zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Na widok Dzidzi i Nutka - tak zdrobniale nazywają się dwa potężne alaskan malamuty, w ośrodku terapii niepełnosprawnych �Troska� przy Rojnej w Łodzi - zaczyna się wrzawa. Za chwilę rozpocznie się upragnione spotkanie z psami. � Idą, idą � krzyczą dzieci.

Dzidzia i Nutek pracują tu dopiero od czerwca. Ze swoimi przyjaciółmi z ośrodka znały się z kilku spotkań. Teraz biorą udział w pierwszych w Łodzi zajęciach terapeutycznych zwanych w Polsce dogoterapią.

� Zaczęło się od spotkań organizowanych przez łódzką Straż Miejską na rzecz naszego ośrodka. Na jedną z takich imprez zaproszono ludzi z łódzkiego Klubu Przyjaciół Wilków i Psów Północy �Wataha� wraz z ich psami zaprzęgowymi � mówi śmiejąc się Mariola Wojtenia, dyrektor ośrodka przy ulicy Rojnej. � Wcześniej słyszeliśmy o dogoterapii prowadzonej w innych ośrodkach. Ale reakcja dzieci na widok piesków przeszła nasze oczekiwania. Po pierwszym spotkaniu myśleliśmy sobie, że dobrze by było, gdyby pieski pojawiły się jeszcze raz � dodaje.

Psy zaprzęgowe, psy do tarmoszenia

Łódzki klub jest jednym z kilkunastu w Polsce, który zrzesza wielbicieli i posiadaczy psów ras alaskan malamute, syberian husky i samojedów, popularnie zwanych psami zaprzęgowymi. Rasy te, oprócz tego, że stworzone są do współdziałania w zaprzęgach, cechuje ogromna inteligencja, cierpliwość, oddanie i znikoma agresja. Dzieci mogą się na nich kłaść, tarmosić za uszy, głaskać. Od lat na świecie te rasy są wykorzystywane w dogoterapii.

� Nie każdy pies nadaje się do kontaktów z upośledzonymi dziećmi � tłumaczą Iza i Jacek Zawadzcy, opiekunowie Dzidzi i Nutka, i wolontariusze z �Watahy�, którzy jako pierwsi w Łodzi zdecydowali się poświęcić swój czas, by prowadzić warsztaty terapeutyczne ze specjalnie szkolonymi czworonogami. � Te psy nie mogą się wystraszyć nieskoordynowanych ruchów dzieci.

Przybycie psiaków wywołuje różne reakcje. Jedne dzieci się boją, inne biegają, krzyczą z radości. � Na razie przyprowadzamy tylko dwa psy. Dzieci muszą się z nimi zaprzyjaźnić. Najpełniejszy rozwój uzyskuje się, gdy dziecko stworzy ze zwierzęciem związek przyjacielski � tłumaczy istotę spotkań Iza Zawadzka.

Już po kilku spotkaniach widać u niektórych dzieci odmianę. Zanurzając łapki w miękkiej sierści psów, przytulając się � śmieją się.

� Łapka, ogonek, ząbki � wyliczają dzieciaki. Starają się pytać i formułować odpowiedzi, a kontakt z czworonogami sprawia, że dzieci, na co dzień zamknięte w sobie, stają się otwarte. Śmieją się, a przy tym pracują mięśnie ich twarzy i brzucha. Inne próbują gonić pieski tak jak potrafią � czołgają się, chodzą na czworakach. Niektóre prostują zaciśnięte dotąd piąstki, tylko po to, by pogłaskać psa. Inne chcą je karmić. To niewymuszona forma ćwiczeń, do których często trudno je było namówić.

� Dzieci są ożywione, bardzo często na ich twarzach pojawia się długo niewidziany uśmiech. Przy wielu schorzeniach, jakie mają podopieczni z ośrodka, każdy wykonany gest jest bardzo ważny. Ciekawość i zainteresowanie powodują, że chcą zacząć mówić, czy poruszać się. Dla człowieka zdrowego to banał, ale dla tych dzieci to bardzo dużo � mówi Wojtenia.

Dzidzia i Nutek cierpliwie znoszą oblężenie. Wszystko pod czujnym okiem Zawadzkich i terapeutów z ośrodka, którzy z dogoterapią wiążą spore nadzieje. � Próbujemy nawet nowatorskich metod � podkreśla pani dyrektor. Przyznaje, że nie boi się tej terapii. � Każda metoda kiedyś była pierwsza. Mamy szczęście, bo z rodzicami dzieci świetnie się rozumiemy i oni ufają naszym posunięciom.

Psy w szpitalach?

W Polsce są trzy ośrodki dogoterapii oraz kilka fundacji i klubów podobnych do łódzkiego, które zgłębiają tajniki terapeutycznego wpływu psów w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi. Wszystkie działają na zasadzie wolontariatu. Powstało już kilka opracowań i prac naukowych. Organizowane są sympozja, napisano kilka prac magisterskich. Udowodniono, że dogoterapia może pomóc w leczeniu wielu schorzeń, a w wielu krajach czworonogi wprowadza się nawet na oddziały szpitali.

Polską pionierką dogoterapii jest Maria Czerwińska, dziennikarka, treserka zwierząt grających w filmach i współzałożycielka warszawskiej Fundacji Przyjaźni Ludzi i Zwierząt Cze-Ne-Ka. � Pies nigdy nas nie wyśmieje, nigdy nie skrytykuje, nie okaże zniecierpliwienia. Patrzy w oczy i chce tylko tego, byśmy i my choć trochę go kochali. A my czujemy, że psią miłość musimy jakoś odwzajemnić � przyznała w jednym z wywiadów.

Niezwykły wpływ zwierząt na niepełnosprawne dzieci zauważyła w 1987 r., przy okazji kręcenia filmu �Widzę� z udziałem dzieci niewidomych. � Wtedy one �zobaczyły� zwierzęta, a ja po raz pierwszy zobaczyłam, że są dzieci, którym jest to potrzebne � przyznała. Czerwińska za wprowadzenie dogoterapii do rehabilitacji niepełnosprawnych otrzymała w 2000 r. Order Uśmiechu.

Jeden z listów po jej zajęciach przyszedł kiedyś z Łodzi. �Największe wrażenie zrobiła na mnie przejażdżka zaprzęgiem ciągniętym przez pieski. Nie zapomnę tej chwili nigdy... � � napisał do fundacji Sebastian, poruszający się od dziecka na wózku inwalidzkim.

Na efekty trzeba czekać

Na razie w Łodzi dzieci tylko (albo aż) spotykają się z Dzidzią i Nutkiem. Przejażdżka psim zaprzęgiem może nauczyć ich nowych umiejętności. Po raz pierwszy w życiu będą mogły wpływać na kierunek i szybkość ruchu...

� Nie ma jeszcze w Polsce konkretnych metod pracy. Każdy sam, dokładnie poznając grupę, może je wypracowywać.

Niekiedy na efekty trzeba czekać latami, bo niektóre dzieci w ogóle nie reagują na obecność psów. Dogoterapia może tylko wspomagać leczenie. Nie można się spodziewać cudu po kilku spotkaniach. Chociaż i takie się zdarzały � opowiada Zawadzka.

Na �psi� cud natknęła się kiedyś Czerwińska. Kilkanaście lat temu w Meksyku spotkała chłopca, który przez siedemnaście lat nie chodził. Władzę w nogach odzyskał dopiero, gdy otrzymał w prezencie psa, wyszkolonego w jednym ze specjalnych ośrodków w Stanach. W ciągu trzech lat pracy z psem nauczył się chodzić.

� Przed nami jeszcze długa droga � śmieją się Zawadzcy. � Ale Dzidzia i Nutek już rozpoznają niektóre dzieci.

� Dogoterapia daje tyle radości, że po cichu marzymy, by tych zajęć było jak najwięcej � wyznaje dyrektor Mariola Wojtenia.

Po dwóch godzinach koniec spotkania. Ani pieski, ani dzieci nie mogą się sobą znudzić, nie może dojść do sytuacji, że ich wzajemne towarzystwo będzie wszystkich drażnić.

Pożegnanie jest smutne, bo w ośrodku jest remont i następne spotkanie odbędzie się jeszcze we wrześniu.