oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Mówi łagodnie, czasem każe się nazywać bratem. Budzi zaufanie starych ludzi. Piekło się zaczyna, kiedy trafią do jego domu starców

Ale ani prokuratorzy, ani urzędnicy nie wierzą starym ludziom. Zeznania dręczonych pensjonariuszy uznają za niewiarygodne, bo z powodu podeszłego wieku mają oni "kłopoty z odwzorowaniem rzeczywistości".

W Białej Wielkiej pod Częstochową mieszka ponad 50 starych ludzi. Marek N. z nich żyje. Zabiera im emerytury, mieszkania, meble, wyłudza oszczędności. Warunek powodzenia to samotność okradanych i indolencja urzędników.

To już drugi dom starców w karierze Marka N. Poprzedni pod Olsztynem koło Częstochowy zamknięto, kiedy o swoją ciotkę upomniały się siostrzenice. Kobieta twierdziła, że pan Marek opróżnił jej mieszkanie, wypłacił pieniądze z trzech kont. Nie potrafiła niestety wyjaśnić, dlaczego podpisała upoważnienia.

Prokurator zdecydował się na oskarżenie i po procesie pięć lat temu N. dostał karę więzienia w zawieszeniu. Gdy wygasła, założył drugi dom starców, na wsi pod Częstochową.

Dom jest zarejestrowany w Urzędzie Wojewódzkim jako niepubliczny zakład opieki zdrowotnej. Teoretycznie podlega kontroli urzędników.

Z zewnątrz schludny, otoczony kwiatami budynek, w rzeczywistości twierdza, gdzie nie wpuszcza się niewygodnych dziennikarzy ani niezapowiedzianych urzędników. Spod bramy domu starców w Białej odeszli np. w lutym urzędnicy wojewody, a dwa tygodnie temu Państwowa Inspekcja Pracy. Nie pomogła im nawet wezwana policja.

- Nie chcą nagłych inspekcji, bo tam jest przeludnienie. Na noc muszą rozkładać materace na podłogach - opowiada Ewelina, była pracownica, zwolniona, gdy złożyła niekorzystne dla Marka N. zeznania w prokuraturze.

Dotarliśmy także do byłych pensjonariuszy i innych zwolnionych pracowników, którzy opowiadają, że życie w Białej jest gorsze niż w więzieniu.

Mówi Kazimierz K.: - Pan Marek kary nam wymyślał. Jak kiedyś rodzina dała pieniądze, to mi je z ręki wyrwał. Publicznie ogolił mi głowę do samej skóry.

Mówi Marian K.-S.: - Gdy działa mi się krzywda, Marek N. mówił: "Pokutuj, pokutuj". Albo "tobie potrzebny jest karawan, a nie karetka".

Prokuratura umarza jednak kolejne śledztwa. Zeznania byłych pracowników odrzuca się, bo zwolnieni z pracy mogą chcieć się zemścić.

Marek N. czuje się więc bezkarny, zwłaszcza że jego podopieczni zdają sobie sprawę, że na kąt w innym domu starców muszą czekać latami. - Ty, dziecko, znajdziesz sobie lepszą pracę, a ja tu muszę zostać do śmierci - usłyszała od starszej pani jedna z niepokornych pracownic, kiedy zapytała, dlaczego prokurator nie usłyszał od niej, jak w domu jest naprawdę.