zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Małgorzata Wach - Gazeta Wyborcza 14.01.2007; dps.pl 18.01.2007)

 

Miasto wyłożyło ponad 1,5 miliona złotych na remont budynku w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym przy ul. Wielickiej, ale chorzy i tak nie mogą z niego korzystać, bo zabrakło 100 tysięcy na przeciwpożarową klatkę schodową. Tak przynajmniej brzmi wersja oficjalna.

O zakładzie przy ul. Wielickiej zrobiło się głośno we wrześniu ubiegłego roku. TVN wyemitował wówczas wstrząsający materiał zarejestrowany ukrytą kamerą: "Boże, pomóż mi w umieraniu" - błagała jedna z pacjentek. Inna staruszka skarżyła się, że od wielu godzin leży we własnych odchodach, a personel pozostaje głuchy na jej wołania. Na dodatek każą jej w takim stanie jeść posiłek. Sprawą zajęła się prokuratura i Narodowy Fundusz Zdrowia. "Gazeta" dotarła do informacji, które potwierdzają, że ZOL zasługiwał na uwagę śledczych, ale nie tyle z powodu złej opieki medycznej, co rażących zaniedbań w administrowaniu placówką.

Martwa budowa

W lipcu zeszłego roku miał się rozpocząć remont tzw. Pawilonu nr 1. 70 schorowanych osób, w tym 45 pacjentów oddziału psychiatrycznego, przeniesiono do innych budynków. Ówczesna dyrekcja zapewniała, że stworzono im odpowiednie warunki. Jak się dowiedziała "Gazeta", zaadaptowano na ten cel pomieszczenia służące do kinezjoterpii i fizjoterapii, a nawet bibliotekę. Na jednej z tak przygotowanych "sal" umieszczono 15 pacjentek! Tymczasem remont pawilonu się odwlekał. - Przez kilka tygodni była to martwa budowa - mówi anonimowo jeden z pracowników ZOL. - Kiedy wreszcie zaczęły się prace, budynek nie był zabezpieczony. W każdej chwili mogło dojść do tragedii.

"Gazeta" ustaliła, że za tę sytuację powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego ukarał inspektora nadzoru i kierownika budowy.

2 października w ZOL zmienił się dyrektor. Został nim dr Janusz Czekaj. Dotychczasowy dyrektor - Włodzimierz Biel - kilka tygodni wcześniej odszedł na emeryturę. Bez zmian zostały stanowiska wicedyrektorów. Na początku grudnia Pawilon nr 1, w którego remont miasto zainwestowało ponad 1,5 mln zł, miał zostać oddany do użytku. Nic z tego. Okazało się, że w budynku brakuje przeciwpożarowej klatki schodowej i straż pożarna nie zgodziła się na jego przekazanie. Dlaczego klatka nie została dobudowana, mimo że znalazła się w projekcie? Oficjalnym powodem miały być ograniczone finanse. Wicedyrektor ds. technicznych Krzysztof Pakos twierdził, że zabrakło 100 tys. zł. Tymczasem jak ustaliliśmy, w umowie, którą wicedyrektor podpisał z wykonawcą (dyr. Biel był w tym czasie na zwolnieniu lekarskim), klatka w ogóle nie została ujęta.

- Wicedyrektor Pakos tłumaczył, że przekazanie budynku jest kilkuetapowe i brak takiej klatki nie będzie stanowił problemu w użytkowaniu przynajmniej części pomieszczeń. Mijał się z prawdą - mówi dr Janusz Czekaj.

Staruszkowie do Szpitala Dziecięcego

Nowy dyrektor złożył w tej sprawie doniesienie do prokuratury.

- Uznałem, że doszło do niedopełnienia obowiązków przez wicedyrektora Pakosa - mówi dr Czekaj.

Nie udało nam się porozmawiać z wicedyrektorem. Jest w tej chwili na urlopie, ale jak poinformował jego przełożony, do pracy już nie wróci.

Zaniedbań poprzedniego kierownictwa ZOL było więcej. W placówce brakuje m.in. aparatu radiologicznego. Ten, którym dysponuje ośrodek, pochodzi sprzed 25 lat i w grudniu sanepid zabronił z niego korzystać. Tymczasem w tego typu placówce to jeden z podstawowych sprzętów. Co z pacjentami, których trzeba prześwietlić? - Dwa razy w tygodniu wozimy ich do Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu - mówi dyrektor Czekaj. - To w tej chwili jedyne sensowne rozwiązanie.

Magistrat się chwali

Tymczasem magistrat się chwali, że w projekcie tegorocznego budżetu na ZOL przewidziane jest 500 tys. zł.

- Starczy zarówno na dokończenie remontu, jak i zakup najpilniejszego sprzętu - mówi Andrzej Bohosiewicz, zastępca dyrektora wydziału spraw społecznych, który nadzoruje ZOL.

Dlaczego urząd nie zwrócił uwagi na zaniedbania w sprawie Pawilonu nr 1? - Prowadzimy nadzór od strony finansowej, a nie budowlanej. Do tego są powołane właściwe organy - ucina Andrzej Bohosiewicz.

Kiedy budynek zostanie oddany do użytku? - Musimy rozpisać przetarg na dobudowanie klatki - mówi dyrektor Czekaj. - Liczymy jednak, że po spełnieniu kilku istotnych warunków straż pożarna pozwoli na uruchomienie przynajmniej część pawilonu. Te miejsca są naszym pacjentom pilnie potrzebne.

Zakład opiekuńczo-leczniczy opiekuje się 370 pacjentami. Zdecydowana większość to osoby starsze i mocno schorowane. Trafiają tu głównie ze szpitali i domów pomocy społecznej.