zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Policja w domu pomocy społecznej w Słupsku

Pensjonariusze Domu Pomocy Społecznej "Leśna Oaza" w Słupsku twierdzą, że dyrektor przywłaszcza sobie ich pieniądze za obietnicę wybudowania nagrobków po ich śmierci. Dyrektor odpiera zarzuty. Sprawa trafiła do prokuratury.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa skierował do prokuratury słupski radny PiS Zbigniew Wiczkowski. - Zgłosiła się do mnie grupa osób z tego domu, mieszkańców i pracowników - mówi Wiczkowski. - Opowiedzieli mi o szokujących sprawach, które dzieją się w domu opieki. Zawiadomiłem prokuraturę, bo stwierdziłem, że trzeba to wyjaśnić.

Pensjonariusze "Leśnej Oazy" to w większości starzy i schorowani ludzie. Twierdzą, że dyrektor placówki przywłaszcza sobie ich pieniądze z książeczek oszczędnościowych, obiecując, że po śmierci wybuduje im nagrobki. Pieniądze, które rzekomo od nich pobrał, nie wpłynęły jednak na konto depozytowe domu. Mieszkańcy "Leśnej Oazy" opowiedzieli również, że dyrektor manipuluje ludźmi i doprowadził do ubezwłasnowolnienia kilku osób, przez co mógł zarządzać ich majątkiem. Po ich śmierci nie postawił im nagrobków, jak obiecał, a rodziny zmarłych nie dostały nic. Pensjonariusze twierdzą też, że dyrektor bezprawnie pobiera ich renty i emerytury.

- Nikogo nie oskarżam, ale odniosłem wrażenie, że dyrektor wykorzystuje lęki tych starszych i chorych osób - mówi Wiczkowski. - Jest bardzo podejrzane, że dyrektor sprawuje opiekę nad ubezwłasnowolnionymi. Trzeba sprawdzić, czy ich emerytury i renty nie wpływają do kieszeni dyrekcji.

Mieszkańcy domu mówią również, że dyrektor odnosi się do nich arogancko. Na jednym ze spotkań miał im zagrozić wyrzuceniem z domu, jeśli nie zgodzą się na przekazywanie mu pieniędzy.

Dyrektor "Leśnej Oazy" Aleksander Hoppe wszystkiemu zaprzecza. - To są pomówienia! Trudno mi się do tego wszystkiego ustosunkować - mówi dyrektor. - Owszem, mam kuratelę nad dwoma mieszkańcami domu. Nigdy jednak nie przywłaszczałem cudzych pieniędzy i nikomu nie obiecywałem stawiania nagrobków. Jeden z pensjonariuszy sam do mnie przyszedł i o to poprosił. Ma u mnie zdeponowaną kwotę tysiąca złotych. Spisaliśmy jego oświadczenie woli, którego kopię ma jego rodzina. Nikt z mieszkańców nie ma książeczki oszczędnościowej. Nie pobierałem od nikogo renty czy emerytury. Czasami zdarza się, że kwituję przekaz od listonosza, ale tylko wtedy, gdy pensjonariusz wyszedł do miasta.

Słupska prokuratura nie wszczęła jeszcze dochodzenia w sprawie "Leśnej Oazy". Na razie policja sprawdza zarzuty.