zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Dla sprawnych i obrotnych niepełnosprawni to świetny biznes. Mając dostęp do pieniędzy z PFRON, można im wcisnąć każdy bubel - taki wniosek można wyciągnąć na przykładzie tego, co dzieje się w Węgrowie.

Waldemar Kiełek ze wsi Kołodziąż w powiecie węgrowskim jeździ na wózku inwalidzkim. - Rękoma ruszam, ale chodzić nie mogę - wyjaśnia.

Farba dla komisji

Przez pięć lat pan Kiełek zabiegał w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Węgrowie o dofinansowanie z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na likwidację barier architektonicznych w swoim domu. Doczekał się. Ma teraz podjazd, nową łazienkę, centralne ogrzewanie, wyrównane podłogi. Kosztowało to ponad 40 tys. zł. Żyjący z 600 zł renty inwalida wyłożył ok. 10 tys., resztę dostał z PFRON.

- Jak było nowe, to ładne, ale ledwie budowlańcy zniknęli, wszystko zaczęło się sypać. Co najmniej połowa pieniędzy poszła na fuszerkę i trafiła do kieszeni, do której trafić nie powinna - uważa pan Kiełek.

Grzejniki miały być firmy Purmo. Pojawiły się kombinowane. - Jeden zapewne z poszpitalnego odzysku - przypuszcza pan Kiełek. Za poręcz robią dwie zardzewiałe rurki zamalowane na biało, ale wycenione na 950 zł. Podjazd wykonany został z suchego betonu. Rozrobiony został wodą, więc trzymał się tylko na farbie, która miała ucieszyć oczy komisji odbierającej roboty.

- Dziś dla bydła grodzi się lepiej, niż wykonany został ten podjazd. Spadek na nim jest w lewo, ale woda płynie w prawo - mówi niepełnosprawny.

Do sądu iść nie może, bo przy odbiorze podpisał protokół, że wszystko jest w porządku. - Zapłacone zostało za roboty, które nie zostały wykonane. Ale szef firmy budowlanej prosił: "Podpisz pan, żeby było dla komisji, ja potem przyjadę i wykończę" - opowiada pan Kiełek. Od października wydzwania, zbywany jest obietnicami, z których nic nie wynika.

Ledwie zniknęli...

Roboty u pana Kiełka to dzieło należącej do Zbigniewa Gabelskiego firmy Gab-Bud z Łochowa. Henryk Biełousz ze wsi Brzóze, 51-letni chory, doczekał się równych podłóg, podjazdu, nowej łazienki ze specjalnym prysznicem i szerszych drzwi do domu. Wykonawcą była również firma Gab-Bud.

- Jesteśmy zadowoleni - mówi bez przekonania Jolanta Biełousz, żona niepełnosprawnego. Woli nie narzekać, by nie zamykać sobie drogi do następnych dotacji z PFRON. W końcu to z tych pieniędzy Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie finansuje wyjazdy rehabilitacyjne chorych.

Agnieszka i Jadwiga Salach ze wsi Jartypory też pięć lat czekały na likwidację barier. - Mama i ja jesteśmy niedowidzące. Chciałyśmy wreszcie żyć jak ludzie - wyjaśnia córka.

Firma Gab-Bud zrobiła im nową łazienkę, wymieniła okno w pokoju, ociepliła budynek, poprawiła schody, położyła wykładzinę. Ledwie budowlańcy zniknęli, wszystko zaczęło się psuć. Niepełnosprawne interweniowały w PCPR w Węgrowie.

- Trochę się to ciągnęło, ale wreszcie się pojawili i usunęli usterki - wyjaśnia Agnieszka Salach.

Kto poleca

Kto polecił niepełnosprawnym tak mało solidnego wykonawcę? - Dajemy dofinansowanie i sugerujemy wybór wykonawcy. Wskazują go sami niepełnosprawni -stwierdza Jadwiga Snopkiewicz, dyrektor węgrowskiego Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.

W ubiegłym roku na likwidację barier wydała ok. 160 tys. zł, z czego połowę przerobiła firma Gab-Bud. - Znam pana Gabelskiego, ale nie na tyle, żeby komukolwiek go polecać. To sami zainteresowani polecają go sobie nawzajem. Dlatego dostał cztery z dziewięciu dofinansowywanych przez nas robót - przekonuje dyr. Snopkiewicz.

Pamięta skargę pań Salach z Jartyporów. Dziwi się jednak narzekaniom pana Kiełka z Kołodziąża. - Jak ubiegał się o pieniądze, to znał nasz adres. Jestem zdegustowana, że teraz skarży się do was - wyznaje dyr. Snopkiewicz.

Wersja niepełnosprawnych jest inna.- Pana Gabelskiego poleciła nam szefowa węgrowskiego PCPR - mówi Agnieszka Salach. Potwierdza to niepełnosprawny z Kołodziąża. - Zanim przywieziono mnie z Węgrowa po odebraniu decyzji o przyznaniu dofinansowania, to pan Gabelski już był u mnie. Wyglądało to tak, jakby wszystko było z góry ustalone - zapewnia Waldemar Kiełek.

- To nieprawda, co mówią moi klienci. Roboty odbierał inspektor nadzoru, który wszystko sprawdzał. Są na to protokoły - broni się Gabelski. Przyznaje, że zlecenia dostawał z polecenia Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie: - Pani dyrektor podpowiadała, że moja firma wykonuje takie roboty, a zainteresowani dzwonili do mnie.

Właściciel Gab-Budu jest zawiedziony "niewdzięcznością" niepełnosprawnych. - Tacy to już ludzie. Jak się u nich zaczyna robotę, to och i ach, a zaraz potem zaczynają narzekać - wyznaje Zbigniew Gabelski. I dodaje: - Lubię pomagać ludziom, ale dochodzę do wniosku, że chyba się nie opłaca.