oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

W Straszowicach pod Wołowem (Dolnośląskie) przez kilka lat działał nielegalny dom spokojnej starości. Pensjonariusze nie mieli stałej opieki medycznej. Niedawno wkroczyła tam policja...

Najpierw był anonimowy telefon do Wydziału Opieki Społecznej Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Paweł Czuma, jego rzecznik: - Mężczyzna opowiedział, że w tym domu maltretuje się pensjonariuszy, są straszne warunki sanitarne, a ludzie są przetrzymywani wbrew własnej woli.

Na miejsce pojechał prokurator, pracownicy opieki społecznej i policjanci.

Ryszard Ossowski, zastępca prokuratora rejonowego w Wołowie: - Zastaliśmy dziewięcioro pensjonariuszy w podeszłym wieku, zniedołężniałych. Kilkoro z nich w ogóle nie rusza się z łóżka. Wyglądali, jakby byli na środkach psychotropowych. Brakowało jakiejkolwiek dokumentacji medycznej. Leki ordynował im prawdopodobnie sam właściciel, z wykształcenia inżynier ekonomiki rolnictwa.

W pokoju właściciela posesji prokurator znalazł trzy worki na śmieci wypełnione lekami psychotropowymi.

W domu nie było żadnej pielęgniarki ani kucharki, a jedynie brat szefa i jego konkubina. Brat stwierdził, że przyjechał odpocząć, a kobieta zapewniała, że nie zajmuje się domem.

Małgorzata Siuba z opieki społecznej: - Przez kilka godzin próbowaliśmy skontaktować się z człowiekiem prowadzącym ten dom. Najpierw mówił, że miał awarię samochodu. Ale gdy policjanci po niego pojechali, to go nie było. Później w rozmowie telefonicznej powiedział, że jest już we Wrocławiu i nie może przyjechać.

Dlatego prokurator zdecydował, że trzeba przewieźć pensjonariuszy do szpitala.

Jerzy Sawko, ordynator oddziału wewnętrznego szpitala w Wołowie: - To są ludzie cierpiący na demencję starczą i chorobę Alzheimera. Kontakt z nimi jest utrudniony. Niektórzy nie mówią. Są wyniszczeni, niedożywieni. Ale mogły to spowodować choroby, bo tacy ludzie często nie chcą jeść. Gdy do nas przyjechali, byli dość czyści, bez odleżyn. Jeden miał zapalenie płuc. Już wcześniej był naszym pacjentem. Ale rodzina zabrała go ze szpitala, twierdząc, że może brać leki w domu spokojnej starości.

- Co z nimi teraz będzie? - pytamy.

- Pewnie zabiorą ich rodziny - mówi doktor Sawko.

Ale kilku krewnych pensjonariuszy straszowickiego domu było już w prokuraturze z pretensjami, że interwencja nie była potrzebna.

Dariusz Bogaczyk, którego ojciec od trzech lat mieszkał w Straszowicach: - W tym domu były naprawdę lepsze warunki niż w większości placówek państwowych. A na miejsce w państwowym domu opieki czeka się trzy lata. W Straszowicach każdy z pensjonariuszy miał swój pokój, na piętrach były łazienki przystosowane dla niepełnosprawnych. Raz w miesiącu przychodził tam lekarz. Pielęgniarki chyba nie było. Ojciec prawie nie mówi, więc nie wiem, czy miał jakieś uwagi do opieki.

Dariusz Bogaczyk płacił miesięcznie około 1500 zł za pobyt ojca w domu spokojnej starości. Ale placówki w Straszowicach nie ma w specjalnym rejestrze w urzędzie wojewódzkim. Ma za to swoją stronę w internecie, na której oferuje opiekę nad starszymi osobami. - Ten dom działał nielegalnie - mówi Paweł Czuma z DUW. - Żeby się zarejestrować, trzeba spełniać określone warunki, zatrudniać personel medyczny i innych pracowników.

W piątek prokurator postawił szefowi placówki Dariuszowi T. zarzut narażenia dziewięciu pensjonariuszy na utratę zdrowia. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Wyjaśnienia złoży dopiero po konsultacji z adwokatem. Grozi mu do pięciu lat więzienia.

Wcześniej, w latach 2001-2003, prowadził w Straszowicach rodzinny dom dziecka. Wychowywał czworo dzieci. Ale jego małżeństwo się rozpadło i dzieci trafiły do innych rodzin. Dariusz T. zapewnia, że pensjonariusze mieli dobrą opiekę. Nie zarejestrował domu opieki, bo prowadzi stowarzyszenie i nie wiedział, że powinien zarejestrować też dom seniora. - Na co dzień pensjonariuszami zajmują się członkowie mojego stowarzyszenia - mówi. - Jest wśród nich pielęgniarka. Mamy też lekarza rodzinnego, który przyjeżdża na wezwanie. W środę też byli dwaj opiekunowie - mój brat i jego konkubina. Ale policja i prokurator tak ich sterroryzowali, że bali się przyznać, że zajmują się pensjonariuszami.


Straszowice - co dalej ? - przeczytaj...