oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Nasz artykuł "Raport z bicia" wywołał burzę komentarzy i gorących reakcji urzędników oraz Czytelników. A było na co reagować.

W ostatnią środę napisałyśmy o bulwersującym "Zeszycie Raportów", wypełnianym przez wychowawców oliwskiej placówki "Rodziny Nadziei".

Zapiski opiekunów 24 dzieci, przebywających w domu przy ul. Grottgera mówiło o stosowaniu wobec niepokornych wychowanków kar cielesnych. Były to nie tylko klapsy, ale także wykręcanie rąk, bicie pasem po gołej pupie, przewracanie dziecka na podłogę. Sprawę ujawniła mama jednego z podopiecznych, która odkryła na rękach synka siniaki. Okazało się, że powyższe "metody wychowawcze" stosowali pan Piotr (student) oraz niepracujący od 12 czerwca w placówce pan Tomasz, absolwent socjologii.

- Znam ten dom - zadzwonił do redakcji proszący o anonimowość Czytelnik. - Podstawowym błędem jest nazywanie go Rodzinnym Domem Dziecka. Przy tej liczbie wychowanków, którymi nie opiekuje się nawet małżeństwo, tylko przypadkowo dobrani wychowawcy, ta nazwa jest nadużyciem. To zwykły dom dziecka. O biciu nic nie mogę powiedzieć, za to wiem, że wydawano tam dzieciom polecenia typu "zamknijcie mordy" . Tę sprawę należy wyjaśnić do końca...

Od metod wychowawczych stosowanych w oliwskiej placówce odcina się także gdański Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Jego ostatnia kontrola w domu przy ul. Grottgera wykazała jesienią ubiegłego roku tylko "brak ewidencji darów uzyskanych od sponsorów".

- Jesteśmy zbulwersowani - twierdzi rzecznik MOPS, Sylwia Ressel. - Nie jest to nasza placówka, lecz niepubliczna. Na mocy porozumienia zawartego między fundacją a gminą, Urząd Miejski przekazuje fundacji dotację na 24 dzieci umieszczonych w Rodzinnym Domu Dziecka. MOPS ma tylko nadzór finansowo-administracyjny nad tym domem. Nadzór wychowawczo-pedagogiczny sprawuje Pomorski Urząd Wojewódzki. Tymczasem od Urszuli Burtowicz, inspektora z Wydziału Polityki Społecznej UW słyszymy, że fundacji powinien przyglądać się... MOPS. To on otrzymuje z dotacji rządowych środki finansowe przekazywane przez prezydenta Pawła Adamowicza na działalność domu dziecka i w dodatku ma wykształconą kadrę pedagogiczną.

W ubiegłym roku inspektorzy z Urzędu Wojewódzkiego trzykrotnie kontrolowali placówkę w Oliwie.

- Nie rozmawialiśmy z dziećmi, bo nie było podstawy, by je przepytywać - mówi insp. Burtowicz. - Mieliśmy jednak zastrzeżenia do kadry pedagogicznej. Zgodnie z ustawą wychowawcy muszą mieć wyższe wykształcenie. W końcu są to trudne dzieci, wymagające specyficznych umiejętności dydaktycznych. Okazało się, że pracują tam ludzie nieprzygotowani do zawodu. Pozostawiliśmy zalecenie pokontrolne, by personel podniósł swe kwalifikacje... Na to usłyszeliśmy, że wychowawcy rozpoczynają studia.

W tym roku dom przy ul. Grottgera nie był już kontrolowany. Za to inspektorzy z UW odwiedzili placówkę "Rodziny Nadziei" w Wejherowie. Tam również kadra nie spełniała wymogów określonych przez prawo.

W środę Urząd Wojewódzki poprosił prezesa Grzegorza Foppke o wyjaśnienie zarzutów postawionych w "Dzienniku Bałtyckim".

Tego samego dnia pozostawiony przez nas w komisarcie przy ul. Kaprów "Zeszyt Raportów" wraz z materiałami zebranymi przez policjantów został przekazany Prokuraturze Rejonowej Gdańsk - Północ.

- Decyzję o ewentualnym postawieniu zarzutów podejmie prokurator - mówi rzecznik prasowy KMP, Marta Grzegorowska. - Wcześniej jednak na pewno w obecności psychologa zostaną przesłuchane dzieci, przebywające w tej placówce.

Zobacz też:

  • W Gdańsku bili ? (aut. DJA, JUL; Dziennik Bałtycki 21.06.2003; DPS Forum 25.07.2003)
  • Plama na honorze fundacji (aut. Justyna Lulkiewicz, Dorota Abramowicz; Dziennik Bałtycki 18.06.2003; DPS Forum 25.07.2003)