zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(źródło: TVN Uwaga 21 - 22.11.2007; dps.pl 7.12.2007)

Koszmar podopiecznych DPS-u

Poniżenie, głodzenie, zaniedbywanie higieny ciężko chorych osób i wreszcie okradanie ich z pieniędzy. Tak wyglądała codzienność w Domu Pomocy Społecznej we Wieleniu w Wielkopolsce. Jak to możliwe, że latami nikt nie dostrzegał problemu?

W samorządowym Domu Pomocy Społecznej we Wieleniu w Wielkopolsce mieszka 61 pacjentów. Są to mężczyźni w większości chorzy na schizofrenię. Pacjenci pozbawieni byli podstawowych środków czystości. Kilka osób chodziło w jednych butach. Nosili stare, zniszczone ubrania. Nie mieli co jeść, gdyż oszczędza się na żywności.

O tragicznej sytuacji podopiecznych Domu Pomocy Społecznej we Wieleniu poinformował dziennikarzy UWAGI! pracownik.

- Była jedna miska z wodą, w której myto mężczyzn. Myci byli jedną gąbką i to używaną nie przez miesiąc, a do momentu, aż zgniła. Dopiero wtedy litowano się i kupowano nową - opowiada Sławomir Pieścikowski, pracownik DPS.

W ośrodku było brudno, sanitariaty są w opłakanym stanie. Łóżka, na których leżeli pensjonariusze, nie były wymieniane latami. Podobnie jak podarta pościel. Aby udowodnić swoje słowa, Sławomir Pieścikowski zrobił dokumentację fotograficzną. Dziennikarze UWAGI! chcieli sfilmować pomieszkania DPS-u, ale na to nie zgodził się ówczesny dyrektor.

- To są ich osobiste rzeczy. Osobiste pokoje, do których nawet my nie wchodzimy. Wchodzimy tylko w wyjątkowych wypadkach, gdy jesteśmy zapraszani - powiedział Marian Słomianny, odwołany już dyrektor DPS

Wielu spośród pensjonariuszy nie chodzi i nie mówi. Nie mogą więc nikogo do siebie zaprosić. Inni skarżą się na warunki, w jakich zmuszeni są żyć.

- Jesteśmy pacjentami. Jesteśmy ubezpieczeni. Dlaczego musimy za swoje pieniądze kupować leki od bólu głowy, przeciw biegunce, na serce? Jak prosimy, to ich nie dają. Mamy kupować z kieszonkowego - skarży się pensjonariusz.

- Miałem jedną parę spodni przez 11 lat. Dopiero po kontroli, kupili spodnie, kurtki. Dostałem dwie pary butów. Ale to dopiero w zeszłym miesiącu - opowiada podopieczny DPS-u przy ul. Chopina.

Kontrolę w DPS-ie przeprowadziło Starostwo Powiatowe po tym, jak o fatalnej sytuacji poinformował ich Sławomir Pieścikowski. Z wizytą przyszli też przedstawiciele Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu. Kontrola potwierdziła zarzuty i wykazała szereg innych zaniedbań. Jak się okazało, w roku 2006 na jednego mieszkańca domu przypadała jedna rolka papieru toaletowego na miesiąc. Podopiecznym od siedmiu lat nie kupowano nowej odzieży. Spali bez poduszek i kołder.

Pracownicy DPS-u nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami UWAGI! Ich zdaniem nic się nie dzieje.

Co o skandalicznej sytuacji mówią przełożeni byłego dyrektora DPS-u? Jak to możliwe, że latami nikt nie dostrzegał problemu?


Poniżani podopieczni

Wracamy do sprawy samorządowego Domu Pomocy Społecznej we Wieleniu, gdzie pacjenci latami żyli w opłakanych warunkach. Kontrola wykazała, że w roku 2006 na jednego mieszkańca domu przypadała jedna rolka papieru toaletowego na miesiąc. Podopiecznym od siedmiu lat nie kupowano nowej odzieży. Spali bez poduszek i kołder. Jak to możliwe, że latami nikt nie dostrzegał problemu?

O skandalicznych warunkach panujących w Domu Pomocy Społecznej we Wieleniu wszyscy wiedzieli od dawna. Kontrole jednak niczego nie ujawniały.

- To świadczy o fasadowości działania urzędników - mówi Paweł Rożyński, wicewojewoda Wielkopolski.

Są osoby, które nawet po ujawnieniu afery twierdzą, że wszystko jest w porządku.

- Warunki są zgodne ze standardami. Wszystko jest w porządku. To nie jest XIX-wieczny DPS. To jest normalny Dom Pomocy Społecznej - uważa Elżbieta Pertek, szefowa PCP w Trzciance.

Skarga jednej osoby doprowadziła do niezapowiedzianej kontroli w ośrodku. Po wizytacji DPS-u, inspektorzy z Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu dostrzegają patologie i potwierdzają zarzuty. Błędy potwierdza też Starostwo Powiatowe.

- Zdjęcia pokazują fakty. Nie są przekłamane - mówi Wiesław Maszewski, starosta powiatowy w Czarnkowie.

Wcześniej DPS kontrolerzy z UW odwiedzali wielokrotnie. Jednak za każdym razem uznawali, że placówka spełnia normy.

Dlaczego nikt wcześniej nie zaalarmował odpowiednich instytucji?

- Ja się chorobami zajmuję. Nie żałuję, że tego nie zgłosiłem. Nie jestem donosicielem - powiedział lekarz rodzinny Konrad Kaczmarek, który zajmował się podopiecznymi DPS-u.