zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Takiej radości w matczyńskim domu pomocy już dawno nie przeżywano. Siedmioletni Tomek, podopieczny placówki, żegnał się wczoraj z Matczynem.

- Znalazłem mamę i tatę, jadę do domu! - chłopca rozpierała duma, kiedy pakował swój skromny dobytek.

O losach małego Tomka pisaliśmy późną jesienią ubiegłego roku. Mieliśmy nadzieję, że historia opuszczonego dziecka, które z wielką pogodą walczy o rodzinną bliskość, wzruszy kogoś z naszych czytelników i natchnie odwagą do przygarnięcia chłopca.

- Tak się stało! Po przeczytaniu artykułu w "Gazecie Wyborczej" zgłosiło się małżeństwo z Lublina - z radością opowiada dyrektorka Ośrodka Adopcyjnego Barbara Paczos. - Kiedy jeszcze w telewizji program o Tomku obejrzały dorosłe już dzieci obecnych rodziców chłopczyka - zapadła decyzja: spróbujemy pomóc.

Do domu pomocy społecznej dla upośledzonych umysłowo w Matczynie mały Tomeczek - jak o nim mówią wychowawcy z Matczyna - trafił kilka lat temu, po śmierci matki, kiedy nie znalazł się nikt, kto by się nim zajął. - Nie chodzi, nie mówi, ma porażenie mózgowe - tam będzie mu najlepiej - stwierdzono, odwożąc chłopca pod Bełżyce.

Dyrektor domu Maria Tarczyńska wspomina: - Już pierwszego dnia kiedy się tu pojawił, coś mnie w jego zachowaniu zastanowiło. Niby był taki jak wielu z naszych podopiecznych: pełzał po podłodze, milczał i nie wiadomo było czy rozumie, co do niego mówimy... Ale miał "coś" w oczach, taki niezwykle wymowny błysk. I ten błysk był dla nas znakiem.

Szybko okazało się, że dziecko nie jest niepełnosprawne intelektualnie, a wręcz odwrotnie - bardzo inteligentne. Tomek chłonął wiedzę i w przyspieszonym tempie nadrabiał głębokie zaniedbanie środowiskowe.

- Chłopiec musiał się rozwijać, a kontakt z upośledzonymi dziećmi, z którymi mieszkał na co dzień, nie sprzyjał temu. On był już dalej - opowiada Tarczyńska. Posłano więc Tomka do normalnego przedszkola i zaczęto intensywnie leczyć z porażenia mózgowego, które manifestowało się przede wszystkim przykurczem mięśni nóg.

Profesjonalna rehabilitacja, wreszcie operacja w klinice ortopedii likwidująca przykurcze mięśni dały efekt. Dzisiaj Tomek porusza się całkowicie samodzielnie i z każdym dniem poprawia się płynność jego chodu. Doskonale radzi sobie w I klasie. Jest bystry i rezolutny. Przyjaźnie nastawiony do świata. Do szczęścia potrzebował tylko rodziny.

- Los się w końcu do niego uśmiechnął - rodzina, do której trafił, już przylgnęła do małego, chociaż oswajanie trochę trwało. Ale to dobrze, bo takiej decyzji nie można podejmować tylko pod wpływem emocji - mówi Barbara Paczos.

Tej wiosny Tomek spędzi pierwsze w swoim życiu prawdziwie rodzinne święta.