oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Poparzona Ola z kieleckiego domu dziecka od miesiąca czeka na decyzję sądu o ustanowieniu opiekuna prawnego. - Gdyby coś się stało i konieczny byłby zabieg, mam związane ręce - mówi dyrektor domu dziecka.

Tragiczne losy trzyletniej Oleńki zna cała Polska. Rok temu rodzice zostawili ją w domu bez opieki i wtedy wybuchł pożar. Od niedopałka papierosa zapaliło się łóżeczko i sukienka, w którą była ubrana. W ciężkim stanie trafiła do szpitala. Przez pierwsze dni lekarze walczyli o jej życie. Udało się, ale na ciele drobnej, małej dziewczynki zostały rozległe blizny. W listopadzie ub.r. Ola trafiła do Domu Dziecka przy ul. Toporowskiego w Kielcach. Dyrektor placówki Zofia Wesołowska postanowiła zrobić wszystko, aby ciało dziewczynki znów było piękne. Poprzez media zaapelowała o pomoc dla Oli. Odzew był ogromny - na konto dziewczynki wpłynęło prawie 2,5 miliona złotych. Dzięki nim Ola przeszła dwie operacje plastyczne w szpitalu dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

23 lipca w kieleckim Sądzie Okręgowym zapadły ważne decyzje w życiu Oli. Sąd nie uwzględnił apelacji jej rodziców, którzy w marcu zostali pozbawieni praw rodzicielskich przez Sąd Rejonowy w Staszowie. Oznacza to, że Ola już do nich nie wróci. Sześć dni później dyrektor domu dziecka złożyła do sądu rodzinnego w Kielcach wniosek o ustanowienie opiekuna prawnego dla Oli. Wyznaczyła Agnieszkę Bernatek, wychowawczynię dziewczynki, która jeździ z nią na wszystkie zabiegi.

Tymczasem sąd do tej pory nie podjął decyzji w tej sprawie. - W sądzie powiedziano mi, że jest sezon urlopowy. 17 września ma wrócić z urlopu pani sędzia wyznaczona do tej sprawy i zapewniono mnie, że jak najszybciej ją rozpatrzy - mówi Wesołowska.

Dziwi się, że musi to trwać tak długo. - Przecież zabierze to w sumie pięć minut, gdy opiekun złoży przysięgę przed sądem, a sąd wystawi dokument - podkreśla. Dodaje, że w przypadku Oli to ważne, aby jak najszybciej miała opiekuna. - Gdyby tylko coś się stało, konieczny byłby zabieg czy wyjazd za granicę, ja mam związane ręce. Musi być zgoda opiekuna prawnego - tłumaczy.

Artur Adamiec, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach, nie widzi w tym nic złego.

- Sąd musi zgromadzić całość dokumentów z akt sprawy Sądu Rejonowego w Staszowie i Sądu Okręgowego w Kielcach. Ma wydać ważną decyzję w życiu dziecka i musi to być decyzja przemyślana - komentuje.