oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Opiekun oskarżony

Prokuratura żąda kary pozbawienia wolności w zawieszeniu dla kierownika Domu dla Ludzi Starszych i Samotnych w Białej Wielkiej. Marek N. płacze i prosi o uniewinnienie.

Prokurator zażądał dwóch lat pozbawienia wolności, w zawieszeniu na trzy lata dla Marka N., kierownika Domu dla Ludzi Starszych i Samotnych w Białej Wielkiej. Prokuratura zarzuca mu znęcanie się nad podopiecznymi, przywłaszczenie około 2100 zł od pensjonariusza Mariana S., niewpuszczenie na teren ośrodka przedstawicieli Państwowej Inspekcji Pracy, która chciała przeprowadzić kontrolę obiektu.

Wczoraj oskarżenie i obrona wygłosiły mowy końcowe w procesie. Prokurator Aleksander Zając podkreślił, że każdy ma prawo do dobrej opieki i godnej śmierci. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy w tym domu te wartości były przestrzegane � mówił oskarżyciel. Prokurator stwierdził, że w Białej Wielkiej nie szanowano godności osobistej podopiecznych. Nad 11 starszymi i chorymi ludźmi znęcano się psychicznie. Pensjonariusze byli bici, popychani, szczypani, kierownictwo ograniczyło im swobodę poruszania się.

Prokurator przyznał, że akt oskarżenia został sporządzony na podstawie zeznań dwojga świadków, byłych pracowników ośrodka, którzy zdecydowali się na zeznania, kiedy Marek N. zwolnił ich z pracy. Zdaniem oskarżenia, świadkowie są wiarygodni.

Prokurator zażądał dla oskarżonego kary roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności za znęcanie się nad podopiecznymi i sześciu miesięcy za niewpuszczenie kontroli Państwowej Inspekcji Pracy � w sumie kary łącznej dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz zakazu prowadzenia działalności w zakładach opiekuńczych przez pięć lat.

Obrońca Marka N., mecenas Barbara Gryga, wniosła o uniewinnienie swojego klienta. Stwierdziła, że Marek, N. jest w sytuacji kafkowskiego Józefa K. Stwierdziła, że prokuratura przygotowała akt oskarżenia pod wpływem mediów, które rozpętały aferę, a Markowi N. urządziły horror.

Obrona podważyła wiarygodność świadków. Mecenas podkreśliła, że jeśli nawet doszło do skrępowania niektórych pensjonariuszy, to dla ich dobra, albowiem byli oni niepełnosprawni i mogli sobie zrobić krzywdę. Nigdy jednak do takich sytuacji nie dochodziło w obecności Marka N. Obrona podkreśliła, że wielu podopiecznych miało schorzenia psychiczne i problemy z alkoholem. Przytoczyła zeznania świadków, którzy chwalili oskarżonego.

Marek N. płacząc prosił sąd o uniewinnienie. Oskarżył media o wywoływanie sensacji. Stwierdził, że jego placówka jest otwarta dla wszystkich potrzebujących opieki. Sąd wyda wyrok za tydzień.


W styczniu 2004 r. Prokuratura Rejonowa w Myszkowie postawiła Markowi N. trzy poważne zarzuty, za co łącznie grozi 13 lat więzienia. Gdy to opisaliśmy, do redakcji "Trybuny Śląskiej" zaczęły się zgłaszać rodziny poszkodowanych prosząc o pomoc w zakończeniu dramatu, jaki przeżywają ich najbliżsi w domu prowadzonym przez Stowarzyszenie Brata Alberta.

Oto co ustaliła prokuratura: Podczas remontu ośrodka dwie pensjonariuszki zostały przywiązane do krzeseł. Pensjonariusz poruszający się na wózku "za karę" został wyprowadzony zimą na mróz i "odmroził sobie nogi". Marek N. dla zabawy przytykał chorym do twarzy swą papugę, a ta dziobała ich w uszy.

Na łamach gazety apelowaliśmy do sumień samorządowców różnych szczebli. W końcu za naszą namową sprawę obiecała zbadać Najwyższa Izba Kontroli, a wojewoda śląski wystąpił do prokuratury i prezydenta Częstochowy, gdzie zarejestrowane jest stowarzyszenie, z wnioskiem o rozwiązanie.

Pierwszym efektem naszych działań było zmuszenie Marka N. do rezygnacji z funkcji prezesa stowarzyszenia. Później prezydent Częstochowy wystąpił do sądu o rozwiązanie stowarzyszenia. Równocześnie odezwały się inne organizacje, które za patrona mają św. Brata Alberta i odcięły się od Marka N., stwierdzając, że wykorzystuje on postać sławnego filantropa do robienia prywatnych interesów i łamania prawa.

Nasz komentarz

Co z tego, że Marek N., który starszych i chorych ludzi traktował jak śmieci teraz płacze? Co z tego, że dostanie ileś tam lat więzienia w zawieszeniu? Co z tego, że zostanie pouczony, napiętnowany, jeśli nadal będzie zajmował się tym, czym zajmować się nie powinien.

A nie powinien mieć już nigdy możliwości decydowania o losie innych ludzi. Bo jeśli nie dostanie dożywotniego zakazu prowadzenia działalności opiekuńczej, to płakać będą jego podopieczni. Tak jak płakali przez minione lata.