oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Co dalej z pacjentami zamkniętego domu spokojnej starości w Straszowicach

Po zamknięciu domu opieki przez prokuratora dziewięciu pensjonariuszy trafiło na oddział wewnętrzny szpitala w Wołowie. Jednego z nich rodzina już zabrała do domu, kolejny zmarł po przebytym udarze. Wszyscy mieli wskazania do leczenia szpitalnego.

- Pensjonariusz straszowickiego ośrodka, który zmarł w szpitalu, był w podeszłym wieku, po udarze - mówi Piotr Laska, dyrektor powiatowego zespołu opieki zdrowotnej w Wołowie. Lekarze przebadali wszystkich pensjonariuszy. - To ludzie starsi, bardzo schorowani, niektórzy z problemami psychicznymi i chorobą Alzheimera. Niektórzy nie mówią, więc kontakt z nimi jest utrudniony. Jeden miał zapalenie płuc. Bez wątpienia opieka lekarska "z doskoku" tym pacjentom nie wystarczy. Wymagają całodobowego nadzoru pielęgniarsko-opiekuńczego - mówi dyrektor Laska. I podkreśla: - To na rodzinach ciąży obowiązek sprawdzenia, w jakich warunkach będą przebywać ich bliscy.

Tymczasem w domu seniora Oaza w Straszowicach pielęgniarka przyjeżdżała do pacjentów na wezwanie, a lekarz odwiedzał ich raz w miesiącu. O wyżywienie dbały też rodziny chorych. - Przywozili ciasta, czasami jakieś warzywa - mówi Dariusz T., szef placówki. Obiady były gotowane na miejscu.

- Stała opieka medyczna to dodatkowe koszty. Nie udałoby się jej zorganizować dla tak małej liczby osób za te pieniądze [pobyt kosztował od 1 do 1,4 tys. zł - red.] - twierdzi Dariusz T.

Tymczasem przy wołowskim szpitalu, do którego trafili pensjonariusze, działa zakład pielęgnacyjno-opiekuńczy. Miesięczny pobyt kosztuje 1,2 tys. zł. Cena obejmuje nie tylko wyżywienie i całodobową specjalistyczną opiekę, ale też pieluchy dla tych pacjentów, którzy ich potrzebują.Dariusz T., szef Oazy: - Rodziny wiedziały, na jakie warunki mogą liczyć ich bliscy. Niczego przed nimi nie ukrywaliśmy. Zresztą nie prowadziliśmy typowego domu opieki, tylko dom pobytu - dodaje. Rzeczywiście, kilku krewnych pensjonariuszy straszowickiego domu zgłosiło się już do prokuratury. Uważają, że ich bliskim nie działa się krzywda, a interwencja była zbędna.

Innego zdania był prokurator, który pod koniec września wkroczył do straszowickiego ośrodka z policją i zdecydował o przewiezieniu pensjonariuszy do szpitala w Wołowie. Okazało się, że placówka nie była zarejestrowana w specjalnym spisie prowadzonym przez Urząd Wojewódzki. Żeby uzyskać wpis na tę listę, zakład opieki musi spełniać określone standardy, zatrudniać personel medyczny i innych pracowników. Dom seniora w Straszowicach tych warunków nie spełniał.

Dariusz T. mówi, że pensjonariuszami zajmowali się członkowie jego Stowarzyszenia Pomocy Ludziom Starym "Oaza" i wolontariusze: - Pomagaliśmy ludziom przewlekle chorym i niedołężnym, którzy mają problemy z samodzielnym funkcjonowaniem w społeczeństwie, a w najbliższym czasie nie mają szans na miejsce w państwowym domu opieki - tłumaczy. - Ci ludzie byli ze sobą związani i przyzwyczajeni do opiekunów - podkreśla.

Prokurator postawił szefowi placówki zarzut narażenia dziewięciu pensjonariuszy na utratę zdrowia. Dariusz T. prawdopodobnie nie powróci do prowadzenia domu seniora. - Nie ma sensu tego odbudowywać - mówi.

Po zakończeniu leczenia w wołowskim szpitalu pacjenci będą wypisywani do domów. Odbiorą ich rodziny.

Przeczytaj pierwszy artykuł na temat sytuacji w Straszowicach...