oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Aleksandra Tyczyńska - Dziennik Łódzki 18.09.2007; dps.pl 18.09.2007)

 

Danuta Moruś, 63-letnia pensjonariuszka Domu Opieki "Nestor" koło Piotrkowa, przez całą noc potwornie cierpiała. Doznała skomplikowanego złamania ręki, upadając ze schodów. Pracownicy placówki dopiero następnego dnia wezwali karetkę.

Bliscy pani Moruś są przekonani, że dyrekcja placówki miała nadzieję na ukrycie wypadku. Postanowili, że niezwłocznie zawiadomią o sprawie prokuraturę.

Dlaczego personel domu opieki nie wezwał karetki zaraz po wypadku? Dyrektor placówki Marek Środa tłumaczy: - Wezwaliśmy lekarza pierwszego kontaktu, który zaordynował pacjentce leki przeciwbólowe. Pani Moruś zasnęła. Lekarz zdecydował, że zamówimy karetkę na następny dzień rano. Zgodziliśmy się, bo przecież lekarz wie najlepiej, co robić - przekonuje dyrektor.

Bliscy pani Danuty dowiedzieli się o jej wypadku dopiero po kilku dniach. Pacjentka poskarżyła się im z jak okropnym bólem ręki musiała zmagać się do przyjazdu pogotowia. Krewni pani Danuty zawiadomili o incydencie służby wojewody łódzkiego, sprawujące nadzór nad domami opieki.

- Kiedy próbowaliśmy się dowiedzieć, co zaszło, nie od razu usłyszeliśmy prawdę - opowiada Piotr Idźkowski, krewny pani Danuty. - Nabraliśmy wówczas podejrzeń, że personel placówki chciał ukryć ten wypadek, tym bardziej że ciotka twierdziła, iż ktoś ją popchnął. Niepojęte jest dla mnie tylko to, że starszemu człowiekowi pozwolono tak długo cierpieć - oburza się Piotr Idźkowski.

Służby wojewody, nadzorujące domy opieki, rozpoczęły drobiazgową kontrolę "Nestora".

Wcześniej do służb wojewody wpłynęła informacja o podejrzeniu stosowania przemocy wobec pensjonariuszy. Nie została potwierdzona, ale spowodowała, że w placówce rozpoczęła się kompleksowa kontrola.

- Mamy podejrzenia, że w tym domu nie ma wystarczającej liczby personelu, brakuje windy, a co gorsza, pojawiły się zarzuty o wykorzystywaniu młodszych pensjonariuszy do pracy fizycznej - mówi Ryszard Szubański, zastępca dyrektora wydziału polityki społecznej w ŁUW w Łodzi. - Jeśli potwierdzi się i to, że kobiecie nie udzielono pomocy, będziemy mieli do czynienia z naruszeniem dóbr osobistych i narażeniem pensjonariuszki na niebezpieczeństwo uszczerbku na zdrowiu lub utraty życia.

Podpiotrkowski "Nestor" ma warunkowe zezwolenie wojewody na działalność. W 2005 r. przeszedł jedynie tzw. wizytację budynku. W ubiegłym roku opisywaliśmy wstrząsające relacje byłych pracownic placówki, które twierdziły, że we wronikowskim domu 20 przewlekle chorych pensjonariuszy fatalnie się traktuje, m.in. oszczędza się na porcjach żywnościowych dla nich.

Tym razem kontrola w "Nestorze" może się skończyć cofnięciem zezwolenia na prowadzenie działalności.

Średnio raz, dwa razy w roku pojawiają się alarmujące informacje o nieprawidłowościach w domach pomocy. Kontrole przeprowadza się w nich co 3 lata, ale to, co się dzieje za murami domu opieki, pozostaje straszną tajemnicą, dopóki milczenia nie przerwą byli pracownicy lub rodziny pensjonariuszy. Czasem nawet kontrola, która skutkuje złożeniem doniesienia do prokuratury, nie kończy się poważnymi konsekwencjami dla właściciela takiego domu.

W połowie 2005 r. wojewoda łódzki złożył do Prokuratury Rejonowej w Zgierzu zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez prowadzących Dom Pomocy Społecznej "Ustronie" w Grotnikach. Zawiadomienie dotyczyło też jednej z pracownic DPS i funkcjonariuszy policji z Aleksandrowa Łódzkiego. Według zebranych przez urzędników wojewody materiałów i przeprowadzonych kontroli w DPS, wynikało, że mogło dochodzić do zdarzeń zagrażających życiu pensjonariuszy. Byłe pracownice twierdziły m.in., że niewłaściwa dieta przyczyniła się do wyniszczenia organizmu jednego podopiecznego, który potem zmarł w szpitalu. Sprawę ostatecznie umorzono.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej nie uważa, by system kontroli i nadzoru był nieudolny. Zdaniem Marcina Chrapka z resortu pracy, większym problemem są całodobowe domy opieki, niezarejestrowane i działające bez zezwolenia "pensjonaty złotej jesieni". - To w stosunku do nich przygotowywane są zmiany legislacyjne - mówi Chrapek.

Trudno zrozumieć dobre samopoczucie ministerialnego urzędnika. Zwłaszcza po lekturze raportu służb wojewody łódzkiego. Z dokumentu wynika, że w woj. łódzkim na 60 domów opieki tylko 2 spełniają wszystkie wymogi dotyczące liczby zatrudnionego personelu, wyposażenia i opieki medycznej.

- Często funkcjonowanie tych domów to kompromis, bo w przypadku zamknięcia któregokolwiek z nich stanęlibyśmy przed dylematem, gdzie umieścić pensjonariuszy - dodaje Anna Czapczyk, kierownik wydziału polityki społecznej Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego.

Zdaniem prof. Kazimierza Szewczyka, wybitnego etyka medycyny, domy opieki są postrzegane przez rodziny pensjonariuszy jako "umieralnie" dla starszych, schorowanych pacjentów. - To znak naszych czasów. Te placówki muszą istnieć, bo trudno wymagać od rodziny opieki nad zniedołężniałym dziadkiem. Idea domów opieki powinna być propagowana. Mam jednak na myśli nie umieralnie, ale domy, na które są pieniądze, i które podlegają ścisłej kontroli - uważa prof. Szewczyk.