oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Ewa Furtak - Gazeta Wyborcza 6.12.2006; dps.pl 11.12.2006)

 

Urzędnicy uznali, że prywatny dom spokojnej starości w Kozach działa nielegalnie. - Łańcuchami nas stąd nie wyciągną - zapowiadają mieszkańcy.

Anna Mateja mieszka w domu spokojnej starości w Kozach od dziewięciu lat. Pięć lat temu zamieszkał tam Bolesław Dyrda, były żołnierz Andersa. Pan Bolesław zaprzyjaźnił się z panią Anną, od czterech lat tworzą parę. Reszta mieszkańców mówi o nich Bolkowie.

- Nie damy się rozdzielić, łańcuchami nas stąd nie wyciągną - zapowiadają.

Od maja w Kozach mieszka także Maria Śmiłowska. - Nie pozwolę, żeby mnie stąd zabrano, nie przeniosę się do innego domu opieki. Jeśli zamkną to miejsce, wrócę do mojego pustego domu i tam w samotności umrę - zapowiada pani Maria.

Dom w Kozach prowadzi Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom i Ludziom Starszym AID założone przez Władysławę i Adama Kalińskich, emerytowanych nauczycieli. Mieszkańcy płacą za pobyt tyle, na ile ich stać. Trafiają tam ludzie starzy, chorzy, niepełnosprawni, opiekuje się nimi zatrudniony przez stowarzyszenie personel.

Obecnie mieszka tam 19 osób. Część została wysłana przez ośrodki pomocy społecznej. Kilkanaście dni temu ze szpitala przywieziono tam ciężko chorą, 68-letnią mieszkankę Kóz. Nieprzytomną, bez żadnej szansy na powrót do zdrowia.

- Żyła jeszcze sześć dni, umarła otoczona miłością i troską - opowiada Kalińska.

Najprawdopodobniej zmarła kobieta była ostatnią osobą przyjętą do domu Kalińskich. Urzędnicy mają bowiem poważne zastrzeżenia do działalności placówki. Ich zdaniem jednorodzinny dom nie spełnia norm budowlanych. M.in. brakuje tam windy, a korytarze są zbyt wąskie. W dodatku placówka działa nielegalnie - nie ma pozwolenia na całodobową opiekę nad osobami starszymi i niepełnosprawnymi. Wojewoda śląski, mający nadzór nad stowarzyszeniami, nałożył na Kalińskich 10 tys. zł kary, jego decyzję podtrzymało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Stowarzyszeniu grożą kolejne grzywny. W tej sytuacji 1 grudnia podjęli decyzję o likwidacji placówki. Wczoraj powiedzieli o tym mieszkańcom.

- Co z nimi będzie? - martwi się Kalińska.

Teresa Oczka, szefowa Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kozach, zapewnia, że nikt nie trafi na bruk.

- Obowiązek znalezienia miejsca dla tych osób mają gminy, na terenie których były one po raz ostatni zameldowane - tłumaczy.

Sprawą zainteresował się też bielski wicestarosta Mirosław Szemla. - Postaramy się zrobić wszystko, żeby pomóc tym ludziom, to oni w tej sytuacji są najbardziej poszkodowani - mówi wicestarosta.

Kalińska nie rozumie decyzji urzędników. - Do nas naprawdę trafiały osoby, które nie miały gdzie się podziać. Wiem, że nie spełniamy unijnych standardów, ale chyba nie to jest w tym wszystkim najważniejsze - uważają.

W domu w Kozach mieszka teraz np. Amerykanin polskiego pochodzenia, ciężko chory i niepełnosprawny, który po wypisaniu z bielskiego szpitala nie miał się gdzie podziać. Miał pieniądze, by zapłacić za opiekę, jednak nigdzie nie było dla niego miejsca. - Jestem bardzo zadowolony z opieki - mówi.

W dowód wdzięczności kupił dla placówki ksero i faks.

Pani Władysława nie zamierza płacić kary. Woli te pieniądze przeznaczyć na pomoc potrzebującym. Podjęła decyzję, że woli odsiedzieć grzywnę.

- Pójdziemy do więzienia razem z nią. My tu jesteśmy jak muszkieterowie, jeden z wszystkich, wszyscy za jednego - zapowiada Stanisław Rydel, jeden z mieszkańców...