oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Arkadiusz Adamkowski - Gazeta Wyborcza 15.11.2007; dps.pl 23.11.2007)

Związkowcy z "Solidarności" zarzucają dyrektorowi Domu Pomocy Społecznej brak konsultacji przy podwyżkach, niechęć do dialogu. Ten odpiera zarzuty i twierdzi, że murem stoi za nim zdecydowana większość załogi.

DPS Przyjaznych Serc - oto pełna nazwa placówki, z której terapii korzysta 80 osób: dzieci i młodzież niepełnosprawni intelektualnie (50 miejsc) oraz przewlekle psychicznie chorzy dorośli (30 miejsc).

Zaczęło się od podwyżek

Piotr Ostrowicki jest tam dyrektorem od 2003 r. Kilka miesięcy temu zajął się rozdziałem podwyżek...

- Robił to sam, nie słuchając w ogóle przedstawicieli organizacji związkowej - mówi Wojciech Kępczyński, przewodniczący regionu "S".

Ostrowicki: - Przeciętnie wyszło ok. 7 proc. podwyżki. Uznałem, że ludzie pracujący na takich samych stanowiskach powinni mieć zbliżone wynagrodzenie. Chciałem odejść od poprzedniego systemu, który promował pracowników z najdłuższym stażem. To oni mieli najwyższe wynagrodzenie zasadnicze. Uznałem to za dyskryminację. Tak się złożyło, że w tej sytuacji stosunkowo najmniejsze podwyżki dostały członkinie "Solidarności". No i się zaczęło.

Dyrektor DPS-u nie zgadza się, że powinien negocjować wysokość podwyżek ze związkowcami. Podpiera się interpretacją Państwowej Inspekcji Pracy z Płocka.

Co na to Kępczyński? Nie daje za wygraną, o ostateczną wykładnię zwrócił się do Głównego Inspektora Pracy. - Powinienem ją mieć lada dzień - zapowiada. Dodatkowo zarzuca dyrektorowi mobbing, wywieranie niedozwolonego wpływu na pracowników: - Tam brakuje jakiegokolwiek dialogu, ciągle dochodzi do konfliktów.

Dyrektor i prezes

Ostatnio w sukurs związkowcom przyszła radna Wioletta Kulpa. Złożyła interpelację. Zaczęła ją tak: "Od wielu miesięcy docierają do mnie niepokojące sygnały dotyczące złej atmosfery pracy w Domu Pomocy Społecznej Przyjaznych Serc.

Poza podwyżkami punktem zapalnym jest Fundacja "Panaceum". Powstała w 2005 r., by wspierać instytucje działające na rzecz niepełnosprawnych, szczególnie DPS przy Krótkiej. Jej prezesem jest dyrektor Ostrowicki, a wolontariuszami pracownicy DPS-u.

Wioletta Kulpa zastanawia się, czy nie ma tu konfliktu interesów. Pisze: "Funkcjonowanie tego typu organizacji, jak stowarzyszenia lub fundacje, szczególnie jeśli w swoich statutach i zakresie działalności mają wpisaną pomoc innym osobom, jest bardzo szczytnym celem. Ale pomoc i praca w tego typu organizacjach powinna być oparta na szczerej chęci pomocy, czyli wolontariatu. Nie należy oczekiwać nic w zamian, mam tu na myśli nagradzanie pracowników pracujących na rzecz Fundacji w ramach funduszu płac Domu. Jeśli takie przypuszczenia okażą się faktem, jest to niedopuszczalne działanie, które winno być w sposób zdecydowany napiętnowane".

- Fundacja zbiera pieniądze, opracowuje projekty na rzecz mieszkańców Domu - odpiera Piotr Ostrowicki. - Taki model współpracy spotyka się w coraz większej liczbie DPS-ów, jest popularny na Zachodzie. Wolontariuszami jest tylko kilku pracowników Domu. Dla fundacji działają poza godzinami pracy. Nie płacę im za to z budżetu DPS-u, od zaangażowania w Fundację nie uzależniam podwyżek.

Oddzielne szatnie

Wioletta Kulpa wylicza inne zarzuty. Pyta: - Dlaczego pracownicy nie mogą kupować obiadów w stołówce Domu?

Ostrowicki: - Pani radna powinna wiedzieć, że w samodzielnej jednostce budżetowej jest to niemożliwe, bo nie prowadzi działalności gospodarczej.

Kulpa: - Dyrektor nie wyznaczył pokoju socjalnego, w którym pracownicy mogliby spożywać posiłki. Muszą to robić przy łóżkach podopiecznych.

Ostrowicki: - Przecież mamy dobrze wyposażone aneksy kuchenne, a poza tym ogólną jadalnię. Moją ideą jest tworzenie wspólnego Domu, dlaczego pracownicy mieliby separować się? Z pedagogicznego punktu widzenia byłaby to sytuacja świadcząca o ich lekceważącym stosunku do mieszkańców i o niezrozumieniu zasad, jakie powinny obowiązywać w domu pomocy społecznej. Gdybym miał utworzyć oddzielną jadalnię, musiałbym to zrobić kosztem pomieszczeń wykorzystywanych przez naszych podopiecznych. Podobnie z szatnią. Zdaniem radnej Kulpy powinny być dwie oddzielne - dla kobiet i mężczyzn. Tymczasem w kilkudziesięcioosobowej załodze mam tylko trzech mężczyzn, w tym dwóch na pół etatu. Czy jest sens wydzielania jeszcze jednego pomieszczenia, skoro zdecydowana większość załogi uważa, że obecna sytuacja nie narusza prywatności? Czekam na opinię inspekcji pracy. Oczywiście, jeśli będę musiał, zrobię i dodatkową szatnię, i jadalnię.

Ratusz kontroluje

Piotr Ostrowicki informuje, że zatrudnia ok. 60 osób. Do "Solidarności" należy 11. - Większość załogi mnie popiera - przekonuje. Potwierdza Sylwia Stolarska: - Kilka osób sieje ferment, boli je, że są ludzie, którzy z własnej woli oddają podopiecznym swój prywatny czas, niczego w zamian nie oczekując.

- Jestem osobiście zaangażowana w działalność Fundacji - dodaje Dorota Łukaszewicz. - Razem z innymi koleżankami szukamy sponsorów, piszemy projekty na rzecz mieszkańców, dzięki temu ludzie chorzy mają urozmaiconą formę terapii. Nie dostajemy za to pieniędzy, nie liczymy na premie. Wystarczy, że napiszą o nas media i że wymienią nas jako autorów projektu.

Wczoraj nie udało nam się porozmawiać z Piotrem Kuberą, wiceprezydentem odpowiedzialnym za pomoc społeczną (jest za granicą). O opinię poprosiliśmy Marzenę Kalaszczyńską, rzecznika niepełnosprawnych. - Nie chcę odnosić się do kwestii związanych z pieniędzmi, podwyżkami czy sposobami ich uzgadniania - oświadczyła. - Niech to skontrolują wyspecjalizowane służby. A co do spraw merytorycznych... Jestem częstym gościem Domu, mogę więc zaobserwować, że jego mieszkańcy są zadbani, potwierdzam, że mają do dyspozycji dużo urozmaiconych zajęć, specjalnie przygotowanych programów. Pod tym względem można ten Dom nazwać wyjątkowym.

W DPS-ie właśnie trwa kontrola urzędu miasta. Jej wyniki mogą być znane do końca listopada. - W ostatnim czasie takich kontroli miałem już 14 - podlicza dyrektor Ostrowicki.