oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Krzysztof Wójcik, Rzeczpospolita 8.11.2006; dps.pl 17.11.2006)

 

Fundacja oszukała inwalidkę

Fundacja "Pomoc dla rodziny" związana z wiceszefem pomorskiego SLD oszukała samotną kobietę. Choć niepełnosprawna Barbara Kołtan wydzierżawiła fundacji sprzęt do domu opieki dla starszych osób - nie dostała za to ani grosza

Barbara Kołtan straciła ponad 26 tysięcy złotych - mimo korzystnego wyroku nie odzyskała od fundacji pieniędzy

Barbara Kołtan ma 61 lat, jest inwalidką pierwszej grupy. Przeżyła dwa udary mózgu, ma kłopoty z poruszaniem się i pisaniem, żyje z 600 zł renty, mieszka samotnie w Gdańsku-Oliwie. Cztery lata temu wpadła na pomysł na własny biznes. Urządziła w budynku w Rumi dom opieki dla starszych osób "Rajski ogród". Z własnych oszczędności kupiła meble oraz sprzęt RTV i AGD dla pensjonariuszy, ale interes nie wypalił - brakowało chętnych. Kołtan popadła w długi, do dziś nie oddała pieniędzy właścicielowi budynku. W 2004 r. przez lokalną prasę zaczęła szukać kogoś, kto przejąłby dom opieki. - Zgłosiła się fundacja "Pomoc dla rodziny" - opowiada kobieta. - Zjawił się jakiś człowiek od nich, mówił, że jest związany z SLD. Zaprosił mnie do fundacji do gdańskiego SLD. Myślałam, że to porządni ludzie, nie będę miała żadnych kłopotów. Że spłacę długi.

Przyszedł petent do radnego

Fundacja "Pomoc dla rodziny" powstała w listopadzie 2004 r., na krótko przed przejęciem domu opieki w Rumi. Według zapisów w sądzie rejestrowym jej adres przez dłuższy czas pokrywał się z adresem gdańskiego SLD przy ul. Czerwonych Kosynierów (dzisiaj mieści się na innej ulicy). Według statutu fundacja ma pomagać biednym i rozbitym rodzinom, ludziom starszym i dzieciom.

W 2004 r. prezesem fundacji był Janusz Daszuta. W zarządzie od tego czasu jest wiceprzewodniczący pomorskiego SLD i wiceprzewodniczący Rady Miasta w Gdańsku Aleksander Żubrys. - Daszuta przychodził na moje dyżury radnego - wspomina Żubrys. - Mówił, że ma pomysł na fundację. Chciał, żeby SLD temu patronował. Zgodziłem się, bo pomysł mi się spodobał. Jestem społecznie w zarządzie fundacji. Jedyną działalność, jaką prowadzi, to dom seniora w Rumi. Jako członek zarządu starałem się monitorować jej działalność na bieżąco.

Komornik nie dał rady

W lutym 2005 r. fundacja wydzierżawiła budynek w Rumi od właścicieli, a prezes Daszuta podpisał umowę z Barbarą Kołtan. Wynajął od niej rzeczy, które kupiła do domu - wyposażenie pokoi, meble, dywany, sprzęt RTV i AGD. Wszystko warte 26 tys. 400 zł. Daszuta miał płacić co miesiąc za dzierżawę 1100 złotych. Ale od czasu podpisania umowy kobieta nie dostała od fundacji ani grosza. - Dzwoniłam do Daszuty, szukałam go w siedzibie SLD. Bez skutku. Listy dostawałam z powrotem z adnotacją, że adresat nie jest znany. Nie wiedziałam, że fundacja zmieniła adres.

W sierpniu 2005 r. inwalidka pozwała fundację. W marcu tego roku zapadł wyrok: fundacja ma zapłacić kobiecie 26 tys. zł. Kiedy "Pomoc dla rodziny" i tym razem nie zapłaciła, sprawą zajął się komornik.

We wrześniu komornik poinformował Barbarę Kołtan, że postępowanie egzekucyjne będzie umorzone. Powód? Nie dotarł do majątku fundacji, której szukał pod adresem SLD przy ul. Czerwonych Kosynierów. "Dłużnik nie prowadzi działalności gospodarczej pod adresem wskazanym przez wierzyciela. Ewentualny nowy adres dłużnika nie jest znany" - napisał komornik do kobiety.

Prezes fundacji Janusz Daszuta twierdzi, że nie ukrywa się przed komornikiem: - W ciągu miesiąca spłacimy długi. Mieliśmy pewne problemy finansowe. Po co od razu kierować sprawę do sądu? Nie unikałem pani Kołtan. Przecież nie ukryłem się w Afganistanie albo Iraku. Panu udało się ze mną skontaktować.

Dyrektor nic mi nie mówił

Wiceszef pomorskiego SLD Aleksander Żubrys twierdzi, że nic nie wiedział o kłopotach fundacji z komornikiem. - Spotykamy się co jakiś czas, ale prezes Daszuta nic mi nie mówił o jakichś zaległościach finansowych i sprawach sądowych - mówi Żubrys. - To on prowadzi działalność jako dyrektor fundacji. Zaraz będę z nim rozmawiał i zapytam, dlaczego nas nie informował o takiej sytuacji, a szczególnie o wyroku. Wiem, że na adres SLD przychodziły pisma do fundacji, ale nie wiem, co się z nimi działo. Jeśli nastąpiły uchybienia, to w pilnym trybie zbierzemy nowy zarząd.

Żubrys i jego interesy

Aleksander Żubrys

Aleksander Żubrys jest radnym SLD od 1994 r., dziś jest wiceszefem SLD na Pomorzu, kandyduje na radnego. Pierwszy raz zrobiło się o nim głośno dziesięć lat temu. Wtedy doprowadził do gigantycznego zadłużenia Wojewódzką Bibliotekę Publiczną. Jako jej dyrektor kupił od plajtującego biznesmena Janusza Leksztonia studio filmowe. W ten sposób chciał ruszyć z telewizją, która mogłaby wesprzeć lewicę w wyborach. Interes okazał się kompletną klapą dług biblioteki z odsetkami sięgnął trzech milionów złotych i nigdy nie został spłacony. Głośno o Żubrysie zrobiło się również, gdy kilka lat temu jako radny działał w Fundacji Rewaloryzacji Zabytków. Wtedy poparł budowę fabryki chemikaliów w Gdańsku. Okazało się, że koncern chemiczny zainteresowany budową wpłacił na konto fundacji 35 tys. dol.