zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Adam Czerwiński, Marcin Masłowski, Gazeta Wyborcza 20.07.2006; dps.pl 20.07.2006)

Złodzieje włamali się do hospicjum dla dzieci. Wiedzieli, kogo okradają.

Łódzkie hospicjum z ul. Nastrojowej zajmuje się kilkudziesięcioma nieuleczalnie chorymi dziećmi. Podopieczni to pacjenci z wadami wrodzonym, nowotworami, defektami układu nerwowego. Lekarze i fizjoterapeuci kilka razy w tygodniu udzielają nieuleczalnie chorym dzieciom i ich rodzinom nie tylko pomocy medycznej, ale również prawnej, psychologicznej, a nawet finansowej.

Właśnie najciężej chore dzieci i ich opiekunów okradli złodzieje, którzy w nocy z wtorku na środę włamali się do budynku hospicjum.

Włamywacze przecięli kraty w oknach na parterze, wyłamali okna i z dwóch pokojów wynieśli laserową drukarkę i trzy komputery warte około 10 tys. zł. W jednym z nich była cała baza danych podopiecznych hospicjum. Historie chorób wszystkich pacjentów, spis darczyńców, dokumenty do rozliczeń z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Policja na razie nie namierzyła złodziei. - Technicy zabezpieczyli ślady. Szukamy włamywaczy - informuje Katarzyna Zdanowska z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Wiemy tyle, że do włamania doszło między godz. 20 we wtorek a ósmą rano w środę. Śledztwo prowadzi V komisariat.

- Wiedzieli, kogo okradają - mówi wzburzony dr Piotr Stengert, szef hospicjum, wskazując na tablicę z nazwą placówki i logo Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wiszące tuż nad wejściem. - Nie mogę się pogodzić z czymś takim. To, co zrobili złodzieje, to podeptanie wszelkich wartości. Przecież pomagamy najciężej chorym ludziom. Jak można nam zrobić coś takiego?

Łódzkie hospicjum dla dzieci ma wyjątkowego pecha do złodziei. Rok temu spod jego siedziby ukradziono służbowy samochód. Na szczęście auto dzięki pomocy "Gazety" i TVP3 znaleziono niemal natychmiast. Po tej historii dr Stengert prosił policjantów o dodatkową ochronę. - Nasza siedziba jest na końcu osiedla. Tuż obok jest Biedronka, a na skwerku przed wejściem do nas uwielbiają przesiadywać podpite, podejrzane typy. Zdarzało się, że mi grozili. Po moich interwencjach policja dała kilka mandatów okolicznym pijaczkom. To wszystko.

Pracownicy hospicjum obawiają się kolejnych włamań. Gdyby złodzieje dostali się do magazynu, straty byłyby nie do naprawienia. Tam znajdują się bowiem respiratory warte 40 tys. zł każdy. Jest też kosztowny jednorazowy sprzęt medyczny, np. specjalne maski do oddychania po kilkaset złotych sztuka.

Dr Stengert: - Nie mam wyjścia i nie będę ryzykował. Muszę zamontować monitoring. To żałosne, że hospicjum musi mieć system zabezpieczeń jak jakiś bank, ale nie ma innej rady.