oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Wyrok na szefa "Domu strachu" spod Lelowa

Marek N. został w poniedziałek skazany za naruszanie godności i nietykalności cielesnej podopiecznych z domu opieki dla ludzi starych i bezdomnych w Białej Wielkiej pod Lelowem

- Albo się zapewnia godne życie, albo się podopiecznego przywiązuje do krzesła i ma się sprawę karną - sędzia Marek Garlik tak podsumował aferę wokół Stowarzyszenia św. Brata Alberta, które w Białej Wielkiej prowadzi dom opieki dla starszych i bezdomnych. Jego szef Marek N. został skazany przez myszkowski sąd na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Zakazano mu też prowadzenia działalności opiekuńczo-pielęgnacyjnej przez trzy lata.

O 30-letnim Marku N. pisaliśmy wiele razy. Byli pracownicy domu i rodziny podopiecznych opowiadali o złym traktowaniu starych ludzi. Alarmowali, że brak tam właściwej opieki. Potwierdziła to kontrola Urzędu Wojewódzkiego, a potem prokuratura. Po publikacjach "Gazety" i zeznaniach byłej opiekunki (została zwolniona, gdy powiedziała policji o znęcaniu się nad staruszkami) oskarżyła Marka N. o nadużycia wobec 10 podopiecznych. Jego placówkę zaczęto nazywać "Domem strachu".

Marek N. przekonywał o swojej niewinności, twierdząc, że oskarżenia są efektem zmowy mediów i zwolnionych pracowników. Sąd był jednak innego zdania. Zgodził się z zarzutami, że Marek N. m.in. przetrzymywał podopiecznych wbrew ich woli w świetlicy i przywiązywał dwie stare kobiety do krzeseł, a inne osoby także bił, szarpał za uszy i poniżał.

Sędzia stwierdził, że nie jest w stanie pojąć motywów, które kierowały oskarżonym. Podkreślił jednak, że wiele nieprawidłowości wynikało ze złego przygotowania i zbyt małej liczby personelu. - Opieką nad starymi i chorymi ludźmi zajmowały się osoby, które oprócz dobrych chęci nie miały żadnych kwalifikacji. Za cały komentarz wystarczy fakt, że zastępcą Marka N. była osoba, która wcześniej pracowała w kuchni, a jedynym fachowcem - lekarka, która odwiedzała dom w Białej dwa razy w tygodniu - mówił sędzia Garlik. - Kiedy więc panie F. i K. sprawiały problemy, to przywiązywano je do krzeseł.

Dodał, że wszystkie zarzuty zostały potwierdzone przez co najmniej dwóch świadków. Marek N. został uniewinniony jedynie od zarzutów o przywłaszczenie pieniędzy. Proces potwierdził, że pensjonariusze nie byli traktowani jednakowo. Kilku wychwalało Marka N. Jedna z kobiet mówiła o nim jako o cudotwórcy. - Większość świadków obrony, pytana o traktowanie innych podopiecznych, mówiła jednak: "Nie rozmawiam o tym, mnie to nie obchodzi" - dodał sędzia.

Wyrok jest nieprawomocny. Mecenas Barbara Gryga zapowiedziała apelację. Marek N. nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Po wyjściu z sądu wsiadł do samochodu i zasłonił się książką. Jego stowarzyszenie ma jeszcze jedną placówkę - pod Moskorzewem w województwem świętokrzyskim.

O czym mówili świadkowie?

Jedna z pensjonariuszek miała na czas posiłków wiązane ręce szalikiem, bo nie chciała jeść.

Inna starsza kobieta, która często się załatwiała w stołówce, była bita po plecach otwartą ręką.

Gdy personel był zajęty przygotowaniem domu na wizytę biskupa, dwie staruszki przywiązywano na wiele godzin do krzeseł, by nie sprawiały kłopotów.

Był czas, że 50 starych i chorych ludzi opiekowała się "w czynie społecznym" jedna pielęgniarka, zatrudniona na co dzień w częstochowskim szpitalu.

źródło: aut. Wioleta Bąk, Gazeta Wyborcza 21.03.2005


Finał sprawy "domów strachu"

Marek N., którego stowarzyszenie prowadzi dom opieki w gminie Moskorzew, został wczoraj skazany za znęcanie się nad pensjonariuszami. Dostał też zakaz prowadzenia takiej działalności

Zakończony wczoraj w sądzie w Myszkowie proces dotyczył działalności Stowarzyszenia św. Brata Alberta w Białej Wielkiej (woj. śląskie). Prokuratura wszczęła śledztwo po artykułach "Gazety" na temat "domu strachu". O 30-letnim Marku N. pisaliśmy wiele razy. Byli pracownicy domu i rodziny podopiecznych opowiadały o złym traktowaniu starych ludzi. Alarmowali, że brak tam właściwej opieki. Te informacje potwierdziła kontrola Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego, a potem prokuratura. Była pracownica "domu strachu" opowiadała o ubliżaniu, biciu i ograniczaniu swobody pensjonariuszy. Zarzuciła Markowi N. przywłaszczenie pieniędzy jednego z pensjonariuszy.

- Albo się zapewnia godne życie, albo się podopiecznego przywiązuje do krzesła i ma się sprawę karną - uzasadniał wczoraj wyrok sędzia Marek Garlik. Marek N. został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Sąd zakazał mu też prowadzenia działalności opiekuńczo-pielęgnacyjnej przez trzy lata.

Już po rozpoczęciu śledztwa Marek N. oficjalnie przestał działać w Stowarzyszeniu, które otwarło nowy dom opieki, tym razem w Mękarzewie (gm. Moskorzew). Dom działa w dawnej szkole, kupionej od gminy.

Wyrok jest nieprawomocny. Mec. Barbara Gryga zapowiedziała apelację. Marek N. nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, zaraz po wyjściu z sądu wsiadł do samochodu i zasłonił się książką.

źródło: aut. Wioletta Bąk, Gazeta Wyborcza 22.03.2005


Dom opieki bez opieki

Kara jest niższa od żądanej przez prokuratora. Wczoraj Sąd Rejonowy w Myszkowie skazał Marka N., kierownika Domu dla Ludzi Starszych i Samotnych w Białej Wielkiej na karę łączną 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata i orzekł wobec niego zakaz prowadzenia działalności pielęgniarsko-opiekuńczej przez 3 lata. Sąd uniewinnił Marka N. od zarzutu przywłaszczenia ponad 2100 zł od jednego z pensjonariuszy.

Prokurator żądał dla Marka N. 2 lata pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 3 lata i pięcioletniego zakazu prowadzenia domów opieki.

Sąd zmienił kwalifikację zarzutów wobec Marka N. Nie znalazł w zgromadzonym przez prokuraturę materiale dowodowym potwierdzenia znęcanie się nad podopiecznymi. Wymierzył kierownikowi domu w Białej Wielkiej karę za pozbawianie wolności, znieważanie i naruszenie nietykalności osobistej podopiecznych.

Sędzia Marek Garlik w uzasadnieniu ustnym wyroku zastanawiał się jakie były przyczyny tego co się stało w domu opieki w Białej Wielkiej.

� Sąd nie usłyszał tego od prokuratury � stwierdził sędzia Garlik. � Jak się czyta akta sprawy to widać, że przyczyną było to, że osoby zajmujące się opieką nie miały do tego żadnych kwalifikacji. Zastępcą kierownika placówki była szefowa kuchni. Marek N. też nie ma odpowiedniego wykształcenia.

W Białej Wielkiej nie tylko nie było wykwalifikowanego personelu, ale generalnie było za mało opiekunów. Lekarka bywała dwa razy w tygodniu, pielęgniarki od przypadku do przypadku. A w placówce stale przebywało od 40 do 50 osób z zaburzeniami umysłowymi, z problemami z poruszaniem się. Nie potrafiąc sobie poradzić z pensjonariuszami w czasie budowy kaplicy opiekunowie wiązali dwie podopieczne do krzeseł. Sąd nie kwestionował, że obie panie pozostawione bez opieki mogły zrobić sobie krzywdę. Ale, podkreślił sędzia Garlik, jeśli oskarżony nie był w stanie prowadzić takiego obiektu to nie powinien go prowadzić. Sąd uznał za wiarygodne zeznania głównych świadków oskarżenia, dwojga byłych pracowników placówki w Białej Wielkiej, zwolnionych przez Marka N.

Marek N. został uznany winnym uderzania po plecach i twarzy kilkunastu pensjonariuszy. Oskarżony miał też licznych obrońców wśród podopiecznych. Jedna z kobiet widzi w nim nawet cudotwórcę.

� Są tacy, którzy kochają oskarżonego � powiedział sędzia. � I sąd nie wątpi, że mówią prawdę, bo byli lepiej traktowani.

W Białej Wielkiej była grupa uprzywilejowanych. Sędzia Garlik zwrócił uwagę na cechy charakteru oskarżonego określone przez biegłych psychologów � impulsywny, agresywny, nie kontroluje się w swoich zachowaniach.

Sąd karny nie mógł się zajmować sprawą działalności Stowarzyszenia im. Św. Brata Alberta. To domena Sądu Rejestrowego. Prawo mamy takie, że na podstawie wpisu do rejestru o działalności gospodarczej można otworzyć placówkę opiekuńczą dla ludzi chorych.

Wyrok nie jest prawomocny. Marek N. nie chciał go komentować. Jego obrońca Barbara Gryda zapowiedziała apelację do Sądu Okręgowego po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku.

źródło: Janusz Strzelczyk - Dziennik Zachodni 22.03.2005


Co dalej ze Stowarzyszeniem św. Brata Alberta?

Czy w praktyce da się wyegzekwować wyrok sądu, który zakazał Markowi N. przez trzy lata opiekować się starymi ludźmi? Szef Stowarzyszenia św. Brata Alberta został ukarany za znęcanie się nad podopiecznymi w domu opieki w Białej Wielkiej pod Lelowem

Marek N., szef Stowarzyszenia św. Brata Alberta, które w Białej Wielkiej pod Lelowem prowadzi dom opieki dla ludzi starszych i bezdomnych, ma nieprawomocny wyrok karny za pozbawianie pensjonariuszy wolności, naruszanie ich godności i nietykalności cielesnej. Dodatkowo sąd zakazał mu prowadzić przez trzy lata działalność opiekuńczo-pielęgnacyjną. Jak egzekwować nakaz sądu, zważywszy, że to nie sam N. prowadzi Dom w Białej, lecz jego Stowarzyszenie?

- Walne zgromadzenie zdecydowało [już w ub. roku - przyp. red.], że do końca procesu i wyjaśnienia wszystkich spraw zastępować ma go pani, która była kucharką w domu w Białej - informuje Ewa Kolonka, szefowa wydziału polityki społecznej w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.

Teoretycznie wyrok nic więc dla bytu placówki nie zmienia. Wprawdzie po wyroku zawieszony prezes powinien przestać nim być w ogóle - ale czy nie będzie zakulisowo zarządzał stowarzyszeniem?

- Wszystko wskazuje na to, że oficjalne zawieszenie działalności pana N. ma pozorny charakter - jest przekonany Ireneusz Leśnikowski, rzecznik częstochowskiego magistratu. Po burzy, która rozpętała się w ubiegłym roku wokół domu w Białej, prezydent Częstochowy wniósł wniosek o rozwiązanie stowarzyszenia. Sprawa wciąż jest w toku.

- Przez wiele miesięcy sądy zastanawiały się, kto jest władny ją rozpatrzyć. Kiedy już weszła na wokandę, stowarzyszenie zgłosiło, że N. nie jest już prezesem i sąd poprosił o nowy wypis z rejestru. Urząd Miasta jest jednak zdecydowany doprowadzić sprawę do końca - mówi Leśnikowski.

Stowarzyszenie prowadzi jeszcze drugi podobny dom - pod Moskorzewem w Świętokrzyskiem.

źródło: aut. Wioleta Bąk, Gazeta Wyborcza 23.03.2005