zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Niedbalstwo szefa małopolskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i dwojga innych urzędników umożliwiło - zdaniem prokuratury - wyłudzenie setek tysięcy złotych dotacji przez biznesmena z Nowego Sącza. Wszyscy dalej jednak zajmują swoje stanowiska.

Akt oskarżenia nowosądeckiej prokuratury zarzuca trzem pracownikom Funduszu zaniedbanie obowiązków służbowych w związku z dotowaniem prywatnej firmy Igell. Parę lat wstecz jej właściciel Bogdan J. przejął upadającą Spółdzielnię Inwalidów "Limanowianka" w Limanowej. Miał za to zapłacić mln zł oraz zagwarantować zatrudnienie i pensje ponad 200 pracownikom, głównie niepełnosprawnym. W rzeczywistości przedsiębiorca uiścił zaledwie 1/3 sumy, a większość zwolnionych ludzi do dziś nie doczekała się wynagrodzenia.

PFRON zgodził się dotować działalność Bogdana J., nie sprawdzając jego wiarygodności. Dotację 3,8 mln zł przyznano w ramach programu "Szansa", zakładającego dofinansowanie dobrze prosperujących firm, jeśli przejmą one bankrutujący zakład pracy chronionej i zapewnią pracę niepełnosprawnym osobom. Przypomnijmy: prokuratura już w zeszłym roku oskarżyła trzy likwidatorki z byłego zarządu spółdzielni i Bogdana J. Kobietom zarzuciła niegospodarność, bo uzależniły one produkcję od zleceń przedsiębiorcy, choć jako pośrednik nie płacił za przyjmowany towar. Biznesmen stanął również przed sądem m.in. za wyłudzenie dotacji z PFRON. Ustalono, że pieniądze na rzekome inwestycje i produkcję otrzymywał na podstawie sfałszowanych faktur. Wpłaty z Funduszu wstrzymała dopiero interwencja pracowników oburzonych zwolnieniami i brakiem pensji.

Według śledczych Bogdan J. nie powinien dostać państwowej dotacji, bo nie spełniał wymogów programu "Szansa" i nie wywiązywał się z umowy zakupu spółdzielni. Mimo to oskarżona Ewa S., pełnomocnik prezesa zarządu PFRON ds. programowych, przedłożyła wniosek Bogdana J. o przyznanie pieniędzy. Na tej podstawie kierownictwo Funduszu podjęło pozytywną decyzję.

- Oskarżona zrobiła tak, choć wiedziała o zastrzeżeniach dotyczących tego przedsiębiorcy, że nie ma wystarczających środków, by przejąć Limanowiankę i zabezpieczyć zwrot dotacji - podkreśla Zbigniew Gabryś z prokuratury w Nowym Sączu. Jakby tego było mało, Ewa S. przekwalifikowała jeden z wniosków Bogdana J. w ten sposób, że zamiast przesunięcia spłaty zaległego pół mln zł, o które występował, umorzono mu całą sumę. Łagodnym okiem na nowosądeckiego biznesmena patrzyli również urzędnicy z małopolskiego oddziału PFRON. Dyrektor Tadeusz M. - zdaniem prokuratury - przedłożył zarządowi w Warszawie niepełną ocenę możliwości finansowych biznesmena co do przejęcia spółdzielni. Wiedząc o zastrzeżeniach pracowników, pozytywnie zaopiniował też wypłatę jednej z transzy dotacji. Tak samo główny specjalista Jan B. przedstawił do akceptacji kierownictwa decyzję o wypłacie kolejnych ponad 800 tys. zł.

Oskarżeni nie przyznają się do winy. Tłumaczą, że działali zgodnie z procedurami przyznawania dotacji, które nie dają pracownikom Funduszu możliwości kontroli rachunków bankowych wnioskodawcy. Wiceprezes PFRON Janusz Wesołowski od "Gazety" dowiedział się, że podlegli urzędnicy stanęli przed sądem. Nie wykluczył zawieszenia całej trójki w obowiązkach służbowych. Jak twierdzi, kierownictwo Funduszu badało przydział środków nowosądeckiemu przedsiębiorcy. Nie miało jednak zastrzeżeń do swoich pracowników. - Kiedy dowiedzieliśmy się o nieprawidłowościach w wydatkowaniu pieniędzy przez firmę Bogdana J., wstrzymaliśmy wypłatę następnej transzy i wystąpiliśmy o zwrot środków - zastrzega wiceprezes Wesołowski.