zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Śledztwo w sprawie oszustw na szkodę Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Staruszka sprzedała córce maszynę hafciarską za pół miliona złotych. Urządzenie najprawdopodobniej miało wartość złomu. Pieniądze na transakcję pochodziły z kieszeni podatników. Dokładniej z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, który sfinansował zakup, bo córka przekonała PFRON, że dzięki niemu utworzy 14 miejsc pracy dla niepełnosprawnych. I to z najwyższą grupą inwalidzką.

Złom za pół miliona

Córka - Teresa U. - jest właścicielką niewielkiej wrocławskiej firmy. Od dziesięciu lat ma status Zakładu Pracy Chronionej. W zamian za ulgi podatkowe zatrudnia niepełnosprawnych.

Transakcja Teresy U. z 78-letnią matką przeprowadzona została w grudniu 1998 roku. Były również inne zakupy finansowane przez PFRON - w sumie na prawie dwa miliony złotych.

Transakcje bada wrocławska prokuratura. Teresa U. jest aresztowana. Oprócz niej zarzuty przedstawiono rzeczoznawcy, który wyceniał maszynę. Rzeczoznawca przyznał w śledztwie, że takie urządzenie widział pierwszy raz w życiu i podał cenę, jaka pasowała Teresie U.

Jak ustaliła prokuratura, maszyna hafciarska, za którą PFRON zapłacił pół miliona złotych, kilka lat wcześniej została sprowadzona do Polski za 22 tysiące (w tym podatki i cło). Po dwóch latach właściciel sprzedał ją za 4 tysiące, a nowy właściciel po jakimś czasie zezłomował. Nie wiadomo, jak złom trafił do matki Teresy U.

Paskarskie ceny dla PFRON

Aferę wykrył Urząd Kontroli Skarbowej. Większość urządzeń Teresie U. sprzedała firma specjalizująca się w handlu maszynami do haftowania. Podejrzenia urzędników wzbudziły ceny. Zauważyli, że ceny urządzeń finansowanych przez PFRON były znacznie wyższe niż ceny takich samych maszyn sprzedawanych prywatnym odbiorcom. W jednym wypadku firma sprzedała Teresie U. urządzenie z 205-proc. marżą.

W ostatnich dniach prokuratura postawiła kolejne zarzuty w tej sprawie. Nowi podejrzani to dwaj wrocławscy biznesmeni. Firma Teresy U. kupiła u nich dwie kserokopiarki. Podobnie jak w przypadku maszyn hafciarskich, pieniądze na transakcję pochodziły z PFRON-u. Zdaniem prokuratury cena tych urządzeń została znacznie zawyżona.

Kto to sprawdzi

- Od dziesięciu lat żadna firma nie chciała zatrudniać osób tak ciężko poszkodowanych - chwali Teresę U. Genowefa Sikora, kierownik Miejskiego Ośrodka Zatrudnienia i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

To właśnie do tego Ośrodka trafiły pieniądze PFRON-u i jego pracownicy decydowali o przeznaczeniu ich na zakup urządzeń w firmie Teresy U. - To była refundacja kosztów tworzenia miejsc pracy dla niepełnosprawnych - wyjaśnia Genowefa Sikora. Jak mówi pani kierownik, przepisy nie nakazują urzędnikom sprawdzania, czy owe koszty nie są przesadnie wysokie. Wystarczy, kiedy firma zadeklaruje, że zatrudni niepełnosprawnych. Może wtedy dostać z PFRON-u pieniądze na zakup potrzebnych urządzeń. Urzędnicy decydujący o wypłacaniu pieniędzy nie sprawdzają, jaka jest rzeczywista wartość urządzenia.

Tylko w niektórych przypadkach wymagana jest wycena rzeczoznawcy, ale rzeczoznawcę powołać musi zainteresowana dotacją firma.

Babcia dla ubogich

Teresa U. nie przyznaje się do winy. Jak twierdzi, nie ma dowodów na to, że maszyna, którą kupiła od matki, to ta sama, którą wcześniej inna firma zezłomowała. - Teściowa kupiła tę maszynę z ogłoszenia - przekonuje mąż pani Teresy. - Chciała założyć firmę. Nie wiem, ile za nią zapłaciła. Może sprzedała nam ją z zyskiem.

Mąż Teresy U. uczestniczył w transakcji jako pełnomocnik staruszki. Pieniądze trafiły na jej konto bankowe. Później - jak mówi - w kilku ratach wybrał gotówkę i zaniósł teściowej. Co ona zrobiła z pół milionem złotych, nie wiadomo.

- Babcia mogła trzymać te pieniądze na czarną godzinę - dodaje wnuczek staruszki. - Babcia ubogich wspierała.