oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza 9.01.2007; dps.pl, 9.01.2007)

 

Za tragiczną śmierć mieszkańca starachowickiego DPS jego dyrektor zapłaciła stanowiskiem. Starosty nie zadowoliły jej wyjaśnienia.

- Po wysłuchaniu pani dyrektor mieliśmy wrażenie, jakby nikt nie panował nad tym, co się działo w placówce. To niedopuszczalne, aby jej szefowa nie wiedziała, gdzie przebywa pensjonariusz - nie ma wątpliwości Andrzej Pruś, rzecznik prasowy starachowickiego starosty.

Przypomnijmy. Przez cztery dni policja i pracownicy DPS w Starachowicach szukali 70-letniego mężczyzny. Jeden z pensjonariuszy odnalazł go w... łazience. Mężczyznę z objawami udaru mózgu przewieziono do starachowickiego szpitala. Nieprzytomny, wyziębiony, z rozległymi odleżynami trafił na oddział neurologii. Po trzech dniach zmarł. O rażące zaniedbania pracowników domu oskarża jego rodzina. Twierdzi, że 27 grudnia nad ranem mężczyzna wstał z łóżka, poszedł do łazienki i już z niej nie wrócił. - Następnego dnia rano odebrałam telefon z DPS. Pracownica powiedziała mi, że brat męża zniknął. Pytała, czy nie ma go u nas - opowiada Lidia Lewkowicz, krewna zmarłego. Rodzina twierdzi, że przez kilka dni mężczyzna z wylewem leżał zamknięty pod prysznicem.

Pracownicy DPS zaprzeczają. Mówią, że 28 grudnia rano pensjonariusz ubrał się odświętnie i wyszedł z domu. Mógł to zrobić, bo nie był ubezwłasnowolniony. - Często wychodził, nie mówiąc nam gdzie idzie, wielokrotnie go za to upominaliśmy. W ubiegłym roku też go szukaliśmy - informuje Alina Bębas, pielęgniarka oddziałowa. Pracownicy utrzymują, że mieszkaniec wrócił do domu w sobotę, choć nikt go tego dnia nie widział. Prawdopodobnie wtedy zasłabł pod prysznicem.

Sprawę wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Starachowicach. - Badamy obie wersje i czekamy na opinię biegłego. On odpowie nam na kilka pytań, m.in. jak długo mężczyzna leżał pod prysznicem. Zrobi to jednak dopiero po zapoznaniu się z materiałami śledztwa. Konkretne ustalenie będziemy mieli pod koniec tygodnia - zapowiada Beata Wójcik, prokurator prowadząca sprawę.

Wiesławę Stąpor, która była dyrektorem DPS od 1 marca 2003 roku, zastąpiła wczoraj Dorota Krępa, dotychczas pedagog w jednym ze starachowickich gimnazjów. Pracownicy nie chcą komentować zmiany. - Dowiedzieliśmy się o tym, gdy przyszliśmy rano do pracy. Proszę mi wybaczyć, ale trudno jest nam o tym wszystkim mówić. Teraz najważniejsi są mieszkańcy domu - mówi Alina Bębas.

Także pełniąca obowiązki dyrektora nie chce wypowiadać się o sytuacji w DPS. - W świetle ostatnich wydarzeń zamierzam dokonać zmian w funkcjonowaniu domu - zapowiada Dorota Krępa. Była dyrektor jest załamana. - Starosta chciał mnie odwołać karnie. Uprosiłam go o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Żałuję, że jedno i to nie wyjaśnione zdarzenie zaważyło na mojej czteroletniej pracy w domu - żali się Wiesława Stąpor.