oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

- Dyrektor traktował mnie lekceważąco, a potem niesłusznie wyrzucił z pracy - mówi Helena Kleppert o Leszku Krzyżanowskim, dyrektorze Domu Pomocy Społecznej dla Kombatantów, który zwolnił też kilkunastu innych pracowników, którzy wcześniej wstawili się za poprzednią dyrektorką. Dyrektor zaprzecza zarzutom.

- Pracowałam na stanowisku dietetyka, ale kiedy wróciłam po chorobie do pracy, dyrektor kazał mi pracować w kuchni. Przyniosłam zaświadczenie od lekarza, że nie mogę dźwigać ciężkich rzeczy, więc mnie zwolnił - opowiada pani Helena. - Nie ma też żadnego szacunku dla innych. Na przykład, gdy pod moją nieobecność kazał przenieść moje biuro do innego pomieszczenia, przy przenoszeniu biurka wysypały się moje prywatne rzeczy, a torebki musiałam gdzieś szukać na korytarzu - mówi pani Helena.

Na jej stanowisku pracuje już inna osoba.

- Ponieważ musimy obniżać koszty, nie mogłem sobie pozwolić na zatrudnianie osoby tylko od układania menu. Musi ona też wziąć na siebie inne obowiązki - i kucharki, i obowiązki kierownika sekcji żywienia. I takim obowiązkom sprostała nowo przyjęta pracownica - tłumaczy Krzyżanowski. - Co do przeprowadzki, była ona z nią uzgodniona. Na pewno też nie traktowałem nikogo z pogardą. Najwyżej egzekwowałem od pracowników ich rzetelną pracę - dodaje.

Będą się sądzić

Od przyjścia Krzyżanowskiego do DPS zwolnionych zostało lub odeszło z własnej woli 15 osób. Wszyscy oni bronili poprzedniej dyrektorki Barbary Bednarz przed zarzutami kontroli z Urzędu Miasta, byli m.in podpisani pod listem do prezydenta miasta w tej sprawie. Większość z nich twierdzi, że zwolnienia mają z nią ścisły związek. - Nawet ci, którzy odeszli z własnej inicjatywy, tak naprawdę zostali do tego zmuszeni. Panuje tam bowiem atmosfera szantażu i zastraszania. Ciekawe, że wszyscy, co odeszli, wspierali poprzednią dyrektorkę - mówi jedna ze zwolnionych osób, pragnąca zachować anonimowość.

Cztery spośród zwolnionych osób założyły w sądzie pracy sprawę o niesłuszne zwolnienie.

Dyrektor nie zgadza się z zarzutami byłych pracowników. - W pierwszej kolejności zostały zwolnione osoby w wieku emerytalnym, które pracując, jednocześnie pobierały emeryturę. A że zwolnienia musiały nastąpić, to uznałem, że lepiej zwolnić je niż młodych. Niektóre osoby nie wypełniały też dobrze swoich obowiązków. Nie rozumiały, że organizacja się zmienia i dostają jakieś inne nowe zadania - tłumaczy. - A o liście do prezydenta nie miałem pojęcia, oceniałem pracowników wyłącznie merytorycznie. Zresztą nawet związki zawodowe ich nie broniły.

Szefem związku zawodowego w DPS przy ul. Chmielowickiej jest Małgorzata Sagan, która jednocześnie piastuje stanowisko kierowniczki sekcji opiekunek pokojowych i pielęgniarek. - Ja nie mieszam się do pracy związków - ucina Krzyżanowski.

Sagan natomiast uważa: - Żadna ze zwolnionych osób nie zwróciła się do nas o opinię, więc ich nie wydaliśmy.

Mimo zwolnień kilka nowych osób zostało zatrudnionych w DPS. - Do nowych zadań stojących przed nami. Zresztą część z nich jest tu tylko na stażach i robotach publicznych, za co płaci urząd pracy - tłumaczy dyrektor.

Jak w zegarku

Zadowoleni z nowego dyrektora są natomiast pensjonariusze domu. - Nic mi tu nie brakuje, a wszystko chodzi jak w zegarku. Pan dyrektor jest dla wszystkich bardzo miły i uczynny, z załatwieniem czegokolwiek nie ma żadnego kłopotu - mówi Aleksander Nawrot.

- Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Jest czysto, dostajemy wszystko na czas, obsługa doskonała - dodaje Krystyna Abramowicz. Zdecydowana większość pytanych przez nas mieszkańców domu jest podobnego zdania.