorzata S. jest bezrobotna. Żyła z zasiłku. Wspomagała ją rodzina. Była pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Niepełnosprawne umysłowo i ruchowo dzieci miały indywidualny tok nauczania. Oprócz nauczycielki do domu przychodził też logopeda. Ojciec Grzegorza i Grażynki nie mieszkał z rodziną. Sąsiedzi widzieli go po raz ostatni dwa lata temu.

Dwie godziny po ujawnieniu zbrodni rozmawialiśmy z sąsiadami. - Zobaczyłem przez okno, że coś się dzieje na ulicy - mówi Jan mieszkający w domku obok. - Gdy usłyszałem, że Gosia zabiła dzieci, nogi się pode mną ugięły. Jeszcze się cały trzęsę.

- Nie mogę w to uwierzyć - opowiada sąsiadka Jadwiga. - Jeszcze kilka dni temu Gosia była u mnie na kawie. Rozmawiałyśmy o jej zdrowiu. Miała kłopoty z kręgosłupem, ale nie chciała iść na operację, bo bała się zostawić dzieci bez opieki.

"Wzorowa matka", "kochający rodzic" - tak o Małgorzacie S. mówią jej znajomi. - Nie skarżyła się na swój los, była pogodna, życzliwa. Nie słyszałam nigdy przekleństwa z jej ust - opowiada inna sąsiadka. - To nie była patologiczna rodzina.

- Dzieci były dla niej zawsze najważniejsze - mówi Jadwiga. - Były ciężko chore i trzeba było cały czas się nimi zajmować. A ona nie miała już czasami siły, żeby je prowadzić po ulicy. Opierała się o płot i powoli szła, podtrzymując Grażynkę czy Grzesia. Ale nie chciała nawet słyszeć o tym, żeby gdzieś je oddać choćby na kilka godzin dziennie. Ona nie będzie potrafiła teraz żyć. Boję się, że znowu spróbuje coś sobie zrobić.

- Za podwójne zabójstwo grozi matce dożywocie - mówi Grażyna Kosecka-Cieślik z prokuratury Szczecin-Śródmieście, która przyjechała na oględziny miejsca zbrodni. - Ale jest za wcześnie, by powiedzieć, jakie zarzuty będą postawione.

Wszystko zależy od diagnozy psychiatrów, którzy ustalą, w jakim stopniu kobieta jest poczytalna.

- Zarzutów wciąż nie ma - mówił wczoraj Artur Marciniak, rzecznik komendanta miejskiego policji w Szczecinie. - Podejrzana nie została jeszcze przesłuchana. Nie zgodzili się na to lekarze.

Małgorzata S. przebywa na obserwacji w szpitalu w Zdrojach.