zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Adam Zadworny, Andrzej Kulej - Gazeta Wyborcza 7.01.2007; dps.pl 9.01.2007)

 

Przetrzymywani w nielegalnym domu starców?

Czy w nielegalnym domu starców Marina są pensjonariusze, którzy przebywają tam wbrew swojej woli? Do prokuratury dotarły trzy takie zgłoszenia.

- Najbardziej boli nas to, że nie mamy środków prawnych, aby zmusić właścicieli Mariny do zalegalizowania ich działalności - przyznaje prok. Norbert Zawadzki, szef prokuratury Rejonowej Szczecin-Prawobrzeże.

Przed kilkoma dniami prokuratura umorzyła, wszczęte po publikacjach "Gazety", śledztwo w sprawie narażenia pensjonariuszy na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. Dom opieki prowadzą bracia Sz. oskarżani i skazywani za oszustwa.

Prokuratura prowadzi kolejne śledztwo - dotyczące "bezprawnego pozbawienia wolności" niektórych pensjonariuszy.

Nielegalny, ale nie ma przestępstwa

W lutym ub.r. ujawniliśmy m.in., iż położony na peryferiach miasta dom opieki Marina (miesięczny pobyt kosztuje ok. 2,5 tys. zł), oficjalnie nie istnieje. Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej, aby prowadzić taką działalność, trzeba spełnić surowe wymogi i uzyskać zezwolenie wojewody. Marina takiej zgody nie ma. Już po naszej publikacji, wojewoda ukarał właścicieli Mariny grzywną w wysokości 10 tys. zł. Jak się okazuje, to wszystko, co organa państwa mogą im zrobić.

Byli pensjonariusze Mariny, z którymi rozmawialiśmy, skarżyli się na oszustwa i zaniedbania. Chodziło m.in. o to, że właściciele domu opieki nie chcieli oddawać pobieranej od nich kaucji. - To rozliczenia cywilnoprawne, a nie przestępstwo - tłumaczy prok. Zawadzki.

Także ujawnione w Marinie zaniedbania - np. brak całodobowej opieki lekarskiej - "nie wyczerpują znamion przestępstwa".

Prokuratura nie daje jednak za wygraną. - Podjęliśmy działania pozaprawne - mówi prok. Zawadzki. - Jeden z punktów w umowach zawieranych przez Marinę może być wykorzystany do przetrzymywania pensjonariuszy w celu wyegzekwowania opłat. Musimy to sprawdzić. Możemy wystąpić z pozwami o uznanie nieważności tych umów jako niezgodnych z zasadami życia społecznego.

Większość nie kontaktuje

Syn Nadziei P. przebywającej w domu opieki braci Sz. zeznał, że jest ona tam wbrew swojej i jego woli. Chciał ją zabrać, ale bracia Sz. nie zgodzili się na to (gdy przestał płacić, przedstawili mu wezwanie do zapłaty). Prokuratura wie o jeszcze dwóch przypadkach - w jednym z nich to córka osoby przebywającej w domu opieki skarży się, iż nie może jej odebrać. W innym - to sam pensjonariusz.

- Szczegółów nie zdradzamy - mówi prok. Zawadzki.

Wiadomo jednak, że 6 grudnia śledczy w towarzystwie przedstawicieli zakładu medycyny sądowej odwiedzili Marinę, aby sprawdzić, czy ktoś przebywa tam wbrew swojej woli. Okazało się, że z 15 na 17 przebywających tam pensjonariuszy nie można w ogóle nawiązać kontaktu (w tym z Nadzieją P.), najczęściej ze względu na zaawansowaną demencję. Czyli nie da się ustalić, ilu z nich chciałoby opuścić Marinę.

- Żadna z osób nie jest u nas wbrew własnej woli. A nawet wręcz przeciwnie, niektóre osoby nam podrzucono - mówi Marek Sz., szef spółki Keja prowadzącej dom opieki.

Marek Sz. twierdzi, że bardzo chętnie oddałby niektóre przebywające tam osoby. - Za niektórych nikt nie płaci, a przecież nie jesteśmy placówką charytatywną, ale firmą, która ma przynosić zyski - wyjaśnia.

Mariną de facto kierują bracia Jacek i Leszek Sz. - wielokrotnie zarzucano im już oszustwa i wyłudzenia. Niektóre z tych spraw skończyły się wyrokiem skazującym.