zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

30-letni kierownik domu starców w Lelowie i prezes Stowarzyszenia Św. Brata Alberta jest oskarżony o znęcanie się nad pensjonariuszami. Wyzywanie ludzi od idiotów i nierobów, bicie po plecach i głowie, przywiązywanie sznurem do krzeseł, trzymanie na mrozie to tylko niektóre zarzuty prokuratury.

Akt oskarżenia przeciwko Markowi N., kierownikowi Domu dla Ludzi Starszych i Samotnych w Białej Wielkiej w gminie Lelów i prezesowi Stowarzyszenia Św. Brata Alberta w jednej osobie wpłynął do Sądu Rejonowego w Myszkowie. W lutym odbędzie się pierwsza rozprawa. Prokuratura postawiła mu trzy zarzuty, z których najpoważniejszy dotyczy znęcania się psychicznego i fizycznego nad dziesięcioma pensjonariuszami. Kierownik miał ich wyzywać od idiotów i nierobów, bić po plecach i głowie, przywiązywać sznurem do krzeseł.

- Do tego człowieka w ogóle nie dociera, że robił coś złego bezbronnym staruszkom. Nie przyjmuje żadnych argumentów, nie wykazuje skruchy - mówi Marian Wróbel, prokurator rejonowy w Myszkowie.

Marek N. nadal prowadzi dom starców, mimo że dwa dni temu uprawomocniła się decyzja wojewody o wykreśleniu go z listy niepublicznych ZOZ-ów. Czy wciąż torturuje podopiecznych?

Kary i tortury

W niewielkim domu starców przypominającym budynek jednorodzinny w koszmarnych warunkach przebywa 60 pensjonariuszy w wieku od 40 do 95 lat. Tylko sześcioro jest sprawnych. Reszta zdana jest na łaskę personelu i kierownika, i poddawana karom za najdrobniejsze przewinienia. Całej sytuacji nie mógł znieść wiceprezes stowarzyszenia Ireneusz R., który zawiadomił o wszystkim prokuraturę. Według jego zeznań, Marek N. miał wyzywać pensjonariuszy od nierobów, głupków i idiotów.

- Jednej ze starszych kobiet nadał przezwisko "wiagra" i używał sobie na niej mówiąc: "tak cię wyruchali, że nie możesz moczu utrzymać" - zeznał prokuratorowi.

Za chodzenie po trawniku groziła kara walnięcia po głowie lub po uszach i podanie posiłku na korytarzu. Aby rozkazy kierownika były lepiej wykonywane, przykładał do uszu otępiałych ludzi rozwrzeszczaną papugę.

Latem podczas tygodniowego remontu ośrodka, Marek N. przywiązał do krzeseł w pokoju dwie pensjonariuszki, aby nie przeszkadzały mu w robocie. Zimą za karę wywiózł na mróz pensjonariusza poruszającego się na wózku inwalidzkim. Jak zeznał poszkodowany, po kilku godzinach odmroził sobie nogi.

- Już nie mogłam tego dłużej wytrzymać - mówi Ewelina Wanicka, była opiekunka, która także złożyła zawiadomienie w prokuraturze. - Najgorsze, że praktyki kierownika doprowadziły do śmierci mężczyznę z rakiem krtani. Został wyciągnięty na podwórko, umyty i spłukany wodą z węża ogrodowego. Parę godzin po tym umarł. Nie wiem, czy nie wytrzymał jego organizm, czy też było mu sądzone, ale fakt jest faktem, że człowiek nie żyje.

Skandaliczne warunki

Według Eweliny Wanickiej, warunki, w jakich przebywają pensjonariusze, są skandaliczne. W niewielkich pokojach gnieździ się od pięciu do siedmiu osób. Miejsca jest tylko tyle, aby usiąść na krześle. Nic dziwnego, że wieczorami rozkładane są materace na ziemi w korytarzach i stołówce. Zdaniem byłej opiekunki, na materace chodzący starsi ludzie są po prostu przewracani i nakrywani kocami. Nie ma mowy o intymności, poszanowaniu godności niedołężnych ludzi. Nie zezwala się na przetrzymywanie rzeczy osobistych.

- Nie wierzę w to, że komuś dzieje się krzywda, bo mama tam pracuje jako wolontariuszka. Nic złego o panu Marku nie dam powiedzieć. To są starzy ludzie - nie dowidzą, nie dosłyszą i wiadomo, że trzeba czasem krzyknąć, ale żeby bić? W to nie uwierzę. Cała nagonka to sprawka tych, którzy stracili pracę i teraz się mszczą - mówi Tomasz Jędruszek, który pracował przy budowie domu i zna Marka N. od jak najlepszej strony.

Chcieliśmy się naocznie przekonać, jaka jest prawda, lecz w środę nie wpuszczono nas na teren zakładu. Usłyszeliśmy, że Marka N. nie ma i nie życzy sobie rozmów z mediami.

- Nie chcemy żadnych kontaktów. Dla was go nigdy nie będzie - rzuciła przez płot jedna z pracownic domu.

W czwartek ponowiliśmy próbę kontaktu, tym razem przez telefon. W słuchawce usłyszeliśmy kobiecy głos. - Już raz panu mówiłam, że prezesa nie ma i nie życzy sobie żadnych wywiadów. Nie chcemy, żeby nas ktoś skrzywdził. Odpowiedź na zarzuty będzie w sądzie - powiedziała kobieta, która nie chciała się przedstawić.

Kontrolę udało się natomiast przeprowadzić inspektorom Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. W październiku stwierdzili przeludnienie, brak warunków godnego umierania i brak możliwości sprawowania opieki nad pensjonariuszami przez osoby bliskie. Efektem kontroli jest decyzja o wykreśleniu ośrodka z listy niepublicznych ZOZ-ów.

Trzy paragrafy

Oprócz zarzutu znęcania się nad pensjonariuszami prokurator postawił Markowi N. dwa inne, choć w porównaniu z tymi przestępstwami wydają się zupełnie nieważne. Prezes oskarżony jest więc również o niewpuszczenie na kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy oraz przywłaszczenie pieniędzy pensjonariusza, które ten przekazał mu na zakup mebli. Jak wynika z rachunków, kierownik nie wykorzystał całej sumy, więc resztę powinien oddać, lecz tego nie zrobił. Gdyby za każde przestępstwo otrzymał oddzielny wyrok, groziłaby mu kara nawet do 13 lat pozbawienia wolności.

- Marek N. nie przyznaje się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Twierdzi, że zawsze ludzi pozostających pod jego opieką traktował z szacunkiem i powinni mu być za to wdzięczni. Przyznam się, że mieliśmy wątpliwości, co do jego poczytalności więc skierowaliśmy go na badania psychiatryczne. Biegli stwierdzili jednak, że ma w pełni zachowaną zdolność rozpoznawania znaczenia czynów - mówi prokurator Marian Wróbel.