oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz Za szklanymi drzwiami willi przy ul. Jasnogórskiej 36 zawsze parkuje mnóstwo wózków. Zwykłe dziecięce spacerówki, większe - inwalidzkie i przedziwne drewniane, z pasami przytrzymującymi ręce i nogi. Stoją w bajecznie ustrojonych korytarzach, wśród ścian z postaciami krasnali, uśmiechniętych zwierzątek i kwiatów we wszystkich kolorach. Właściciele wózków nie mogą chodzić, a często także nie mówią i nie widzą. Codziennie przyjeżdżają tutaj ze swoimi rodzicami.

To Centrum Pomocy Dziecku Niepełnosprawnemu i Jego Rodzinie. Jedyna w regionie placówka, w której wymagające rehabilitacji i specjalistycznej opieki dziecko poza pomocą medyczną może liczyć także wsparcie psychologa, logopedy, pedagoga. Pomagają im znaleźć swoje miejsce w świecie i - w miarę możliwości - radzić sobie w przyszłości między ludźmi.

- Każdy w życiu potrzebuje samodzielności - mówi Agnieszka Krzemińska, kierownik centrum. - Dla rozwoju dziecka niezwykle ważne jest, by samo mogło wziąć sobie zabawkę, by przemieściło się choćby do innego pokoju, nie czekając, aż wyręczą go inni.

Jak w rodzinie

Rodzinna atmosfera jest jedynym z elementów terapii. Dlatego nie obowiązują tu sztywne formy. - Ciociu, daj pić - prosi maluch, wspinając się kuchennego okienka.

Większość dzieci, które tutaj trafiają, cierpi na porażenie mózgowe. Każde ma swojego opiekuna-terapeutę, z którym przechodzi wszystkie etapy rehabilitacji. Zgodnie z metodą Weroniki Sherbrone pracownicy Centrum, by pokonać barierę nieufności, często przytulają swoich podopiecznych, huśtają ich. - To wspomaga rozwój, otwiera dziecko na świat, zwiększa ufność do terapeuty, zaspokaja potrzebę akceptacji, wycisza nadpobudliwe zachowania - tłumaczą.

"Hej, sokoły..." śpiewa gromadka siedzących na wózkach dzieciaków. 14-letnia Dagmara nadaje ton całemu zespołowi Ptaki. Śpiewa solówki, proponuje kolejne piosenki. Pan Wojtek przygrywa na elektrycznym pianinku, a 12-letni Adrian - śwista na organkach. Muzykoterapia to ulubione zajęcia większości dzieci niepełnosprawnych. Nawet jeśli nie bardzo potrafią wymawiać słowa, chcą je wyśpiewać. Albo choć zanucić melodię i wybić rytm. To daje im poczucie uczestnictwa we wspólnym śpiewaniu. Kiedy odwiedziliśmy Centrum przy Jasnogórskiej, dzieci właśnie przygotowywały się do występu z okazji dziesięciolecia.

Borys i masaże

Przyjacielem dzieci jest pies Borys, dziewięciomiesięczny wytresowany goldenriver. - Dogoterapia jest doskonałym uzupełnieniem rehabilitacji, pomaga przełamać strach. Nawet chęć pogłaskania psa to ćwiczenie, które rozrusza unieruchomione przykurczami rączki - tłumaczy prowadzący te zajęcia Paweł Wróblewski.

Borys, który przypomina wielką złocistą maskotkę, łasi się do sześcioletniego Adriana, leżącego na wielkim fotelo-worku. Widać, że dziecku sprawia to ogromną radość, wodzi oczyma za każdym ruchem psiej mordy. Pięcioletni Tomek, który potrafi już sam pełzać na czworakach, czułym gestem obejmuje szyję psa.

Przed chłopcami jeszcze długa rehabilitacja: masaże, ćwiczenia, przełamywanie strachu przed każdym krokiem. Rehabilitacja wymaga ogromnej cierpliwości, w wielu przypadkach efekty widzi się dopiero po latach. Zależą od stopnia choroby dziecka. - Pracujemy metodą małych kroczków. Od rehabilitanta wymaga się nie tylko fachowego przygotowania, ale także umiejętności zrozumienia potrzeb dziecka niepełnosprawnego i nawiązania bliskiego kontaktu. Gdy zyska zaufanie malucha, proces rewalidacji przebiega o wiele lepiej - opowiadają pedagodzy.

Przyjacielskie światło

Centrum nie kojarzy się dzieciom tylko z trudnymi ćwiczeniami, bo mnóstwo tu zabawek, przytulanek, kolorowych plansz, piłek, miękkich klocków. Rehabilitanci włączają do zabiegów elementy zabawy. 90 procent podopiecznych ma kłopoty z wymową, więc logopeda Magdalena Rokicka uczy dzieci prawidłowego oddychania na ogromnej piłce. Aparat w kształcie krowy pomaga wypowiadać dźwięki. Kolorowa nakładka na komputer ułatwia trafienie we właściwy klawisz.

Dumą jest unikatowa "sala doświadczania świata" (snoozelen), pełna świecących lampek, pęków roziskrzonych światłowodów, podświetlanych kolumn wodnych, przycisków uruchamiających światło i dźwięk. Czteroletnia Bożenka łapie wirujące po materacach świetlne punkciki. W ten sposób uczy się kolorów i próbuje stawać, zapalając po kolei zamontowane na ścianie rybki. - Zgromadzone tu urządzenia działają na wszystkie zmysły, wzbudzają ciekawość, uczą koordynacji ruchów, pomagają dojrzeć światło także słabo widzącym - tłumaczy rehabilitantka.

Dziesięć świeczek na torcie

Centrum powstało jako realizacja marzenie rodziców chorych dzieci. Najpierw założyli Stowarzyszenie "Razem", potem wydeptywali u władz zgodę na powołanie w mieście ośrodka rehabilitacyjno-wychowawczego. Jak ważne jest jego istnienie zrozumie tylko ktoś, kto musiał jeździć z dzieckiem od lekarza do rehabilitanta, od logopedy do psychologa. Albo nosić sparaliżowanego nastolatka po schodach i korytarzach. Tu mają wszystko w jednym miejscu. Jedną z inicjatorek była Genowefa Modłasiak, prezes stowarzyszenia i mama niepełnosprawnej Kasi, dziś studentki Politechniki. Ideę poparła Zofia Pomes, nieżyjąca już dyrektor MOPS.

Początkowo zajęcia odbywały się w jednej sali przy ul. Jasnogórskiej. Uczestniczyło w nich 12 dzieci i 2 terapeutki, które szkoliły się w najlepszych ośrodkach w całej Polsce, m.in. we Wrocławiu, Giszowcu, Krakowie-Prokocimiu. W 1997 r., po generalnym remoncie domu (dzieci ćwiczyły wtedy w przedszkolu przy ul. Kosmowskiej), powstał nowoczesny ośrodek rehabilitacji. Jest tu dom dziennego pobytu, ośrodek rehabilitacji i ośrodek konsultacji dla rodziców. Oferuje pełną gamę zabiegów z fizykoterapii (lampa bioptron, okłady żelowe), hydroterapii (basen, wanna do masażu podwodnego), kinezyterapii (rowery, steppery). Odbywają się zajęcia z hipo- i dogoterapii. Centrum wprowadza nowe metody rewalidacji za pomocą sprzętu komputerowego, komunikatorów pozwalających na kontakt z niesprawnym i nie mówiącym dzieckiem czy stymulatorów mowy.

W 1999 r Centrum uhonorowano nagrodą specjalną Ministra Pracy i Polityki Społecznej. Ośrodek jest jednym z organizatorów festiwalu Muzyczna Scena Integracji. Podopieczni mają zespół muzyczny Ptaki i teatrzyk A-Psik, który rok temu brał udział w Przeglądzie Małych Form Teatralnych.

W centrum 31 dzieci codziennie uczestniczy w zajęciach. 93 dzieci przychodzi na rehabilitację. Pracuje z nimi: 9 rehabilitantów, 7 pedagogów, 2 logopedów, muzykoterapeuta, psycholog, lekarz, opiekunka (pomaga m.in. przy karmieniu, ubieraniu, przewijaniu dzieci), 3 kucharki, 2 sprzątaczki, pan "złota rączka", kierownik oraz grono wolontariuszy.

Rozmowa na jubileusz

Agnieszka Krzemińska jest kierownikiem Centrum od początku jego istnienia. Trafiła tu zaraz po studiach na WSP. Od dawna interesowała się pedagogiką specjalną, pracę dyplomową pisała u prof. Janiny Wyczesany z UJ, która zachęciła ją do pomocy niepełnosprawnym dzieciom. W ośrodku spędza też dużo wolnego czasu. Interesuje się fotografią i podróżuje.

Wioleta Bąk: Dla kogo pracujecie?

Agnieszka Krzemińska: Większość naszych podopiecznych przeszła porażenie mózgowe, ale są także dzieci z rozszczepami kręgosłupa, wodogłowiem, po wylewach, wypadkach, operacjach... Mają różny stopień niepełnosprawności ruchowej. Z nią łączą się różne upośledzenia umysłowe, kłopoty ze wzrokiem, słuchem, cechy autyzmu. Pomagamy dzieciom do 18. roku życia, działamy jako ośrodek tzw. wczesnej interwencji, najmłodszy pacjent ma dwa miesiące. Im wcześniej rozpocznie się rehabilitacja, tym większe szanse powodzenia.

Macie sukcesy...

- Dla nas sukcesem jest takie przygotowanie dziecka, by mogło uczestniczyć w zajęciach szkoły integracyjnej lub zwykłej. Mamy sporo takich wychowanków.

Centrum działa w ramach MOPS. Zabiegi są drogie, a wiadomo, że na pomoc społeczną brakuje funduszy.

- Jakoś sobie radzimy. Mamy szczęście. Ciężkie momenty były, ale zawsze trafiałam na dobrych ludzi, którzy spieszyli z finansowym wsparciem. Z budżetu miejskiego otrzymujemy pieniądze na media i płace. Wciąż szukamy sponsorów, którzy sfinansują nowe urządzenia rehabilitacyjne. Tylko w tym roku otrzymaliśmy od sponsorów sprzęt wart ponad 20 tys. zł, firma ubezpieczeniowa dała dzieciom dwa specjalistyczne wózki. Poza tym część podopiecznych płaci niewygórowane stawki.

O jakim jeszcze sprzęcie marzycie?

- Przydałyby się pionizatory, dzięki którym można rozpocząć naukę samodzielnego chodzenia. Mam nadzieje, że uda się znaleźć sponsora, dzięki któremu je kupimy.

Czy możecie pomóc wszystkim potrzebującym?

- Staramy się jednak nie odmawiać nikomu, kto się do nas zwraca. Nie mówimy "nie ma miejsca", tylko: trzeba trochę poczekać i instruujemy, jakie ćwiczenia można wykonywać w domu. Czasem proponujemy też rehabilitację raz w tygodniu. To lepiej niż wcale.

DLA GAZETY

Hubert, 15 lat, jeden z pierwszych pacjentów: - Z Centrum kojarzą mi się wyłącznie dobre wspomnienia: dużo zabawy, spacery, piaskownica. Kiedy tu po raz pierwszy przyszedłem, nie miałem jeszcze sześciu lat. Przeszedłem wiele zabiegów i ćwiczeń, spotkałem rehabilitantów, dzięki którym mogę chwytać ręką. Myślę, że gdybym tu nie trafił, byłoby o wiele gorzej. Teraz uczę się w gimnazjum, chcę iść do liceum.

Katarzyna Modłasiak, 25 lat, obecnie studentka Politechniki: - Dzięki rehabilitacji zahamowany został postęp choroby, mogę się samodzielnie poruszać, studiować. To wspaniałe, że jest miejsce, w którym osoby, które mimo problemów ze zdrowiem uczą się lub studiują, mogą popołudniami lub w weekendy poprawiać swoją sprawność. Dzięki Centrum mama zaszczepiła we mnie chęć pomocy, sam też działam na rzecz integracji niepełnosprawnych.