zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Agnieszka Domanowska - Gazeta Wyborcza 22.07.2007; dps.pl 26.07.2007)

 

Dramatyczna relacja z Domu Złotego Wieku w Łapach: - W łóżku obok umierał mężczyzna, wił się z bólu. Krzyczałem, prosiłem, by ktoś wezwał karetkę. Nikt nie zareagował. Mój przyjaciel umarł i przez kilka godzin tak leżał. Wtedy podjąłem decyzję: muszę uciekać.

Ciężkie życie w Domu Złotego Wieku

Tak swój kilkumiesięczny pobyt w Domu Złotego Wieku w Łapach wspomina białostoczanin Jerzy Łoszyn. Mężczyzna zgodził się opowiedzieć "Gazecie" o panujących tam warunkach. Wcześniej przypomnijmy jednak, że sprawę łapskiego domu opieki opisaliśmy już w styczniu. Ujawniliśmy wówczas, że żyje tam blisko 30 pensjonariuszy, którzy do dyspozycji mieli nieremontowane od 50 lat łazienki, gnieździli się odrapanym budynku, z dziurawymi oknami. Najgorszy był jednak panujący tam przeraźliwy odór. Po pół roku budynek nadal wygląda tak samo. Nie zmieniło się w nim nic. Po naszych publikacjach domem opieki zajęła się prokuratura. Przez pięć miesięcy śledczy przyglądali się sprawie, po czym stwierdzili, że nie się do czego przyczepić. Nie wzięli jednak pod uwagę tego, że zastrzeżenia do warunków przez cały czas ma sanepid, że dom działa bez zezwoleń urzędu wojewódzkiego, a właściciele nagminnie nie płacą kar.

- Zleciłem ponowne przyjrzenie się tej sprawie i tym razem prokuratorzy wezmą pod uwagę te wszystkie dodatkowe okoliczności - zapewnił Sławomir Luks, białostocki prokurator apelacyjny.

Historia Jerzego Łoszyna to kolejny dowód na to, że w domu opieki w Łapach dzieje się źle. Oto ona:

- Mój Boże. Dom Złotego Wieku, złota jesień życia... To jakieś bzdury. Ja to miejsce wspominam jak gehennę. Jak tam trafiłem? Tak się stało, że mój kuzyn wyrzucił mnie z mojego własnego mieszkania. Pojechałem po obiad do restauracji. A kiedy wróciłem, zastałem wymienione zamki. Na drzwiach wisiała kartka, którą napisał kuzyn: "Zamknięte. Nie wchodź tu". Zostałem bez dachu nad głową. Pojechałem do noclegowni dla bezdomnych. Po kilku dniach pojawiła się tam pewna pani. Okazało się, że jest właścicielką Domu Złotego Wieku w Łapach. Powiedziała, że mnie zabierze i pojedziemy do prawdziwego pałacu. Tak mówiła o domu opieki w Łapach. Przekonywała mnie, że będę miał dobre warunki i jak najlepszą opiekę. Uwierzyłem. Dziś żałuję. Co do samych warunków, to może i nie miałbym specjalnych zastrzeżeń, choć najczyściej tam nie było. Jednak opieka... Ech, brak słów. Nikt tam o nikogo nie dbał. Ci pensjonariusze byli pozostawieni sami sobie. Żadnego zainteresowania, nic. Większość z nich nie wychodziła na zewnątrz, bo zawsze drzwi były zamknięte. Ja mogłem wychodzić, bo jeździłem na sprawy sądowe. Walczyłem o odzyskanie mieszkania, bo wiedziałem, że nie mogę zostać w takim miejscu. Zaprzyjaźniłem się tam z takim mężczyzną. Był chory. Dużo rozmawialiśmy. Przywiązałem się do niego. Jego stan zaczął się bardzo szybko pogarszać, ale tam nie ma lekarza ani pielęgniarki. Nikt do niego nie przyszedł, nie dał środków przeciwbólowych. Rozumie pani? Nikt. Siedziałem przy jego łóżku i widziałem, jak się męczy. Kiedy zaczęła się agonia, poszedłem do jakiejś opiekunki i poprosiłem, by wezwała pogotowie. Nic. Ten człowiek umierał na moich rękach, a ja krzyczałem, żeby ktoś wezwał lekarza. Nie wiem, czy można go było uratować, ale w szpitalu dostałby przynajmniej środki przeciwbólowe. Może tak by nie cierpiał. A kiedy umarł, też nikt nie przyszedł. Siedziałem przy nim i czekałem na jakąś reakcję. Ciało zabrali dopiero po kilku godzinach. Po tym zdarzeniu nie miałem wyjścia. Wiedziałem, że nie jestem w stanie tam zostać. Nie miałem mieszkania, ale miałem samochód. Starego, dużego fiata. Zabrałem swoje rzeczy i przyjechałem do Białegostoku. Przez wiele miesięcy koczowałem w samochodzie. Co jakiś czas chodziłem się myć do kolegi, załatwiałem się w śmietniku. Wolałem tak żyć, niż patrzeć, jak umierają ludzie w Łapach. W samochodzie przemieszkałem kilka miesięcy. Wreszcie sąd wydał wyrok i we wrześniu 2006 wróciłem do swojego mieszkania.

Kiedy w lutym po raz pierwszy byliśmy w łapskim domu opieki, właścicielka zachwalała, że warunki są dobre, a pensjonariusze są zadowoleni. Dowodem na to miał być przykład pana Jerzego Łoszyna. Kobieta mówiła wówczas w "Gazecie": - Ja go przygarnęłam, bo nikt inny nie chciał.