oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(rozmowę przeprowadziła Hanna Gramowska - MEDI 2/2008; dps.pl 8.07.2008)

Rozmowa z  Janiną Mirończuk - Dyrektorem Hospicjum "Światło" w Toruniu

 

Hanna Gramowska: W prowadzonym przez Panią hospicjum stosuje się felinoterapię. Na czym ona polega?

 

Janina Mirończuk: Jest to forma terapii z udziałem kota. Zwierzę to jest bardzo ciepłe, miłe w dotyku i kontakt z nim odczuwa się jako coś miłego. Dodatkowo jego mruczenie oraz dotyk działają na człowieka uspokajająco. Obecność kota traktuje się również jako bodziec do działania, ponieważ pacjent, który widzi zwierzę, odczuwa chęć pogłaskania go.

 

HG: W przypadku jakich pacjentów stosuje Pani tę formę terapii?

 

JM: W naszym ośrodku koty biorą udział w terapii osób w stanie wegetatywnym. Wychodzimy z

założenia, że osoby te widzą, słyszą i czują, tylko nie mogą z nami rozmawiać. Naszym celem jest nawiązanie z nimi kontaktu. W takim przypadku kot traktowany jest jako bodziec, który ma wywołać pewną reakcję. Może to być ruch palca, ręki, czy mrugnięcie okiem. Każda reakcja pacjenta świadczy bowiem o tym, że rehabilitacja przynosi pozytywne efekty.

 

HG: Jak dokładnie wygląda terapia z udziałem kotów?

 

JM: Wszystko zależy od stanu zdrowia pacjenta. Jeśli pacjent jest ciężko chory i nie ma z nim kontaktu, terapeuta kładzie kota przy danej osobie i np. głaszcze zwierzę jego ręką. Jeśli pacjent wykazuje jakieś reakcje na bodźce, terapeuta kładzie kota np. na ramieniu chorego i mówi mu, że musi trzymać zwierzę, bo inaczej kot spadnie. Pacjent stara się wówczas nie dopuścić do takiej sytuacji, przez co zmuszony jest do pewnej formy aktywności. Dzięki takim ćwiczeniom aktywizuje on swoje mięśnie, przyczyniając się do pozytywnych efektów rehabilitacji.

 

HG: Jakie są efekty takiej terapii?

 

JM: Na pewno nie są to efekty natychmiastowe, ponieważ nasi pacjenci są w bardzo ciężkim stanie. Mieliśmy jednak pacjentkę, którą kot jednoznacznie wybudził ze śpiączki. Nasz pierwszy kot spędzał bardzo dużo czasu na jej łóżku. Początkowo pielęgniarki były temu przeciwne i zdejmowały zwierzę z łóżka. Kot jednak ciągle wracał i układał się koło chorej. Od matki pacjentki dowiedzieliśmy się, że jej córka całe życie miała koty i bardzo lubi te zwierzęta. Rodzinie zależało więc na kontynuowaniu terapii. Po pewnym czasie, podczas głaskania kota, pacjentka otworzyła oczy, co było ogromnym sukcesem. Dziś ta osoba jest już w domu ze swoją rodziną i można się z nią normalnie porozumiewać. Co prawda, ze względu na skutki uszkodzenia tkanki mózgowej, musi jeździć na wózku inwalidzkim, jednak najważniejsze jest, że wyszła ze śpiączki i może żyć wśród swoich bliskich.

 

HG: Czy koty biorące udział w felinoterapii muszą być do tego specjalnie przygotowane?

 

JM: Do terapii nie nadają się koty, które są agresywne, nieobliczalne i nieprzyzwyczajone do obecności dużej liczby osób czy hałasu. W naszym ośrodku dbamy o to, by kot przebywał z nami od początku swojego życia i był do nas przyzwyczajony. Jeden z kociaków urodził się nawet w moim gabinecie, więc dorastając, oswajał się z ludźmi pracującymi w ośrodku oraz z warunkami, które w nim panują. Kot ten był bardzo spokojny, cierpliwy i lubił się tulić do ludzi. Został więc przygotowany przez nas do felinoterapii i brał w niej udział.

 

HG: Czy kot-terapeuta musi przejść jakieś badania?

 

JM: Oczywiście tak. Nasze koty są badane i szczepione. Mają też własne książeczki zdrowia. Nie możemy bowiem narażać pacjentów na dodatkowe infekcje.

 

HG: Czy felinoterapia ma jakieś wady?

 

JM: Terapia ta z pewnością jest trudniejsza niż terapia z udziałem psa. Pies jest bowiem zwierzęciem, które można wytresować tak, by wykonywało konkretne polecenia. Kota nie da się wytresować, ponieważ zwierzę to ma charakter indywidualisty. Kot sam musi mieć ochotę na udział w terapii. Nie da się go do niczego zmusić. Dlatego tak ważne jest, by zwierzę to od urodzenia przebywało wśród ludzi i lubiło z nimi obcować.

 

HG: Czy są jakieś przeciwwskazania do terapii z udziałem kotów?

 

JM: Na pewno przeciwwskazaniem jest alergia na sierść kota. W takim przypadku pacjent nie uczestniczy w felinoterapii. Podobnie należy postąpić w przypadku, gdy rodzina nie wyraża zgody na kontakt pacjenta ze zwierzęciem. W naszym ośrodku spotykamy się jednak z odwrotną reakcją rodziny. Krewni sami proszą, by pacjent uczestniczył w zoo terapii i dopytują o termin kolejnych zajęć.

 

HG: Proszę jeszcze powiedzieć, czy to prawda, że kot szczególnie chętnie przytula się do chorych miejsc na ciele człowieka. Czy zaobserwowała Pani takie zachowanie tych zwierząt?

 

JM: Tak, przekonałam się o tym na własnym przykładzie. Mój kot szczególnie często przytulał się do mojego ramienia, które bardzo mnie bolało. Co ciekawe, kot kładł się przy nim już zanim zaczęłam odczuwać ból. Również u jednej z pacjentek kot upodobał sobie jej brzuch. Po pewnym czasie okazało się, że osoba ta miała złamaną miednicę. Myślę więc, że koty rzeczywiście wyczuwają pewne schorzenia.

 

HG: Dziękuję za rozmowę.