oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Maciej Czujko - Słowo Polskie/ Gazeta Wrocławska 17.09.2007; dps.pl 18.09.2007)

 

Podopieczna ośrodka prowadzonego przez zakonnice połamała miednicę i straciła władzę w nogach. Opiekunki, które tam pracują, twierdzą, że doszło do tragedii, bo jest ich za mało – dwie muszą czuwać nad 39 osobami. I dlatego mieszkańcy często są zaniedbani.

Dom Opieki Społecznej przy ulicy Farnej na Psim Polu przeznaczony jest dla kobiet przewlekle chorych psychicznie.Prowadzi go Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej, które do opieki nad mieszkańcami zatrudnia osoby świeckie. W domu pracuje ich około 60. Dwudziestu opiekunów jest niezadowolonych z tego, jak funkcjonuje zakład. Twierdzą, że to oszczędność siostry dyrektor mogła doprowadzić do wypadku. Zbigniew Rudnik, przewodniczący Solidarności Jedynki Wrocławskiej, do którego się zgłosili, powiadomił prokuraturę. Prokuratura, Kościół i MOPS zajmą się wypadkiem we wrocławskim ośrodku. Do tragedii doszło w listopadzie zeszłego roku. Podczas przeprowadzki do nowego budynku opiekunki znalazły połamaną i pokaleczoną kobietę.

– Leżała w nieprzygotowanej jeszcze części budynku, na parterze, pod dziurą w suficie. Miała głębokie otarcia na nogach i rękach – opowiada jedna z nich (opiekunki w obawie przed siostrą dyrektor nie chcą się przedstawić).

Na kłopoty kask

– Siostra zatrudnia za mało personelu i nie możemy należycie zadbać o nasze podopieczne – zwierza się inna z opiekunek. – W dzień na 39 osób na jednym piętrze przypadają dwie pracownice, a w nocy jedna. To za mało! Dlatego niektóre mieszkanki są brudne i zaniedbane. Jedna z nich w ciągu miesiąca trzy razy zraniła się w głowę. Co zrobiła siostra dyrektor? Kupiła jej kask rowerowy.

Kobiety mówią, że problemów jest więcej: jedna wanna na trzy piętra, brak bidetów, odzieży roboczej, środków czystości. Skarżą się, że siostra dyrektor traktuje je opryskliwie i robi awantury z byle powodu.

Siostra dyrektor Bożena Jadach twierdzi, że kobieta, która uległa wypadkowi, weszła do zamkniętej części budynku i tam upadła. Nie wie, jak to się stało, bo firma budowlana zabezpieczyła przejście deskami.

– Liczba pracownic ani stan wyposażenia domu nie zagrażają życiu i zdrowiu pacjentów – tłumaczy. – Zdarza się jednak, że niektóre opiekunki pełniące dyżury zaniedbują obowiązki. Siedzą bezczynnie w dyżurce i zamykają się w pokojach podopiecznych, gdy ich tam nie ma.

Także część pracowników broni jej sposobu zarządzania domem. – Do mnie siostra dyrektor odnosi się jak należy. A osoby, które się skarżą, są przewrażliwione – opowiada Jolanta Karolczak, która w domu pracuje 8 miesięcy. Zdania rodzin podopiecznych domu są podzielone. Ci, którzy nie są zadowoleni, boją się otwarcie o tym mówić. Siostry dyrektor broni Justyna Pietrzak-Wróbel. – Długo szukałam domu dla mojej 21-letniej córki. Nigdzie nie znalazłam tak dobrej opieki jak u siostry Jadach – przekonuje.

Będą badać

Według Elżbiety Szumskiej z Miejskiego Zarządu Domów Pomocy Społecznej w takich placówkach na jednego pracownika zespołu opiekuńczo-terapeutycznego powinno przypadać dwóch podopiecznych. Pracownice ośrodka twierdzą jednak, że na Farnej ten bilans jest znacznie gorszy. – Z sześćdziesięciu pracowników około dwudziestu to ochroniarze, kucharki, pracownicy biurowi. Ci ludzie nie pracują bezpośrednio przy pensjonariuszach. Codzienne kłopoty opiekunek ich nie dotyczą – mówi jedna z pracownic.

Zbigniew Rudnik zawiadomił prezydenta Wrocławia, bo jemu podlega Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

– Byli u nas pracownicy tego domu – mówi Anna Materna z MOPS-u. – Rozmawialiśmy o niskich płacach. Nie było mowy o żadnym wypadku. Jeśli dotrze do nas pismo, które złożono w magistracie, zbadamy sprawę – dodaje.

Immaculata Kiepura, przełożona prowincjalna zakonnic z Psiego Pola, wie o sprawie. Za tydzień planuje spotkanie z siostrami z domu opieki.

Również arcybiskup Marian Gołębiewski został zaangażowany w ten problem. – Przygotowuję pismo wyjaśniające dla pana Rudnika. Jednak nie wszystko jest tak, jak opisuje to związkowiec – podkreśla.

Urząd Wojewódzki, który ma prawo kontrolowania placówki, przeprowadził w tym roku dwie inspekcje. Obie nie wykazały jednak uchybień.