oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Założyć dom opieki dla schorowanych, starych ludzi jest równie łatwo jak budkę z hot dogami.

Lekarz pogotowia: wolnoamerykanka

Dyrektor Janusz Morawski z łódzkiego pogotowia sam jeździ często na interwencje do domów pomocy społecznej, słyszy też, co mówią koledzy.

Jest przekonany, że sprawa Zacisza to nie wyjątek. - Takie patologie są nagminne w prywatnych tzw. domach opieki. W większości wyczuwa się atmosferę zaniedbania, smród fekaliów, moczu. Pomieszczenia, które nie nadają się do przyjęcia pacjentów, często brak fachowego personelu. Nie mówiąc już o jakichkolwiek działaniach leczniczych. Nawet do podłączenia kroplówki wzywa się pogotowie.

Oczywiście są prywatne domy pomocy z prawdziwego zdarzenia, ale dwa razy droższe. Co ciekawe, w publicznych domach pomocy sytuacja się znacznie poprawiła. Po prostu jest tam jakiś nadzór, a nie wolnoamerykanka.

Pielęgniarka: totalne olewanie

Badając sprawę się Zacisza, dotarliśmy do Janiny Rudzkiej, pielęgniarki, która rzuciła pracę w jednym z największych łódzkich prywatnych domów opieki.

- Nie podobało mi się totalne olewanie pacjenta. Na stu pacjentów były w dzień trzy pielęgniarki. Musiały rozdać leki, nakarmić, przewinąć, wypielęgnować, zrobić zabiegi... W nocy była jedna. Lekarz był albo pod telefonem, albo nie. Rano jedliśmy śniadanie i szło się do pampersów, czyli przewinąć chorych. Pacjenci byli jak piłeczki rzucane z boku na bok. Pod prześcieradłem - często zwiniętym - zwykła guma, żeby materac nie przesiąkł. Stąd odleżyny. Smarowaliśmy je piochtaniną, nic lepszego nie było, a po tym się paprzą, w dodatku wszystko było brudne. Pampersy wymieniane najwyżej cztery razy na dobę, bo pan dyrektor stwierdził, że pacjenci za dużo zużywają. To już nie był pacjent, to nie był człowiek, to był przedmiot.

Urzędnik: jesteśmy bezradni

Co dzieje się w domach pomocy społecznej, kontroluje wydział polityki społecznej urzędu wojewódzkiego.

Kierownik Maria Prawda od razu zastrzega: - Jest luka w przepisach! Możemy kontrolować wyłącznie te domy pomocy, których właściciele dostaną zezwolenie od nas. Wystarczy, że ktoś zarejestruje zwykłą działalność gospodarczą w gminie i wpisze zamiast "dom pomocy społecznej" cokolwiek innego, jesteśmy bezsilni.

- A więc takich domów opieki nikt nie kontroluje?

- Dokładnie tak!

Prawda wyciąga dokumenty. Jej urzędnicy przez kilka miesięcy toczyli wojnę z domem, skąd przyszła skarga na złe traktowanie pensjonariuszy. - Oni byli zarejestrowani tak jak w Konstantynowie, nie mieli zezwolenia od nas. Pojechaliśmy na kontrolę, nie wpuścili. Złożyliśmy doniesienie do prokuratury, ta umorzyła dochodzenie. Bo właściciel miał prawo zamknąć przed nami drzwi.

Kierownik Prawda do wszystkich gmin w województwie wysłała prośby, by nie wpisywano do rejestru działalności gospodarczej tych wniosków, z których wynika, że właściciele chcą z pominięciem jej urzędu prowadzić prywatny dom pomocy społecznej.

- Podziałało, ale część gmin nas zignorowała. Przy okazji okazało się, że nikt nie wie, ile takich zarejestrowanych pseudodomów pomocy w ogóle działa. Nawet miasto Łódź nie jest w stanie tego sprawdzić.