oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Marek Świercz - Dziennik Zachodni 9.02.2007; dps.pl 12.02.2007)

 

Zaostrza się konflikt w Kombatancie. Związkowcy wystąpili do radnych powiatu, by ci wymusili odwołanie dyrektor Beaty Kostyry.Z kolei szef Solidarności Roman Marciniak zasiądzie na ławie oskarżonych pod zarzutem pomówienia dyrektorki. W DPS-ie kontrola goni kontrolę.

Kombatanta kontrolowali pracownicy starostwa, inspektorzy z Państwowej Inspekcji Pracy i wysłannicy Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Ci ostatni pewnie przyjadą znowu, bo związkowcy napisali do wojewody Tomasza Pietrzykowskiego, że pierwsza kontrola była "tendencyjna".

Póki co, te kontrole nie przyniosły konkretnych efektów. Inspektorzy PiP mieli sporo uwag, ale zaznaczyli, że najważniejszych spraw rozstrzygnąć nie mogą. Ich zdaniem, wypowiedzi pracowników sugerują, że w Kombatancie dochodziło do mobbingu, ale poszkodowani muszą w tej sprawie sami wystąpić do sądu. PiP uznał też, że nie jest powołany do oceny zasadności wypowiedzeń, które dostali lub mają dostać pracownicy z Solidarności. To zadanie dla sądu pracy. I wiadomo już, że się tym zajmie: pięcioro zwolnionych pracowników już się do sądu pracy odwołało.

- Przygotowuję odpowiedź na wystąpienie pokontrolne PiP -mówi krótko dyrektor Kostyra.

Kontratakują też zagrożeni zwolnieniami radni Roman Marciniak i Marek Karpe. Póki co nie można im wręczyć wypowiedzeń, bo Rada Miasta Lublińca nie wyraziła zgody. Ale, jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, ta uchwała może zostać zakwestionowana, bo nie ma uzasadnienia.

- Robi się wszystko, by nas wyrzucić - komentuje Marciniak, który przygotował właśnie pełną dokumentację konfliktu dla powiatowych radnych, których zamierza prosić o interwencję.

Niedawno prokuratura oskarżyła Marciniaka o niegospodarność. To efekt zawiadomienia złożonego przez Kostyrę kilkanaście miesięcy temu. Teraz oskarża go o pomówienie funkcjonariusza publicznego. Kostyra poskarżyła się, że Marcinak zarzucił jej fałszowanie dokumentów. - Prokurator uznał, że interes społeczny wymaga ścigania tego czynu z urzędu - tłumaczy Krzysztof Droździok, zastępca prokuratora rejonowego.