zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Teresa Semik - Dziennik Zachodni 17.08.2007; dps.pl 4.09.2007)

 

Personel warsztatów terapeutycznych w Rudzie Śląskiej zajęty był kawą i degustacją ciasta, gdy Michał - pozbawiony opieki - upadł na ceramiczną posadzkę i stracił przytomność. Żąda teraz od miasta i ośrodka pomocy społecznej dożywotniej renty oraz ćwierć miliona złotych odszkodowania, bo wskutek upadku doznał urazu głowy i wkrótce pojawiły się napady epilepsji.

Prokuratura w Rudzie Śląskiej trzy razy umarzała postępowanie karne w sprawie nieumyślnego sprowadzenia ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Michała. Jednak albo sąd, albo prokuratura nadrzędna za każdym razem dopatrzyła się błędów w prowadzonym śledztwie i nakazywała sprawą zająć się od nowa. Prokurator Marek Ryś prowadzi ją nadal.

Woli zostać w domu

Warsztaty Terapii Zajęciowej dla osób niepełnosprawnych, w których uczestniczył 30-letni obecnie Michał, podlegają Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej, a MOPS - gminie. Nikt jednak z władz miasta i personelu opieki społecznej nie poczuwa się do winy i nie okazał rodzinie zrozumienia. Próbowano nawet zniechęcić Michała do dalszych zajęć, a w końcu on sam zaprzestał terapii. Boi się napadów padaczki i woli pozostać w domu, przy mamie i tacie, przy Ani, swojej niepełnosprawnej 27-letniej siostrze.

- Miałam wrażenie, że w ośrodku terapeutycznym próbuje mu się udowodnić symulowanie - twierdzi późniejsza opiekunka Michała, Danuta Przewieślik. Odwiedzała go w szpitalu, gdy stan był bardzo ciężki. Zauważyła, że ataki stały się potem łagodniejsze.

Małgorzata Kubela, mama chorego, mówi z żalem, że gdyby Michał nie był niepełnosprawny, inaczej by z nim postępowano i łatwiej byłoby dochodzić prawdy.

Przecież jest chory

- Kiedy w przychodni próbowałam ustalić, jakiego syn doznał uszczerbku na zdrowiu, usłyszałam od neurologa: "O co pani chodzi, przecież on i tak już jest chory" - dodaje M. Kubela. - Pomimo swojej niepełnosprawności przed wypadkiem Michał sobie lepiej radził. Brał udział z tatą w biegu przełajowym na 3 km, tańczył, rysował, a dziś boi się wyjść z domu. Przez czyjeś niedbalstwo stał się inną osobą, bardziej chorą, wymagającą jeszcze dodatkowej troski.

Nic się nie stało

Mieszkanie Kubelów w Rudzie Śląskiej pełne jest pamiątek poświęconych Ani i Michałowi. Rodzeństwo od urodzenia jest dotknięte zespołem Laurence-Moon-Biedla. Na półkach są ich uśmiechnięte fotografie, a każda potrzebna rzecz stoi na swoim miejscu, bo zanikał im wzrok. Życie zawsze było tu trudne i zawsze brakowało pieniędzy. Umieli jednak znajdować drobne radości na co dzień.

- Dzieci wymagały ciągłej uwagi i ciągłego leczenia, ale z mężem wypracowaliśmy styl życia dostosowany do ich potrzeb i nasza codzienność była w miarę normalna - chodziliśmy wszyscy na spacery, byliśmy nawet na wakacjach nad morzem. Nasze życie zmieniło się w czerwcu 2004 roku - wspomina pani Małgorzata.

Michał wrócił tego dnia z zajęć trochę nieswój.

- Spadł z krzesła, ale nic się nie stało, stłukł sobie pupę - powiedziała pielęgniarka Aneta Paduszek. - Trzeba go obserwować i na wszelki wypadek iść do neurologa.

Z upływem kolejnych godzin skarżył się na coraz silniejszy ból głowy.

- Na drugi dzień nie potrafił jeść, rozbolały go żuchwy, szedł chwiejnym krokiem, ból głowy narastał - przypomina Małgorzata Kubela. - Gdy wieczorem próbowałam mu umyć głowę, nie pozwolił jej dotknąć. Okazało się, że ma potężnego guza.

Tysiąc osiemset ataków

Pani neurolog zaleciła tabletki przeciwbólowe i leżenie w łóżku. Dlaczego Michał stracił przytomność - nie wyjaśniła. Pani neurolog pracowała również w Warsztatach Terapii Zajęciowej w Rudzie Śląskiej i osoby niepełnosprawne pozostawały pod jej medyczną opieką.

Po miesiącu pojawiły się pierwsze ataki padaczki, potem kolejne, po kilka razy dziennie. Małgorzata Kubela doliczyła się ich do dziś ponad 1.800. Wszystkie opisała w zeszytach. Choroba zelżała, ale nie ustąpiła. Do dziś teczka z dokumentacją lekarską pełna jest zaświadczeń o kolejnych wizytach lekarskich, zaleceniach, interwencji pogotowia, hospitalizacji.

Gdy Michał leżał w szpitalu, tata spał obok jego łóżka na karimacie, bo syn bał się zostać sam. Po ataku godzinami nie odzyskiwał przytomności.

- Pytam pani neurolog, skąd ta padaczka, a ona na to: "Jakie to ma teraz znaczenie?! Ma padaczkę i już" - żali się mama chorego.

Michał jest upośledzony, ale pamiętał, że ocknął się u pani pielęgniarki, Anety Paduszek z bólem głowy i nie wiedział dlaczego. Potem dodał, że z krzesła zrzucił go kolega. Co naprawdę wydarzyło się podczas podczas zajęć Warsztatów Terapii Zajęciowej?

Policjant Marek Gocha ustalił: "Pracownicy, oprócz osób, które pilnowały uczestników, przebywali w przeszklonej kuchni, gdzie odbywało się zebranie załogi". Adam Janik, opiekun Michała "porządkował wtedy krzesła w jadalni".

Terapeutka Danuta Przewieślik mówi teraz bez ogródek, że nie było żadnego zebrania. Żegnali koleżankę z pracy i wszyscy siedzieli w kuchni przy kawie i cieście. Michał był w stolarni i nikt nie mógł widzieć, co tam robi.

Zostawiony bez opieki

- Nagle jeden z podopiecznych wpadł do kuchni z krzykiem, że Michał leży na podłodze - przypomina Danuta Przewieślik. - Jego opiekun i pielęgniarka rzucili się na pomoc. Ja zajęłam się swoją grupą, w której była Ania, siostra Michała.

Ania nie widzi, ale ma wyostrzony słuch i jest bardzo związana z bratem. Słyszała ciężki, nienaturalny oddech Michała, słyszała rozmowy personelu: "Może zadzwonimy po pogotowie. Nie trzeba. Może zadzwonimy do jego mamy. Nie trzeba."

- Mam pretensje o pozostawienie go bez medycznej opieki. Może nie doszłoby do najgorszego - mówi Małgorzata Kubela.

Michał ma nadwagę, więc gdy uderzył głową w ceramiczną posadzkę, o nieszczęście nietrudno. Bankiety urodzinowe były w Warsztatach na porządku dziennym. Była więc beztroska.

Urzędnicy umywają ręce

Prezydent Rudy Śląskiej, Andrzej Stania twierdzi, że miasto nie ponosi za nic odpowiedzialności. I koniec. Co więcej, z rudzkiego magistratu i opieki społecznej docierają, także do nas, oburzające sugestie, że wszyscy pomagają mamie Michała, dają zasiłki na leki, kwalifikują jej dzieci na turnusy rehabilitacyjne, pomagają jej stowarzyszeniu, a ona taka niewdzięczna. Skargi pisze. Nagle urzędnicy zapomnieli, że ma dwoje niepełnosprawnych dzieci, i obniżono rodzinie dodatek mieszkaniowy.

Małgorzata Kubela działa w Stowarzyszeniu rodzin osób niepełnosprawnych "Nadzieja", bo razem zawsze raźniej znosić kłopoty. Boli ją postawa MOPS-u.

- Nie stwierdzono uchybień w pracy pracowników ani zaniedbań w pieczy nad uczestnikami - podtrzymuje zastępca dyrektora MOPS-u Krystian Morys.

Dyrektorka Grażyna Dziedzic jest tego samego zdania. Jednak odwołała kierownika Warsztatów Terapii Zajęciowej, Jadwigę Krajewską i powierzyła jej stanowisko koordynatora w... MOPS-ie.

- Syn cierpiał bardzo po wypadku, dziś konsekwencje tamtego zdarzenia ponosi cała nasza rodzina. Wszyscy jesteśmy więźniami jego choroby - mówi mama, Małgorzata Kubela.

Nie wiadomo, kiedy Sąd Okręgowy, cywilny w Katowicach zajmie się rozpoznaniem pozwu Michała.

Lekarze nie są zgodni

Opinie lekarzy co do choroby Michała nie są zgodne. Neurolog Jolanta Gomoluch pisze: "nie można wykluczyć tła urazowego padaczki tak samo, jak nie można jednoznacznie przyjąć, że jest ona jednym z objawów istniejącej choroby neurologicznej". Związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy upadkiem a znacznym pogrszeniem się zdrowia wykazują lekarze: Ewa Sawalach-Tomanik, Maria Grim, a także dr n. med. Maciej Maciejowski, który stwierdza, że napady padaczkowe nie występują w zespole Laurence-Moon-Biedla, którym od urodzenia jest dotknięty pacjent. Opinie dołączone zostały do sądowego pozwu.

Z kolei biegli z Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiej Akademii Medycznej w wydanej opinii dla prokuratury wykazali, że napadom padaczkowym typu "petit male", jakie występują u chorego, "nie przypisuje się etiologii urazowej i nie ma związku pomiędzy nimi i upadkiem".

 

Odmienne wersje

Krystian Morys, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rudzie Śląskiej

Nie ma wystarczających dowodów na to, żeby uznać winę pracowników Warsztatów Terapii Zajęciowej za wypadek Michała i przyczynienie się do złego stanu jego zdrowia. Przedstawiają oni odmienną wersję wydarzeń, niż czyni to mama Michała. Skoro sprawą zajmuje się już prokurator i sąd, poczekajmy na ich ustalenia.

Ocena może być różna

Jolanta Borkowska, prokurator rejonowa w Rudzie Śląskiej

Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że daną sprawę rozpoznaje prokurator po raz trzeci, jak to ma miejsce w przypadku nieumyślnego sprowadzenia ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Michała. Ocena tych samych faktów może być różna. Nie mogę ujawnić, w jakim kierunku prowadzone będzie teraz śledztwo i czy zostaną powołani nowi biegli. Na finał tej sprawy trzeba poczekać przynajmniej do końca września.