oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Władze Bytomia chcą zlikwidować kaplicę w Domu Pomocy Społecznej

Proboszcz Czesław Tepper jest w szoku, bo kierowniczka należącego do miasta Domu Pomocy Społecznej dla upośledzonych psychicznie w Bytomiu zapowiedziała mu, że zlikwiduje w gmachu kaplicę. - To mi przypomina czasy stalinowskie... - ocenia werbista.

Na mszę do jadalni

Proboszcz Czesław Tepper jest w szoku, bo kierowniczka należącego do miasta Domu Pomocy Społecznej dla upośledzonych psychicznie w Bytomiu zapowiedziała mu, że zlikwiduje w gmachu kaplicę. - To mi przypomina czasy stalinowskie... - ocenia werbista

Miejsce modlitwy 160 podopiecznych, spowiedzi, odprawiania mszy świętej, przyjmowania komunii i kontemplacji przed Najświętszym Sakramentem ukrytym w tabernakulum ma 124 lata i 132 m kw. Właśnie przestronność kaplicy sprawiła, że dyrekcja domu chce przerobić ją na pokoje mieszkalne dla pensjonariuszy. - Do końca 2006 r. straż pożarna kazała nam wykonać program naprawczy tak, żeby w ośrodku było bezpiecznie - usprawiedliwia się Jolanta Torbus, szefowa DPS przy ul. Dworcowej 7 w centrum miasta.

Chorzy psychicznie ludzie śpią tu nawet w kilkunastoosobowych pokojach. Jednak co najmniej połowa z nich regularnie korzysta z posługi religijnej, którą w kaplicy sprawują za darmo ojcowie werbiści ze Wzgórza św. Małgorzaty. - Doświadczenie duszpasterza w szpitalach i takich domach mówi mi, że już samo przyjście do kaplicy, chwila modlitwy, kontakt z duchownym, choćby pogłaskanie chorego przez księdza, działa podobnie jak pomoc psychologa czy terapeuty - ocenia ks. Wiesław Grześkowiak, rektor przełożony bytomskiego zgromadzenia werbistów.

Jakie zmiany planuje kierownictwo DPS? Dużo mniejsze pomieszczenie na kapliczkę znajdzie się na trzecim piętrze. Ludzi na wózkach można będzie tam wnosić na rękach. Tymczasem mszę świętą ksiądz odprawi na dole w jadalni. Przy stołach ludzie będą się też spowiadać, bo zniknie obecny konfesjonał. - Starsi spowiadają się bardzo głośno. Nie będzie warunków do zachowania tajemnicy. Jak mam odprawić mszę o siódmej, skoro o ósmej w jadalni już jest śniadanie? - pyta ks. Tepper. - A szaty liturgiczne, a naczynia i sprzęty? Hostię mam kłaść na zatłuszczonej śniadaniowej ceracie?

Pomysł zlikwidowania starej kaplicy, w której modliło się też wielu mieszkańców śródmieścia, wzburzył wierzących bytomian. Na ostatniej sesji radny Piotr Koj z prawicy zażądał wyjaśnień od prezydenta Krzysztofa Wójcika z SLD. Koj uważa, że miasto zamierza pogwałcić konkordat zawarty między Rzeczpospolitą a Watykanem, bo w umowie zawarowano nienaruszalność miejsc kultu religijnego i cmentarzy.

- Po namyśle wstrzymaliśmy wszelkie działania do czasu aż uzgodnimy je z kurią biskupią w Gliwicach. Kaplicę konsekrowano w 1880 r. i to władze kościelne muszą zgodzić się na zmiany - przyznała wczoraj Torbus.

Komentuje ks. prof. Remigiusz Sobański:

Czy zamiar usunięcia kaplicy podpada pod przepisy prawa kościelnego? Zdecydowanie tak. Chodzi tu o autonomię sacrum, czyli miejsca świętego. Każdy może zrobić sobie prywatny ołtarzyk, ale kościół, kaplica i cmentarz to miejsca kultu Boga, które zostały ściśle wyznaczone przez właściwego ordynariusza [biskupa - przyp. red.] w akcie erekcyjnym i po wtóre przez "benedictio", czyli poświęcenie miejsca. Samowolne naruszenie przestrzeni kaplicy to przestępstwo kościelne zniszczenia miejsca świętego. Muszę przyznać, że w przeciwieństwie do profanacji Najświętszego Sakramentu, prawo kanoniczne nie zna na to sankcji. Natomiast prawnie i zwyczajowo zawsze zmiany budowlane odbywają się tak, że władze świeckie proszą proboszcza, czyli gospodarza miejsca, o uzgodnienie, a ten wysyła kapłana, który zatwierdza plan przebudowy. W gmachach publicznych takie przenosiny są oczywiście nieraz konieczne, ale nie wyobrażam sobie, by władze świeckie nie zdawały sobie sprawy z powagi sacrum.